Wtajemniczenia w Miłosza Zobacz większe

49,00 zł

Informacje dodatkowe

Wydanie Pierwsze, 2014
ISBN 9788373544741
Oprawa Miękka
Format 145x205
Stron 507
Imprint Homini
Brak Tekst który się nie wyświetla i musi być na końcu, jeśli nie ma podtyułu

Podziel się

Zofia Zarębianka

Wtajemniczenia w Miłosza

W pokoleniu, do którego należę, a którego wstępowanie w dorosłość przypadło na sam koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, znajomość twórczości Czesława Miłosza bynajmniej nie była oczywista. Na listach lektur licealnych, a nawet w spisach pozycji przewidzianych dla studentów polonistyki, próżno byłoby szukać nazwiska pisarza, który wszak już niebawem, za kilka lat, miał zostać uhonorowany Nagrodą Nobla. Mimo wszakże, iż oficjalnie Miłosz nie istniał w programach nauczania i mimo obowiązującego wówczas w Polsce zapisu na książki jego autorstwa, mimo nieprzyjemności grożących za przemycanie zza granicy jego utworów, mimo trudności ze zdobyciem, choćby na jedną dobę, zabronionych przez cenzurę jego tekstów, mimo więc owych wszystkich przeszkód, mających czynić Miłosza niedostępnym i nieznanym, mimo wielorakich cenzuralnych i politycznych obwarowań, a może – po trosze i dzięki nim – Miłosz jawił się jako owoc tyleż zakazany, ile – tym bardziej – pożądany. I przecież był, istniał w naszej świadomości tym mocniej, im bardziej nie wolno było po niego sięgać… Był więc, wbrew owym zakazom, obecny w naszych młodzieńczych lekturach, co więcej, był czytany, wcale nie chyłkiem i nie po kryjomu, na uniwersyteckich zajęciach, był wreszcie, o paradoksie, przedmiotem egzaminów, seminariów i prac magisterskich, w tym mojej własnej… Skoro oficjalnie uznawano go za tak bardzo niepożądanego i niebezpiecznego, tym silniejsza stawała się magia jego oddziaływania.

W tej też sytuacji trudno, bym nie zapamiętała mojego pierwszego spotkania z jego wierszami. Jest rok 1978, a może już 1979, gdy na zajęcia z literatury współczesnej prowadząca je z moją grupą ćwiczeniową doktor – tak, wtedy jeszcze doktor! – Marta Wyka przyniosła mały, przenośny magnetofon i kasetę zawierającą zapis paryskiego wieczoru Miłosza przy rue Surcouf… Półtorej godziny słuchaliśmy jak zahipnotyzowani Miłoszowych recytacji. Niezapomniana melodia jego lekko zaciągającego z wileńska głosu, charakterystyczny wschodni zaśpiew, nadający jego czytaniu znamię magicznego rytuału, niezapomniane wiersze, pierwszy raz słyszane, od razu w świetnym wykonaniu samego autora. Tak się zaczęła moja przygoda z tą twórczością, omawianą potem szczegółowo na kolejnych zajęciach, wiersz po wierszu, jak gdyby nie chodziło o poetę, o którym mieliśmy nic nie wiedzieć. (od Autorki)

Więcej szczegółów

Z książki wyłania się kolejny, bardzo interesujący wizerunek Czesława Miłosza, któremu nieobce były religijne, metafizyczne i duchowe rozterki. To inne, nowe w jakimś sensie, spojrzenie na poetę przez pryzmat jego duchowości i struktury wyobraźni religijnej stanowi ciekawy portret na tle istniejącej literatury przedmiotu, w której zwracano uwagę na inne problemy badawcze.

prof.dr hab. Stanisław Stabro

Bliższe zapoznanie się z projektem Zofii Zarębianki pokazuje całkowitą oryginalność jej punktu widzenia. Nie interesują jej aspekty religijny i poetycki w oderwaniu od siebie – jak dotąd bywało. Ciekawi ją ich splot. Pisarstwo naukowe prof. Zarębianki koncentruje się na pograniczu tego, co poetyckie i tego, co metafizyczne.

prof. dr hab. Krystyna Jakowska

Napisz recenzje

Wtajemniczenia w Miłosza

Wtajemniczenia w Miłosza

W pokoleniu, do którego należę, a którego wstępowanie w dorosłość przypadło na sam koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, znajomość twórczości Czesława Miłosza bynajmniej nie była oczywista. Na listach lektur licealnych, a nawet w spisach pozycji przewidzianych dla studentów polonistyki, próżno byłoby szukać nazwiska pisarza, który wszak już niebawem, za kilka lat, miał zostać uhonorowany Nagrodą Nobla. Mimo wszakże, iż oficjalnie Miłosz nie istniał w programach nauczania i mimo obowiązującego wówczas w Polsce zapisu na książki jego autorstwa, mimo nieprzyjemności grożących za przemycanie zza granicy jego utworów, mimo trudności ze zdobyciem, choćby na jedną dobę, zabronionych przez cenzurę jego tekstów, mimo więc owych wszystkich przeszkód, mających czynić Miłosza niedostępnym i nieznanym, mimo wielorakich cenzuralnych i politycznych obwarowań, a może – po trosze i dzięki nim – Miłosz jawił się jako owoc tyleż zakazany, ile – tym bardziej – pożądany. I przecież był, istniał w naszej świadomości tym mocniej, im bardziej nie wolno było po niego sięgać… Był więc, wbrew owym zakazom, obecny w naszych młodzieńczych lekturach, co więcej, był czytany, wcale nie chyłkiem i nie po kryjomu, na uniwersyteckich zajęciach, był wreszcie, o paradoksie, przedmiotem egzaminów, seminariów i prac magisterskich, w tym mojej własnej… Skoro oficjalnie uznawano go za tak bardzo niepożądanego i niebezpiecznego, tym silniejsza stawała się magia jego oddziaływania.

W tej też sytuacji trudno, bym nie zapamiętała mojego pierwszego spotkania z jego wierszami. Jest rok 1978, a może już 1979, gdy na zajęcia z literatury współczesnej prowadząca je z moją grupą ćwiczeniową doktor – tak, wtedy jeszcze doktor! – Marta Wyka przyniosła mały, przenośny magnetofon i kasetę zawierającą zapis paryskiego wieczoru Miłosza przy rue Surcouf… Półtorej godziny słuchaliśmy jak zahipnotyzowani Miłoszowych recytacji. Niezapomniana melodia jego lekko zaciągającego z wileńska głosu, charakterystyczny wschodni zaśpiew, nadający jego czytaniu znamię magicznego rytuału, niezapomniane wiersze, pierwszy raz słyszane, od razu w świetnym wykonaniu samego autora. Tak się zaczęła moja przygoda z tą twórczością, omawianą potem szczegółowo na kolejnych zajęciach, wiersz po wierszu, jak gdyby nie chodziło o poetę, o którym mieliśmy nic nie wiedzieć. (od Autorki)