Nowość Rozmyślanie drugie, czyli rodzice Zobacz większe

28,00 zł

Informacje dodatkowe

ISBN 9788382051780
Oprawa Miękka
Format 145x205
Stron 190
Brak Tekst który się nie wyświetla i musi być na końcu, jeśli nie ma podtyułu

Podziel się

Grzegorz z Sambora

Rozmyślanie drugie, czyli rodzice

Poemat Grzegorza Wigilancjusza z Sambora (Gregorius Vigilantius Samboritanus, ok. 1523 – 26 II 1573 r.), profesora teologii w Akademii Krakowskiej i dziekana kolegiaty uniwersyteckiej św. Anny, pod tytułem Rozmyślanie drugie, czyli Rodzice (Theoresis secunda, seu Parentes) ukazał się prawdopodobnie w drukarni Macieja Wirzbięty w 1569 r. W swobodnie prowadzonej narracji poeta przedstawił swą podróż w towarzystwie wiernego przyjaciela, Benedykta Herbesta, do Sambora w marcu 1562 r. i szczegółowo opisał ostatnie dni życia ukochanej matki, Anny. Oprócz opowieści o jej śmierci, ukazanej z niezwykłą i poruszającą prostotą, na kartach poematu nie zabrakło miejsca dla pracowitego ojca (ubogiego szewca), najbliższej rodziny, pomocnych sąsiadów, drogich przyjaciół i łaskawych opiekunów. Jeśli pierwotnym zamiarem Samborczyka było nakreślenie portretu pobożnych rodziców, to wzbogacony o nowe szczegóły stał się on uniwersalnym obrazem świętości codziennego życia, realizującej się najpełniej w pokornej modlitwie, bojaźni Bożej, wytrwałym znoszeniu cierpień, pomocy chorym i ubogim, a także miłości bliźniego.

Poeta przywołuje różne perspektywy czasowe, pogłębiając znaczenie przedstawionych zdarzeń. Cykl natury (początek astronomicznej wiosny) łączy się z porządkiem roku liturgicznego (Wielkanoc), zapowiadając zwycięstwo życia nad śmiercią; historia Kościoła (łaska roku jubileuszowego) przeplata się z historią prywatną matki i syna, przemienioną w poetycką sztukę dobrego umierania (ars bene moriendi). Matowe z powodu retorycznej powściągliwości opisy kolejnych dni spędzonych przy boku coraz bardziej osłabionej rodzicielki rozjaśniają barwne dystychy, jakby wyjęte z dzieł Wergiliusza czy Owidiusza, odmierzające upływ czasu za pomocą wzmianek o wschodach i zachodach słońca. Niezależnie jednak od tego, czy Jutrzenka zagląda w okna samborskiego domu, czy zmęczony Febus odpoczywa u podnóża góry, czy Noc rozpuszcza swe czarne włosy, ogólna wymowa narracji nie ulega zasadniczej zmianie, a Grzegorz czuwający (nomen omen) przy łóżku umierającej matki (przechodzącej w jego przekonaniu do radości życia wiecznego) nie wychodzi poza rolę przewidzianą dla bohatera egzemplum.

Napisz recenzje

Rozmyślanie drugie, czyli rodzice

Rozmyślanie drugie, czyli rodzice

Poemat Grzegorza Wigilancjusza z Sambora (Gregorius Vigilantius Samboritanus, ok. 1523 – 26 II 1573 r.), profesora teologii w Akademii Krakowskiej i dziekana kolegiaty uniwersyteckiej św. Anny, pod tytułem Rozmyślanie drugie, czyli Rodzice (Theoresis secunda, seu Parentes) ukazał się prawdopodobnie w drukarni Macieja Wirzbięty w 1569 r. W swobodnie prowadzonej narracji poeta przedstawił swą podróż w towarzystwie wiernego przyjaciela, Benedykta Herbesta, do Sambora w marcu 1562 r. i szczegółowo opisał ostatnie dni życia ukochanej matki, Anny. Oprócz opowieści o jej śmierci, ukazanej z niezwykłą i poruszającą prostotą, na kartach poematu nie zabrakło miejsca dla pracowitego ojca (ubogiego szewca), najbliższej rodziny, pomocnych sąsiadów, drogich przyjaciół i łaskawych opiekunów. Jeśli pierwotnym zamiarem Samborczyka było nakreślenie portretu pobożnych rodziców, to wzbogacony o nowe szczegóły stał się on uniwersalnym obrazem świętości codziennego życia, realizującej się najpełniej w pokornej modlitwie, bojaźni Bożej, wytrwałym znoszeniu cierpień, pomocy chorym i ubogim, a także miłości bliźniego.

Poeta przywołuje różne perspektywy czasowe, pogłębiając znaczenie przedstawionych zdarzeń. Cykl natury (początek astronomicznej wiosny) łączy się z porządkiem roku liturgicznego (Wielkanoc), zapowiadając zwycięstwo życia nad śmiercią; historia Kościoła (łaska roku jubileuszowego) przeplata się z historią prywatną matki i syna, przemienioną w poetycką sztukę dobrego umierania (ars bene moriendi). Matowe z powodu retorycznej powściągliwości opisy kolejnych dni spędzonych przy boku coraz bardziej osłabionej rodzicielki rozjaśniają barwne dystychy, jakby wyjęte z dzieł Wergiliusza czy Owidiusza, odmierzające upływ czasu za pomocą wzmianek o wschodach i zachodach słońca. Niezależnie jednak od tego, czy Jutrzenka zagląda w okna samborskiego domu, czy zmęczony Febus odpoczywa u podnóża góry, czy Noc rozpuszcza swe czarne włosy, ogólna wymowa narracji nie ulega zasadniczej zmianie, a Grzegorz czuwający (nomen omen) przy łóżku umierającej matki (przechodzącej w jego przekonaniu do radości życia wiecznego) nie wychodzi poza rolę przewidzianą dla bohatera egzemplum.