Obniżka!

-10%

Listy i memoriały Zobacz większe

20,57 zł

22,86 zł

Informacje dodatkowe

Wydanie Pierwsze, 2019
Seria Źródła monastyczne
ISBN 9788373549258
Oprawa Miękka
Format 125x195
Stron 211
Brak Tekst który się nie wyświetla i musi być na końcu, jeśli nie ma podtyułu

Podziel się

Magdalena Mortęska OSB

Listy i memoriały

Zasób zachowanych listów Matki Magdaleny Mortęskiej jest niewielki (dziesięć listów Matki Mortęskiej odnalazł i opublikował w 1971 prof. Karol Górski, inne, publikowane tutaj, opracowała s. Małgorzata Borkowska OSB). Tylko kilkanaście listów. Bardzo to mało. Byłoby jednak szkoda nie przyjrzeć się im wcale, skoro w liście osobowość nadawcy odbija się w sposób mocniejszy niż w jakiejkolwiek innej formie literackiej. Pisarze układają całe powieści z listów, ponieważ potrafią one tworzyć zarówno fabułę jak zwłaszcza wyraziste, widziane od wewnątrz postaci. Być może zatem nawet tych kilka niewielkich, izolowanych listów, które nie mogą się złożyć ani na jakąś historię zewnętrzną, ani na dzieje wewnętrzne autorki (jak to często obserwujemy w tomach korespondencji, czy we wspomnianych powieściach epistolarnych) kryje w sobie jakąś prawdę o piszącej. Dlatego trzeba się im przyjrzeć… (Krystyna Jakowska)

Jest rok 1554. W zamku starościńskim w Pokrzywnie przychodzi na świat czwarte i ostatnie dziecko pana starosty, Melchiora Mortęskiego, i jego żony, Elżbiety Kostczanki. Mógł być magnacki beniaminek… ale jak to w praktyce wyglądało przez pierwsze cztery lata jej życia? Ojciec był zajęty polityką, matka chorowita. Świat dzieci ograniczał się do gromady nianiek, a przestrzennie prawdopodobnie do kilku komnat w zamku. Pokrzywno dziś jest ruiną, ale plan jest nadal czytelny. Ten dawny zamek komturów krzyżackich nie miał terenów rekreacyjnych. Dookoła mogły być ziemie uprawne, ale żeby dojść do nich ze skrzydła „pańskiego”, trzeba było przejść przez dziedziniec Wysokiego Zamku, przez bramę, przez wielki dziedziniec Niskiego Zamku, znowu brama, dalej osada posłużna… i dopiero można było szukać pola albo łąki. Z małym dzieckiem za daleka droga. Więc panięta musiały się kłębić w izbie dziecinnej, a niańki pilnowały, żeby się hałas nie rozchodził na komnaty pańskie. Mała Magdusia nauczyła się w tym czasie pacierza, na pewno słuchała bajek, może zaczęła naukę przędzenia za przykładem obu starszych sióstr. Horyzont na razie od ściany do ściany… (Małgorzata Borkowska OSB)

Więcej szczegółów

Memoriale do ichmość Panów konserwatorów, od jejmości panny ksieni Mortęskiej klasztoru chełmińskiego podane, w którym zamykają się filary reformacji tegoż zakonu.

Po szczęśliwym zwróceniu się jegomości ks. biskupa do ojczystych krajów z Rzymu, pisałam dwakroć do jegomości, prosząc pokornie, abyś mi wasza mość z łaski swej oznajmić raczył, jaki rozsądek uczyniła Stolica Apostolska w sprawie tej zakonu naszego, którą był jegomość umyślił przełożyć Ojcu św.; na co iż mi jegomość żadnego responsu nie dał, rozumiem, że jegomość z sprawami tymi do sejmu zatrzymać się raczył; częścią mię też dochodzi, że dlatego, aby się z ichmościami panami ordynariuszami o tym naradził, a na czym przez spólną radę ichmości stanie, na to od Ojca św. potwierdzenie uprosić się starać chce. A iż przez tę okazją do uspokojenia wszytkich trudności (które ten ubogi zakon od różnych i o różne sprawy często ponosi) za pomocą Bożą przyść by mogło, choć to trudno wiedzieć, do czego tym zamysłem swym jegomość ks. biskup wileński zmierza, ja jednak wsparta nadzieją, zwątpić nie mogę, że dobra zbawiennego; przeto zdało mi się to rzeczą być potrzebną po krótku sprawy te napisać. Nie stąd, aby jegomości księdzu biskupowi chełmińskiemu, memu miłościwemu panu i dobrodziejowi naszemu, jako konserwatorowi* nie były jaśnie wiadome, ale stąd, abym deklarowała, w jakich terminach są teraz te sprawy klasztorów naszych, aby za tą deklaracją łatwiej przyszło o tym konferować z ichmościami. Do czego aby przystąpiła miłościwa łaska i politowanie świętej pobożności tak jegomości mego miłościwego pana i dobrodzieja, jako i drugich ichmościów panów konserwatorów*, z wielkim uniżeniem pokornie prosimy. Abowiem z tej zamieszki, którą jest pokój nasz rozerwany, my same przez się, będąc najmniejszą cząstką w domu Pańskim, nie wynidziem, aż przez rozsądek zwierzchności, pod którą ja to wszytko poddawam; o to tylko pokornie proszę, aby te filary, na których ten zakon nasz porządnie reformowany stanął, nie były w ni w czym poruszone / List 9 memoriał o filarach reguły chełmińskiej /

Napisz recenzje

Listy i memoriały

Listy i memoriały

Zasób zachowanych listów Matki Magdaleny Mortęskiej jest niewielki (dziesięć listów Matki Mortęskiej odnalazł i opublikował w 1971 prof. Karol Górski, inne, publikowane tutaj, opracowała s. Małgorzata Borkowska OSB). Tylko kilkanaście listów. Bardzo to mało. Byłoby jednak szkoda nie przyjrzeć się im wcale, skoro w liście osobowość nadawcy odbija się w sposób mocniejszy niż w jakiejkolwiek innej formie literackiej. Pisarze układają całe powieści z listów, ponieważ potrafią one tworzyć zarówno fabułę jak zwłaszcza wyraziste, widziane od wewnątrz postaci. Być może zatem nawet tych kilka niewielkich, izolowanych listów, które nie mogą się złożyć ani na jakąś historię zewnętrzną, ani na dzieje wewnętrzne autorki (jak to często obserwujemy w tomach korespondencji, czy we wspomnianych powieściach epistolarnych) kryje w sobie jakąś prawdę o piszącej. Dlatego trzeba się im przyjrzeć… (Krystyna Jakowska)

Jest rok 1554. W zamku starościńskim w Pokrzywnie przychodzi na świat czwarte i ostatnie dziecko pana starosty, Melchiora Mortęskiego, i jego żony, Elżbiety Kostczanki. Mógł być magnacki beniaminek… ale jak to w praktyce wyglądało przez pierwsze cztery lata jej życia? Ojciec był zajęty polityką, matka chorowita. Świat dzieci ograniczał się do gromady nianiek, a przestrzennie prawdopodobnie do kilku komnat w zamku. Pokrzywno dziś jest ruiną, ale plan jest nadal czytelny. Ten dawny zamek komturów krzyżackich nie miał terenów rekreacyjnych. Dookoła mogły być ziemie uprawne, ale żeby dojść do nich ze skrzydła „pańskiego”, trzeba było przejść przez dziedziniec Wysokiego Zamku, przez bramę, przez wielki dziedziniec Niskiego Zamku, znowu brama, dalej osada posłużna… i dopiero można było szukać pola albo łąki. Z małym dzieckiem za daleka droga. Więc panięta musiały się kłębić w izbie dziecinnej, a niańki pilnowały, żeby się hałas nie rozchodził na komnaty pańskie. Mała Magdusia nauczyła się w tym czasie pacierza, na pewno słuchała bajek, może zaczęła naukę przędzenia za przykładem obu starszych sióstr. Horyzont na razie od ściany do ściany… (Małgorzata Borkowska OSB)