Bezkres poranka Zobacz większe

38,00 zł

Informacje dodatkowe

ISBN 9788382050684
Oprawa Miękka ze skrzydełkami
Format 125x195
Stron 430
Tytul O teologii poetyckiej i teologiach kontrkultury
Ebook https://tyniec.com.pl/e-booki/1782-ebook-bezkres-poranka-9788382050745.html

Podziel się

Michał Gołębiowski

Bezkres poranka

O teologii poetyckiej i teologiach kontrkultury

Kardynał Robert Sarah w wywiadzie-rzece przeprowadzonym przez Nicolasa Diata formułuje taką oto przejmującą diagnozę naszych czasów:

To, co nadprzyrodzone wydaje się wchłonięte i unicestwione, w tym, co naturalne. To, co nadprzyrodzone, zostaje umniejszone na pustyni tego, co naturalne. Stajemy się głusi, autystyczni i ślepi na sprawy Boże. Zapominamy, że istnieje niebo. Już nie widzimy nieba i Boga też już nie widzimy. Człowiek jest zaczarowany tym, co dotykalne. Świat zachodni już nie doświadcza nadprzyrodzoności.

Mocne to słowa, budzące głęboki smutek, a nawet lęk wobec tego, co jest i co ma nadejść. Wielokrotnie rozbrzmiewały mi one w umyśle, gdy czytałem – i rozważałem – Bezkres poranka Michała Gołębiowskiego (wcześniej książka nosiła tytuł Ciemny płomień). A to dlatego, że autor tej książki zarazem zgadza się z posępnym rozpoznaniem purpurata, jak i tego nie robi. Zgadza w tym sensie, w jakim czynić to musi każdy współczesny chrześcijanin i katolik. Oto bowiem istotnie stoimy wobec głębokiego kryzysu zmysłu wiary i nadprzyrodzoności. Ten ostatni był niegdyś powszechny i niemal oczywisty, dziś zanikł na wielkich obszarach kultury i życia społeczeństw, w tym także Polaków. Nie czujemy już i nie rozumiemy spraw Bożych, klucz do tajemnic wiary mocno przerdzewiał, a wielu nie tyle go zgubiło, co po prostu świadomie wyrzuciło. Są to – niestety – problemy znane wierzącym aż nazbyt dobrze, także autorowi Bezkresu poranka. Choć eseje jego emanują spokojem i zaufaniem w ustawy Opatrzności, to przecież wyczuwalna jest w tych pięknych, napisanych polszczyzną staranną i melodyjną – a przy tym pozbawioną afektacji i zbędnych retorycznych ornamentów – tekstach nuta troski, smutku i nostalgii.

Zarazem jednak cały niniejszy zbiór wskazuje na inne całkiem, wręcz przeciwne rozpoznanie, że mianowicie teologia – nauka o sprawach Bożych, oparta na sztuce ich głębokiego przeżywania i rozumienia – nie znika i zniknąć nie może. Jest bowiem trwałą i nieusuwalną dyspozycją ludzkiego ducha, który – jak powiada wielokrotnie cytowany przez Gołębiowskiego św. Augustyn – nie zazna spokoju, póki nie dotrze do Rzeczywistości Ostatecznej. To bowiem, co w teologii źródłowe i istotne, jest wołaniem z Oddali, wezwaniem do prawdziwego bycia, do powrotu do Domu – i to wezwanie nigdy nie zamilknie, jest współwieczne człowiekowi. Stąd też wszystkie duchy prawdziwie poszukujące są w tym pierwotnym znaczeniu nieuchronnie „teologiczne”. O tym właśnie traktuje i tego dowodzi cały ów tom.

Na kartach tej książki znajdujemy szkice, dotyczące całego szeregu poetów, w znacznej mierze takich, którzy do wiary religijnej się nie przyznawali, a nawet ją otwarcie i nieubłaganie zwalczali. Pojawiają się tu twórcy tak polscy, jak i obcojęzyczni, zamieszkujących różne czasy i miejsca, od Kochanowskiego i Szekspira począwszy, przez Faleńskiego i Tennysona, aż po Asnyka, Staffa, a w końcu i Jima Morisona. Mimo częstokroć co najmniej ambiwalentnego stosunku tych poetów do religii chrześcijańskiej Gołębiowskiemu udaje się wskazać obecność w ich utworach odwiecznych i fundamentalnych kwestii teologicznych. Ustosunkowują się do nich i rozwiązują je w różny, czasem daleki od ortodoksji katolickiej sposób – to prawda. Jednak uwolnić się od religijnych zagadnień, pytań, postaci i toposów pisarze ci nie potrafią i nie mogą. Tkwią one bowiem zbyt głęboko, zdają się wrośnięte w samą substancję ich dusz, a przeto nieusuwalne. Albowiem, jak nauczał Tertulian: Anima naturaliter christiana („Dusza [jest] z natury chrześcijańska”). Nawet wówczas, gdy jest zbuntowana, niepokorna i wadząca się z Bogiem. Interpretacyjny klucz autora Bezkresu poranka stanowi natomiast Pismo Święte oraz nauka i objaśnienia starożytnych Ojców, a także nowożytnych Doktorów Kościoła. Św. Augustyn, św. Alfons Maria de Liguori, św. Ludwik z Granady, św. Jan od Krzyża czy św. Franciszek Salezy i inni mistrzowie chrześcijańscy przywoływani są na kartach tej książki wielokrotnie, jeszcze zaś częściej wybrzmiewają wersety Starego i Nowego Testamentu. A jednak jest to obecność nienachalna, spokojna, dyskretna i cierpliwa, po chrześcijańsku pokorna, choć pewna siebie... / prof. Bartosz Jastrzębski, fragment Przedmowy /

Więcej szczegółów

Książka Michała Gołębiowskiego przypomina o tym, że literatura jest spotkaniem człowieka z jego tajemnicą. Uprawianie poezji polega na badaniu tego, co ludzkie; jest opisywaniem naszej kruchości i niesamowystarczalności, jest zatem także rodzajem myślenia religijnego. Nie musi to być myślenie katolickie, choć Gołębiowski, jako katolik, czyta lirykę właśnie z takiej perspektywy. Autor przekonuje, że z otchłani ludzkiego serca wyczytać można naprawdę wiele i że czasem dobrze jest być zmiażdżonym czy wypalonym, jeśli w boleści udaje się poznać siebie / Marta Kwaśnicka

Recenzje

: Teksty były czytane przeze mnie, kiedy pojawiały się regularnie na stronie Mnich stepowy,całość tworzy imponującą podróż do transcendencji zapisanej w poezji

: Książka dająca świeże spojrzenie na głębokie teologiczne treści w literaturze, polecam!

Dodaj recenzję

Napisz recenzje

Bezkres poranka

Bezkres poranka

Kardynał Robert Sarah w wywiadzie-rzece przeprowadzonym przez Nicolasa Diata formułuje taką oto przejmującą diagnozę naszych czasów:

To, co nadprzyrodzone wydaje się wchłonięte i unicestwione, w tym, co naturalne. To, co nadprzyrodzone, zostaje umniejszone na pustyni tego, co naturalne. Stajemy się głusi, autystyczni i ślepi na sprawy Boże. Zapominamy, że istnieje niebo. Już nie widzimy nieba i Boga też już nie widzimy. Człowiek jest zaczarowany tym, co dotykalne. Świat zachodni już nie doświadcza nadprzyrodzoności.

Mocne to słowa, budzące głęboki smutek, a nawet lęk wobec tego, co jest i co ma nadejść. Wielokrotnie rozbrzmiewały mi one w umyśle, gdy czytałem – i rozważałem – Bezkres poranka Michała Gołębiowskiego (wcześniej książka nosiła tytuł Ciemny płomień). A to dlatego, że autor tej książki zarazem zgadza się z posępnym rozpoznaniem purpurata, jak i tego nie robi. Zgadza w tym sensie, w jakim czynić to musi każdy współczesny chrześcijanin i katolik. Oto bowiem istotnie stoimy wobec głębokiego kryzysu zmysłu wiary i nadprzyrodzoności. Ten ostatni był niegdyś powszechny i niemal oczywisty, dziś zanikł na wielkich obszarach kultury i życia społeczeństw, w tym także Polaków. Nie czujemy już i nie rozumiemy spraw Bożych, klucz do tajemnic wiary mocno przerdzewiał, a wielu nie tyle go zgubiło, co po prostu świadomie wyrzuciło. Są to – niestety – problemy znane wierzącym aż nazbyt dobrze, także autorowi Bezkresu poranka. Choć eseje jego emanują spokojem i zaufaniem w ustawy Opatrzności, to przecież wyczuwalna jest w tych pięknych, napisanych polszczyzną staranną i melodyjną – a przy tym pozbawioną afektacji i zbędnych retorycznych ornamentów – tekstach nuta troski, smutku i nostalgii.

Zarazem jednak cały niniejszy zbiór wskazuje na inne całkiem, wręcz przeciwne rozpoznanie, że mianowicie teologia – nauka o sprawach Bożych, oparta na sztuce ich głębokiego przeżywania i rozumienia – nie znika i zniknąć nie może. Jest bowiem trwałą i nieusuwalną dyspozycją ludzkiego ducha, który – jak powiada wielokrotnie cytowany przez Gołębiowskiego św. Augustyn – nie zazna spokoju, póki nie dotrze do Rzeczywistości Ostatecznej. To bowiem, co w teologii źródłowe i istotne, jest wołaniem z Oddali, wezwaniem do prawdziwego bycia, do powrotu do Domu – i to wezwanie nigdy nie zamilknie, jest współwieczne człowiekowi. Stąd też wszystkie duchy prawdziwie poszukujące są w tym pierwotnym znaczeniu nieuchronnie „teologiczne”. O tym właśnie traktuje i tego dowodzi cały ów tom.

Na kartach tej książki znajdujemy szkice, dotyczące całego szeregu poetów, w znacznej mierze takich, którzy do wiary religijnej się nie przyznawali, a nawet ją otwarcie i nieubłaganie zwalczali. Pojawiają się tu twórcy tak polscy, jak i obcojęzyczni, zamieszkujących różne czasy i miejsca, od Kochanowskiego i Szekspira począwszy, przez Faleńskiego i Tennysona, aż po Asnyka, Staffa, a w końcu i Jima Morisona. Mimo częstokroć co najmniej ambiwalentnego stosunku tych poetów do religii chrześcijańskiej Gołębiowskiemu udaje się wskazać obecność w ich utworach odwiecznych i fundamentalnych kwestii teologicznych. Ustosunkowują się do nich i rozwiązują je w różny, czasem daleki od ortodoksji katolickiej sposób – to prawda. Jednak uwolnić się od religijnych zagadnień, pytań, postaci i toposów pisarze ci nie potrafią i nie mogą. Tkwią one bowiem zbyt głęboko, zdają się wrośnięte w samą substancję ich dusz, a przeto nieusuwalne. Albowiem, jak nauczał Tertulian: Anima naturaliter christiana („Dusza [jest] z natury chrześcijańska”). Nawet wówczas, gdy jest zbuntowana, niepokorna i wadząca się z Bogiem. Interpretacyjny klucz autora Bezkresu poranka stanowi natomiast Pismo Święte oraz nauka i objaśnienia starożytnych Ojców, a także nowożytnych Doktorów Kościoła. Św. Augustyn, św. Alfons Maria de Liguori, św. Ludwik z Granady, św. Jan od Krzyża czy św. Franciszek Salezy i inni mistrzowie chrześcijańscy przywoływani są na kartach tej książki wielokrotnie, jeszcze zaś częściej wybrzmiewają wersety Starego i Nowego Testamentu. A jednak jest to obecność nienachalna, spokojna, dyskretna i cierpliwa, po chrześcijańsku pokorna, choć pewna siebie... / prof. Bartosz Jastrzębski, fragment Przedmowy /