Nowość Obniżka!

-10%

Dekret w niebieskim ferowany parlamencie Zobacz większe

25,71 zł

28,57 zł

Informacje dodatkowe

Wydanie Drugie, 2020
ISBN 9788373549975
Oprawa Miękka
Format 145x205
Stron 304
Tytul Czyli garść testamentów polskich od różnych ludzi różnymi czasy pisanych

Podziel się

Małgorzata Borkowska OSB

Dekret w niebieskim ferowany parlamencie

Czyli garść testamentów polskich od różnych ludzi różnymi czasy pisanych

Dekret w niebieskim ferowany parlamencie, czyli garść testamentów polskich, od różnych ludzi różnymi czasy pisanych, dopiero przedsię w jedno zebranych i drukiem potomnej pamięci podanych od mniszki niektórej kasyneńskiego zakonu

Dedykacja

W  Bogu wielebnej jejmości pannie Edycie Samukównie, ksieni teraźniejszej żarnowieckiej, mojej osobliwej dobrodziejce, ofiarowane.

Wszelki gmin drobny możniejszych od siebie żąda protekcyjej, a łaską ich i dobrodziejstwy zachęcany, na tym większe się sadzi przewagi, to rozumiejąc, iż nie daj Boże trafunku jakiego, ma, kto by go wspomógł. Tak ci on wróbelaszek, na orłowych skrzydłach uniesiony, śmiele samego Olimpu doleciał szczytów; tak i ja, moja miłościwa Panno, osobliwszą twoją łaską zagrzana, śmiem teraz do rąk twoich oddać ten Dekret w niebieskim ferowany parlamencie. A to śmiele czynię tym umysłem, abyś ty, która w starożytnych rzeczy kochasz się pamiątkach, myśli ciężarami urzędu twego znużonej dać mogła wytchnienie, gdy do ręki twojej książeczkę tę małą wziąwszy, czytać będziesz o sprawach i ludziach onych dawnych. Jakoż nie wiem, komu by słuszniej należała ta dedykacyja, jeśli nie tobie samej, któraś lekce sobie ważąc dobra nietrwałe, to przede wszystkim z zawieruchy ognistej ratowała, co wieków i dziejów minionych pieczęć na sobie nosi. A ocaliwszy od zagłady one stare fascykuły, tyś mnie od inszych wielu (choć i pilnie potrzebnych) zabaw obróciła ku tej oto, abym na kształt pszczoły miód złocisty spijając z tych to pamiątek, porządnie go, komora po komorze, w plastry coraz to nowych układała książeczek. Racz tedy błahą pracę moję przyjąć mile, i w modlitwach swoich mnie nie przepominać / Małgorzata Borkowska OSB / W Żarnowcu, 27 maja R.P. 1984 /

Więcej szczegółów

Otwieram teczkę archiwalną...

Są to akta majątkowe, dotyczące posesji jakiejś wioski czy folwarku. Istna silva rerum! Na samym wierzchu drzewo genealogiczne kilku pokoleń pewnego możnego rodu, mające wykazać, kto, kiedy i po kim ów folwark dziedziczył, i że przeto „linia jegomości pana podczaszego do tego folwarku należeć nie ma i nie może”. Dalej jakiś inwentarz: „...po lewej ręce, idąc od tej bramy, świren nowy, u niego drzwi ze skoblem...” Dalej: „Ja, jenerał Jego Królewskiej Mości województwa mścisławskiego, oznajmuję...” – to pozew sądowy, a raczej dowód jego doręczenia: woźny zeznaje, że go „oczewisto podał, obwołał tym, którzy tam stali i we wrota wjezdne wetknął”. (Na podwórze już nie wszedł: widać stamtąd do konopi byłoby za daleko.) Dalej skutek tego pozwu, plik akt sądowych: to najtrudniejsza lektura, i nie tylko z powodu staroświeckiej, kalkowanej z łaciny terminologii. Można się prędko zorientować, że „żałujący delator” to nie skruszony donosiciel, tylko skarżący powód, a „obżałowany” to nie świętej pamięci nieboszczyk, ale właśnie oskarżony. Można się (chociaż z trudem) przyzwyczaić do metrowych zdań, ciągnących się dosłownie przez kilka stron bez głównego orzeczenia. Ale kłopot w tym, że niejasność sformułowań była jedną z ulubionych ówczesnych broni prawnych, i jeśli już wtedy niejeden biegły jurysta dawał się stronie przeciwnej tą metodą wyprowadzić w pole, to co dopiero powiedzieć o dzisiejszym biednym badaczu, który ma jeszcze i to utrudnienie, że podchodzi do sprawy z zewnątrz, spoza środowiska i spoza całego tego układu postaw i skojarzeń, który zaginął razem z tamtym światem. Toteż w te akta ten się dziś tylko wgłębia, kto koniecznie musi; chyba że nam ktoś taki jak Łoziński poda ekstrakt ze świetnym komentarzem, a wtedy i zwykłemu czytelnikowi trudno się od tej lektury oderwać.

Następny dokument zaczyna się od słów: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego...” – to testament. I to jest jedna z lektur najciekawszych i może także najłatwiejszych. Łatwa choćby dlatego, że akt ostatniej woli musiał być sformułowany jasno, i testator zazwyczaj zadawał sobie wszelki możliwy trud, żeby tę jasność osiągnąć. Jedyne to też akta, w których o zainteresowanych osobach nie mówi się krótko „jejmość pani podstarościna kowieńska” (pozostawiając badaczowi beznadziejne zwykle zadanie ustalenia, co też to za podstarościna), ale jak najdokładniej: „jejmość pani Elizabet Towiańska Walerianowa Szukścina, podstarościna kowieńska, szwagierka moja”, i to niemal za każdym razem, kiedy o jejmości mowa. Daje to zwykle podstawę do ustalenia dość szczegółowo małej tablicy genealogicznej, którą skądinąd uzyskiwane informacje najwyżej uzupełniają...

Napisz recenzje

Dekret w niebieskim ferowany parlamencie

Dekret w niebieskim ferowany parlamencie

Dekret w niebieskim ferowany parlamencie, czyli garść testamentów polskich, od różnych ludzi różnymi czasy pisanych, dopiero przedsię w jedno zebranych i drukiem potomnej pamięci podanych od mniszki niektórej kasyneńskiego zakonu

Dedykacja

W  Bogu wielebnej jejmości pannie Edycie Samukównie, ksieni teraźniejszej żarnowieckiej, mojej osobliwej dobrodziejce, ofiarowane.

Wszelki gmin drobny możniejszych od siebie żąda protekcyjej, a łaską ich i dobrodziejstwy zachęcany, na tym większe się sadzi przewagi, to rozumiejąc, iż nie daj Boże trafunku jakiego, ma, kto by go wspomógł. Tak ci on wróbelaszek, na orłowych skrzydłach uniesiony, śmiele samego Olimpu doleciał szczytów; tak i ja, moja miłościwa Panno, osobliwszą twoją łaską zagrzana, śmiem teraz do rąk twoich oddać ten Dekret w niebieskim ferowany parlamencie. A to śmiele czynię tym umysłem, abyś ty, która w starożytnych rzeczy kochasz się pamiątkach, myśli ciężarami urzędu twego znużonej dać mogła wytchnienie, gdy do ręki twojej książeczkę tę małą wziąwszy, czytać będziesz o sprawach i ludziach onych dawnych. Jakoż nie wiem, komu by słuszniej należała ta dedykacyja, jeśli nie tobie samej, któraś lekce sobie ważąc dobra nietrwałe, to przede wszystkim z zawieruchy ognistej ratowała, co wieków i dziejów minionych pieczęć na sobie nosi. A ocaliwszy od zagłady one stare fascykuły, tyś mnie od inszych wielu (choć i pilnie potrzebnych) zabaw obróciła ku tej oto, abym na kształt pszczoły miód złocisty spijając z tych to pamiątek, porządnie go, komora po komorze, w plastry coraz to nowych układała książeczek. Racz tedy błahą pracę moję przyjąć mile, i w modlitwach swoich mnie nie przepominać / Małgorzata Borkowska OSB / W Żarnowcu, 27 maja R.P. 1984 /