<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
		<description><![CDATA[Sklep na oprogramowaniu PrestaShop]]></description>
		<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		<generator>PrestaShop</generator>
		<webMaster>zamowienia@tyniec.com.pl</webMaster>
		<language>pl</language>
		<image>
			<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
			<url>https://tyniec.com.pl/img/tyniec-logo-1452802680.jpg</url>
			<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		</image>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Odyseja - 36,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2970-small_default/e-book-odyseja.jpg' title='E-book - Odyseja' alt='thumb' /><p>Jedna z najważniejszych opowieści w historii literatury powraca w nowym przekładzie!</p>
<p>„Odyseja” porywa rozmachem, formą i bogactwem mitologicznych motywów jednak pod barwną opowieścią o przygodach najbardziej znanego „człowieka obrotnego” kryje się historia zaskakująco bliska każdemu z nas – o tęsknocie, wytrwałości, wierności i nadziei, że nawet najdłuższa droga może w końcu zaprowadzić do domu.</p>
<p>Nowy przekład zachwyca nie tylko wiernością homerowskiemu tekstowi, lecz także żywym, przystępnym i barwnym językiem oraz charakterystycznym, rozkołysanym rytmem heksametru polskiego.</p>
<p>Ale to nie wszystko, ponieważ wydaniu towarzyszy obszerny wstęp Tomasza Mojsika oraz eseje Aleksandry Klęczar, Marka Węcowskiego, Michała Baranowskiego oraz Magdaleny Goliczewskiej, które pomogą w lepszym zrozumieniu dzieła, przybliżając jego świat i wskazując ciekawe – także zupełnie współczesne – nawiązania i konteksty interpretacyjne.</p>
<p>Jeśli od dawna czekaliście na tłumaczenie, które oddaje piękno oryginału, a jednocześnie czyta się z prawdziwą przyjemnością – dłużej nie musicie!</p>
<p>Do zobaczenia na morzu czerwonym jak wino!</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/129-e-book-odyseja-9788382054132.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Nasze śluby - 16,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2707-small_default/e-book-nasze-sluby.jpg' title='E-book - Nasze śluby' alt='thumb' /><p>Przez „śluby” rozumiemy obietnice złożone Bogu. I to jest rzecz odwieczna, stara jak wszystkie religie; na przykład w religii greckiej i rzymskiej jeśli człowiek chciał coś osiągnąć, a szanse były, powiedzmy, niepewne – to obiecywał bogom, albo któremuś konkretnemu bogu, taką a taką ofiarę za spełnienie się swoich pragnień. A potem, jeżeli się spełniły, miał obowiązek rzeczywiście taki dar złożyć. To było na ogół jakieś bydło ofiarne; w zależności od zamożności mogła to być jedna jałówka albo i sto (stąd nazwa <em>hekatomba</em>: ofiara stu). W każdym razie była to jakaś transakcja, całkiem konkretna, coś za coś. Trochę bardziej skomplikowana była sprawa ofiar w religii Izraela, bo tam to nie zawsze była transakcja. Tam był przede wszystkim obowiązek składania Bogu ofiar dlatego po prostu, że Mu się kult należy. Był więc codzienny kult świątynny, jeden baranek rano, a drugi wieczorem; i było też powiedziane, że trzy razy w roku każdy Izraelita ma zjawić się w świątyni i nie będzie wtedy przychodził z pustymi rękami. Jednego mogło być stać na miarę mąki, a innego na piętnaście (na przykład) krów, czy byków, czy owiec… (Raczej zresztą byki niż krowy były faworyzowane jako ofiara w Izraelu.) W każdym razie, cokolwiek składano, składano takie ofiary nie dlatego, że ktoś chciał coś uzyskać, tylko jako wyraz czci, wyraz uznania praw Bożych nad człowiekiem. Oczywiście były także ofiary obiecywane w zamian za coś. (Czasami całkiem głupio, jak w wypadku Jeftego, który obiecał ofiarę z człowieka, i do tego z człowieka, który akurat wyjdzie mu przeciw po zwycięstwie. A wyszła jego jedyna córka, i co było robić? To jednak stało się w czasie, w którym Izrael był pod wyraźnym wpływem sąsiednich kultów pogańskich. Bo Pismo Święte przecież tego nie nakazuje; Objawienie Boże nie nakazywało; to tylko w pogańskiej myśli można było uznać ofiarę z człowieka za miłą Bogu.)</p>
<p>W każdym razie nakazane przez Prawo ofiary miały przede wszystkim sens kultowy. Natomiast te prywatne, dobrowolne, bywały często kultowe, a również często dziękczynne, w odpowiedzi – na przykład – na jakąś spełniona prośbę. Brać się musiały oczywiście z własności prywatnej, ze stanu posiadania. Co człowiek miał, to ofiarowywał, wedle możności: bogatszy barana, uboższy gołębia... Ale czy to była baryłka oliwy, bo przecież i oliwa, i sól, i mąka były składane w ofierze, czy to było coś ze stad swoich, czy cokolwiek; choćby nawet i wino, bo były i ofiary „płynne” – tak czy inaczej, dawało się coś ze swego, i tym samym rezygnowało się z tego samemu. Jeśli ofiara była całopalna, to tego barana już dotychczasowy właściciel nie zje; jeśli była biesiadna, tenże właściciel tracił z niej przynajmniej części spalone i części należne kapłanom.</p>
<p>Więc przez ślub rozumiemy obietnicę złożoną Bogu. Obietnicę ofiarną. Nasze śluby dotyczą jednak przede wszystkim nas samych, naszego życia i postępowania. Przecież ślubowanie, że się będzie tak a tak żyło, i to zawsze, to jest kwestia postępowania, obejmuje moją osobę, a nie tylko to, co posiadam, co mam w kieszeni. Owszem, jakiś wpływ na stan posiadania śluby zakonne mają, choćby ślub ubóstwa; ale ofiara z takich czy innych praw własności to już jest dla nas rzecz wtórna, po prostu konsekwencja ofiary właściwej. A ta obejmuje przede wszystkim styl życia, intencje, cele / Małgorzata Borkowska OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/2377-e-book-nasze-sluby-9788382053081.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Dusza z ciała wyleciała (II wydanie) - 23,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1362-small_default/e-book-dusza-z-ciala-wyleciala-ii-wydanie.jpg' title='E-book - Dusza z ciała wyleciała (II wydanie)' alt='thumb' /><p>Rozmównica - niewielki pokój w zamkniętej części klasztoru. Tu zawsze się spotykamy. Wchodzi, serdecznie mnie wita, żartuje. Zawsze pije czarną kawę, licząc w myślach, która to już dzisiaj i czy jeszcze mu wolno. Zastanawia się: czy myśmy się już wcześniej nie spotkali? <strong>Często się uśmiecha</strong>, pomimo tego, że czasem starość daje mu się we znaki. Opowiada o rekolekcjach, poleca swój najnowszy wpis na blogu. Że ci się chce rozmawiać ze starym ojcem – dziwi się.</p>
<p>Licytujemy się, który z nas wstał wcześniej, spieramy o datę wernisażu w Muzeum Narodowym w Krakowie. Gdy zostajemy sami, szukamy w szufladzie zakazanych słodkości. Pamiętasz, o czym ostatnio rozmawialiśmy, jak ty to poskładasz w całość? Przecież ze śmiercią nie ma żartów - mówi. Bo od kilku miesięcy dyskutujemy o śmierci. Spotykamy się w rozmównicy, zamykamy drzwi i przechodzimy do tematu śmierci. Rozmowa laika i zakonnika. <strong>Dlaczego z ojcem Leonem?</strong> To duchowny, który potrafi przyznać, że nie wie. Nie udaje, nie musi. Unika patosu, a gdy robi się górnolotnie, przebija balonik żartem, anegdotą, ripostą. I potrafi zaspokoić moją ciekawość, czasem naiwną. Różnimy się, ale próbujemy rozmawiać, akceptujemy swoje słabości.</p>
<p>A pytania kotłują się w głowie. Proszę ojca, chciałem się dowiedzieć, dlaczego umieramy, po co? Czy śmierć może być godna? Po co nam cierpienie? Co dzieje się, gdy dusza z ciała wyleciała? Co powiedzieć matce, która straciła dziecko? <strong>I co z samobójcami?</strong> Dlaczego śmierć lubi publiczność, dlaczego media grają śmiercią? Dlaczego wyrzuciliśmy śmierć za próg, nie trzymamy ciała zmarłej osoby w domu? Czy żałoba może być na pokaz? Dlaczego chrześcijanie nie cieszą się ze śmierci, przecież za moment z martwych powstaną? Co potem - niebo i aniołki? Ojciec boi się śmierci?</p>
<p>Kawy w filiżance ubywa, minuty lecą, pytania mnożą się w głowie. Ojciec Leon opowiada, kłóci się ze mną, godzi, ucieka w dygresję. Nie patrzy na zegarek; zawsze zbyt szybko okazuje się, że rozmawiamy o śmierci i nie tylko / Wstęp, Łukasz Wojtusik /<strong><br /></strong></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/560-e-book-dusza-z-ciala-wyleciala-ii-wydanie-9788373547957.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Szkice medytacyjne - 30,40 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2833-small_default/e-book-szkice-medytacyjne.jpg' title='E-book - Szkice medytacyjne' alt='thumb' /><p>Teksty mają swoje życie. Także się starzeją – a może raczej: czas pozostawia na nich swoje piętno. Jedne uszlachetnia, innym szkodzi. Powrót do tych samych tekstów po latach to zawsze wyzwanie: możliwość miłej niespodzianki albo rozczarowanie. Dotyczy to tak autora, jak i – w innym stopniu – Czytelników. Bo przecież tekst zawsze żyje w szerszym kontekście: spotkań, ludzi, sytuacji i związanych z tym emocji. Czas przynosi inną perspektywę widzenia wydarzeń, z których zrodził się tekst. Rozrzedza on lub zagęszcza emocje, rozszerza lub zawęża kontekst – w związku ze zmianami, które przyniósł. Dlatego ten sam tekst wraz z upływem czasu nie będzie nigdy taki jak kiedyś. Zmieniamy się i my.</p>
<p>Te skądinąd oczywiste spostrzeżenia intensyfikują się w związku z niniejszą książką. Zbiera ona teksty powstałe w ciągu bez mała trzydziestu lat, nade wszystko jednak będące owocem pewnego spotkania, które odbyło się kilka lat wcześniej. Nie planujemy naszych spotkań. Tym bardziej nie możemy przewidzieć ich wszystkich konsekwencji. Aby je w pełni dostrzec i docenić, potrzeba właśnie… czasu. I tu nieocenionym świadkiem mogą się okazać właśnie teksty. Jak w lustrze odbijają one wspomnienia i związane z nimi emocje. Są świadectwem spotkań i ludzi.</p>
<p>Nie sposób było przypuszczać, że moje spotkanie z Piotrem Pawłowskim w 1988 roku na wakacyjnym turnusie dla osób niepełnosprawnych w podwarszawskim Łaźniewie będzie miało tak dalekosiężne skutki. Pojechałem tam jako wolontariusz. Piotr został mi „przydzielony” jako podopieczny. Nie mając żadnego doświadczenia w pomocy osobie na wózku, musiałem się wszystkiego nauczyć. Piotr był cierpliwym i skutecznym nauczycielem, ale i pomoc jemu była bardzo angażująca. Obok Piotra elegancji i kultury ujmujące okazały się pomysłowość, łatwość nawiązywania kontaktów z wieloma osobami, ale też przede wszystkim szczególny zmysł praktyczny i… jego wizje własnej niepełnosprawności, ludzi niepełnosprawnych i ich miejsca w świecie.</p>
<p>Po tym spotkaniu i turnusie nasza znajomość trwała. W czasach prawie całkowitego braku udogodnień wielkim wyzwaniem były i rozmaite wyprawy (m.in. kolejne do Łaźniewa), i zakupy (wzbudzające zazwyczaj zdumienie sprzedawców), i podróże po Warszawie (nie tylko autobusami czy tramwajami starego jeszcze typu; nie tylko nieruchomymi, lecz także ruchomymi schodami), ale też po świecie (Holandia i USA). Okazały się zaskakującymi kolejnymi etapami tego pierwszego spotkania. Nie był to jednak koniec zaskoczeń, kilka lat bowiem po rozpoczęciu naszej znajomości zdecydowałem się wstąpić do opactwa tynieckiego. Wydawać by się mogło, że znajomość się zakończy. A jednak nie. Mniej więcej dwa lata później Piotr przyjechał pierwszy raz do Tyńca – jeszcze wtedy nie w pełni odnowionego, z nierównym dziedzińcem i bez windy w domu gości. Wnosiliśmy go po schodach na piętro opatówki, po kolejnych schodach do kościoła, do krużganka, do refektarza. Był to też czas rodzenia się pomysłu „Integracji”. Rozmawialiśmy o tym ze świętej pamięci opatem ojcem Adamem Kozłowskim OSB, nie przypuszczając nawet, że za dziesięć lat ojciec Adam też będzie korzystał z wózka, w ostatniej fazie choroby nowotworowej, która wkrótce zabierze go z tego świata. Jakże w ostatnich dniach jego życia przydało się moje doświadczenie z obsługą wózka, zdobyte przy Piotrze! Dlatego też dedykuję tę książkę pamięci ich obu; opat dał bowiem pozwolenie na moje pisanie do „Integracji”, kiedy to niedługo po pierwszym spotkaniu z Piotrem w Tyńcu pojawiła się prośba o teksty do jego pisma. Było ono wtedy w zgrzebnej szacie graficznej i niewielkiej objętości.</p>
<p>I tak oto przez kolejne lata rozwoju wydawcy, czyli Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, i przez kolejne etapy mojego benedyktyńskiego życia co dwa miesiące powstawały teksty. W międzyczasie spotykaliśmy się z Piotrem w Warszawie, jako diakon uczestniczyłem w jego ślubie z Ewą, zakończyła się odbudowa tynieckiej „Wielkiej Ruiny”, nagrodzona – dzięki Piotrowi – tytułem „Obiekt bez barier”, a ponadto opactwo dostało nagrodę Totus Tuus (w której kapitule Piotr zasiadł jako laureat jednej z poprzednich edycji).</p>
<p>Czas biegnie dalej. I w sposób naturalny stopniowo i nieubłaganie przenika do kolejnych tekstów. „Integracja” prężnie się rozwijała. Czasopismo piękniało, powiększało swoją objętość, profesjonalizowało się. Powstał portal Niepelnosprawni.pl. Piotr stał się osobą znaną, docenianą, nagradzaną. Tym bardziej wzruszające było to, że pamiętał o przyjacielu mnichu. Tymczasem życie – jak to ma w zwyczaju – przekracza obserwacje i medytacje z perspektywy klasztornej. Wytrąciło naszą znajomość z torów czasu – 8 października 2018 roku Piotr nieoczekiwanie odszedł; miesiąc po naszym ostatnim spotkaniu, pełnym planów i zapału do działania…</p>
<p>Od tego momentu wszystkie napisane teksty zyskały inne znaczenia. Te, które powstały później, chcąc nie chcąc, muszą być już inne. Wrażliwość, wyobraźnia łącząca moje mnisze życie ze światem ludzi niepełnosprawnych nabiera teraz nowej, eschatologicznej tonacji. Życie idzie dalej, ale już bez Piotra. I przynosi kolejne niespodzianki, taką bowiem stała się propozycja zebrania i wydania moich benedyktyńskich tekstów Integracyjnych. To pomysł Jacka Zelka, za co mu wraz z „Integracją” dziękujemy. Bo oto pojawiła się okazja do spojrzenia wstecz – nie tylko na teksty, lecz przez nie także na kontekst ich powstania. Początkowo były to „Małe medytacje” – okolicznościowe impresje odczytywane w kluczu duchowym. Potem pojawiło się kilka refleksji o muzykach, kilka reakcji na listy od Czytelników. Następnie ukształtował się cykl „Wobec niepełnosprawności wiary…” podejmujący zagadnienia religijne bezpośrednio, ale w szerokim kontekście społecznym i kulturowym – wszak Czytelnicy „Integracji” to nie tylko ludzie wierzący. Powstawaniu wszystkich tekstów zawsze towarzyszyła myśl-pytanie: co mnich ma do powiedzenia osobom niepełnosprawnym? Przynosiła ona często zakłopotanie, ale i pewną solidarność – jak w przypadku prowokacyjnego pytania Piotra: „Czy niepełnosprawny może wstąpić do klasztoru benedyktyńskiego?”.</p>
<p>Cóż powiedzieć o niniejszym retrospektywnym powrocie tych tekstów w książce? Jest on chyba stanięciem przed kolejną niespodzianką – przyjęciem i reakcją Czytelników wobec nadal płynącego czasu i śladów, jakie ów czas na tych tekstach pozostawił. W trosce o jak najlepszy efekt wszystkie medytacje mają tytuły bez odniesienia do wspomnianych wyżej cykli – choć czasem tytuł pośrednio te kategorie wskazuje. Chcę podziękować redakcji „Integracji” za skrupulatne zebranie wszystkich tekstów, ich odświeżającą redakcję i korektę, a także oryginalne ikonki z księgi znaków Integracji – wiele z nich powstało nawet na potrzeby tej publikacji.</p>
<p>W niniejszym zbiorze dominuje porządek chronologiczny. Niektóre jednak, powtarzające się cyklicznie tematy (jak Boże Narodzenie, Wielkanoc, muzyka) zostały zestawione razem. Każdy tekst jest jednak narracją samą w sobie i może być czytany niezależnie. Istnieją jednak pewne ślady chronologiczne. Widać je w obecnych gdzieniegdzie aluzjach do towarzyszących powstającym tekstom postaci i wydarzeń. Tam można dostrzec na tekstach małe „zmarszczki”. Pozostaje wszakże nadzieja, że dodadzą im one szlachetności. Tu i ówdzie pojawiają się niezbędne przypisy.</p>
<p>Wszystkim Czytelnikom dziękuję za wzięcie tej książki do ręki. Niech pomoże Wam popatrzeć na niepełnosprawność medytacyjnie. Będzie wspaniale, jeśli okaże się to nową formą integracji! / Bernard Sawicki OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/2395-e-book-szkice-medytacyjne-9788382053357.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Ojca Leona myśli na dobry dzień - 20,60 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1360-small_default/e-book-ojca-leona-mysli-na-dobry-dzien.jpg' title='E-book - Ojca Leona myśli na dobry dzień' alt='thumb' /><p>Moje pierwsze spotkanie z Ojcem Leonem miało miejsce kilkanaście lat temu na Krakowskim Rynku. Byłam na koncercie, w którym brał udział Ojciec Leon. Miałam potem okazję nagrywać rozmowę z tym wyjątkowym Benedyktynem. Co mnie wtedy uderzyło: czułam, że w tym momencie jestem najważniejsza na świecie. Umiał słuchać. Nie podszedł do mnie tylko jak do dziennikarki, ale pytał o sprawy ważne, <b>niekoniecznie zawodowe</b>. Później w czasie wielokrotnych spotkań, zawsze miałam podobne odczucie, że spotykam się z dobrym znajomym. Zawsze zadziwiała mnie otwartość Ojca Leona. <br /><br />Gdy planowałam kolejny cykl Myśli na dobry dzień zrodził się pomysł, aby ponownie zaprosić przed mikrofon Benedyktyna z Tyńca. W porannych felietonach Ojciec Leon zaproponował, że przedstawi Alfabet. Kolejne odcinki i prezentowane w nich hasła zaczynające się od poszczególnych liter alfabetu, to hasła dyktowane sercem. A żeby było <b>dowcipniej</b> to były emitowane w kolejności od litery Ź do litery A. Poszczególne felietony były związane z różnymi sferami życia człowieka. <br /><br />Byłam pierwszą słuchaczką tych felietonów. Spotykaliśmy się kilka razy, żeby je nagrać. Właściwie za każdym razem znajdowałam myśli, które – miałam ważenie – są skierowane do mnie. To tak, jak w powiedzeniu: <b>„Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”</b>. Ojciec Leon wypowiada słowa, a one trafiają na słuchacza, który jeśli chce coś ważnego usłyszeć, to może zostać sowicie obdarowany. Bywało tak, że jakieś zdanie wracało do mnie, przypominało się w odpowiednim momencie. <br /><br />Oprócz nagrania, miałam jeszcze możliwość pracować nad felietonami, przygotowując je do emisji. Mogę więc powiedzieć, że w pewnym sensie byłam uprzywilejowana. Wiedziałam, że w każdym momencie mogę do nich wrócić. Nasi słuchacze nie mieli takiej możliwości. Dlatego wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom i oddajemy do rąk czytelników drugą część Myśli na dobry dzień. Zarówno słuchacze, jak i stali czytelnicy <b>książek Ojca Leona </b>będą mogli sami przekonać się, jakie pojęcia wchodzą w skład Alfabetu / Sylwia Sułkowska /</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/563-e-book-ojca-leona-mysli-na-dobry-dzien-9788373546066.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Weź się w garść, bądź święty - 19,40 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1356-small_default/e-book-wez-sie-w-garsc-badz-swiety.jpg' title='E-book - Weź się w garść, bądź święty' alt='thumb' /><p><span>Temat spotkania jest wieloznaczny: MY-ŚWIĘCI. Można to bardzo rozmaicie sobie tłumaczyć: MY ŚWIĘCI, MY a ŚWIĘCI, MY i ŚWIĘCI. Jest to bardzo ważny problem – świętość – który my stawiamy dzisiaj trochę – jeśli mogę użyć tego słowa – bezczelnie. Natomiast świat jest zupełnie po przeciwnej stronie i słowo ‘świętość’ dzisiaj dla niego niewiele znaczy albo i nic. <strong>Czasem zdewociałość</strong>, czasem wyłącznie klepanie paciorków, niekiedy obłudę, ale dla ludzi wierzących, tak normalnie wierzących, to jest jakiś szczyt, który dla normalnego człowieka jest trudny do osiągnięcia. Popatrzymy na Kościół, w którym i o którym modlimy się: „Wierzę w jeden, święty, powszechny, apostolski Kościół…”. Jest „jeden”, „powszechny” – jako tako, „apostolski” też, ale ta „świętość”, zwłaszcza w świetle wszystkiego, co się wciąż dzieje: te wszystkie skandale, afery, awantury – to nie bardzo sprzyja temu, żeby mówić właśnie o świętości.</span></p>
<p><span>Nie było z Kościołem dużo lepiej, kiedy św. Jan Paweł II, był tak ciężko chory, że nawet nie był na mszy na Błoniach. Jednak zaraz na drugi dzień, skoro doszedł do siebie, w Starym Sączu wypowiedział słowa, które uważam za jedne z najbardziej wstrząsających i które są wyrzutem sumienia dla wszystkich czcicieli Ojca Świętego. Mam na myśli tych stawiających mu pomniki, mających wciąż jego imię na ustach, cieszących się wielką ilością cudów, znaków, jakie za jego wstawiennictwem się dzieją, ale nie idących w jego ślady. On tam powiedział: „Nie trzeba się lękać świętości”. Z całą mocą to powiedział, ponieważ było to podczas kanonizacji św. Kingi. Może się wydawać, że skoro to była księżna, która wstąpiła do zakonu, to z tym byciem świętą łatwiej mogła sobie poradzić. Z doświadczenia wiem, że wcale w zakonie ze świętością nie jest tak super łatwo, chociaż zakonnik to właściwie powinien mieć napisane w dokumentach, w rubryce „zawód” – <strong>„święty”</strong>, bo o to chodzi w tym powołaniu, ale ludzie nie raz i tu zawodzą.</span></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/567-e-book-wez-sie-w-garsc-badz-swiety-9788373546103.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - ...jakby Boga nie było - 21,80 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1350-small_default/e-book-jakby-boga-nie-bylo.jpg' title='E-book - ...jakby Boga nie było' alt='thumb' /><p><em>Czyż świat współczesny nie stworzył swych własnych bożków? Czyż nie naśladował, może nieświadomie, starożytnych pogan, odwracając człowieka od jego prawdziwego celu, od szczęścia życia wiecznego z Bogiem? Czyż pieniądze, żądza posiadania, władzy i nawet pragnienie wiedzy nie odwróciły człowieka od jego ostatecznego celu? To pytanie, które każdy uczciwy wobec siebie człowiek musi postawić. Co jest ważne w moim życiu? Co stawiam na pierwszym miejscu? (Benedykt XVI, Homilia na Placu Inwalidów w Paryżu, 13 września 2008 r.)</em></p>
<p>Kim jest Bóg? Kim jest człowiek? Czy dziś łatwo jeszcze wierzyć? <strong>Czy wiara ma uzasadnienie?</strong></p>
<p>Te i inne pytania towarzyszą każdemu człowiekowi nie od dziś. Niewielu jednak próbuje zmierzyć się z nimi do końca i na serio. Tym bardziej zatem należy cenić tych, którzy podejmują trud takich zmagań, nawet jeśli pojawiające się odpowiedzi nie zawsze są pełne i nie wszystkich satysfakcjonują. Liczy się sam fakt próby, odwagi<strong>głośnego sformułowania</strong> myśli na tak drażliwe i trudne tematy jak wiara w Boga, temat grzechu i odpowiedzialności, ale także nadziei na życie wieczne.</p>
<p>Ojciec Leon, który w tej książce próbuje z tymi pytaniami się zmierzyć, nie spotyka się z nimi po raz pierwszy. Doświadczony duszpasterz z jednej strony ma pokusę, aby potraktować je jak chleb powszedni, a z drugiej chce dać odpowiedź rzetelną, wyrażającą szacunek dla <strong>Czytelnika i Rozmówcy</strong>.</p>
<p>Czasami wystarczy zmiana sposobu patrzenia na jakiś wielki problem, aby stał się on niewielkim. Bywa, że małe problemy urastają w naszych oczach do wielkich rozmiarów. Mało kto dziś myśli serio o drugim przykazaniu Dekalogu. Może ta książka przyczyni się <strong>do przemyśleń</strong> nie tylko nad naszą relacją z Panem Bogiem, ale także nad naszym stosunkiem do bliźniego i przykazania miłości, które – jak przekonuje ojciec Leon – odnosi się nie tylko do ludzi, ale do wszelkiego Bożego stworzenia.</p>
<p><em>Myślę, że z kategoriami nowych grzechów dobrze byłoby podawać kategorie nowych cnót</em> – mówi ojciec Leon. Niech lektura tej książki pomoże nam stać się siewcami dobra w naszym otoczeniu.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/681-e-book-jakby-boga-nie-bylo-9788373546264.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Spotkania z Wujkiem Karolem - 30,30 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1351-small_default/e-book-spotkania-z-wujkiem-karolem.jpg' title='E-book - Spotkania z Wujkiem Karolem' alt='thumb' /><p><span>Relacja Ojca Leona i Jana Pawła II stanowi pewien wzór, w którym najważniejsze elementy to wzajemna życzliwość, radość z każdego spotkania, pokora wobec ustalonej hierarchii, brak wyniosłości. W tej antologii zebrano</span><b>trzy książki Ojca Leona</b><span>, będące świadkami relacji benedyktyna z biskupem Rzymu. </span><br /><br /><span>Ta bliskość, która trwa nadal pomimo przeprowadzki Papieża Polaka z Watykanu do Nieba, jest obrazem tego jak dwóch mężczyzn potrafi zbudować relację opartą zarówno na </span><b>szczerości serca</b><span>, jak i autorytecie Ewangelii. Ponieważ dobro ze swej natury pomnaża się, do tej przyjaźni zaproszeni są wszyscy czytelnicy. Prawdziwa przyjaźń jest wymagająca, toteż dzięki wspomnieniom Ojca Leona jeszcze raz będzie można podjąć próbę zapoznania się z ponadczasowym nauczaniem Jana Pawła II.</span></p>
<p><em>Tyle książek napisano o Ojcu Świętym Janie Pawle II. Wydaje się, że już nic więcej dodać nie można. A jednak próbuję. Najpierw była prośba burmistrza starożytnego miasteczka Krzywinia nad Obrą, pana Pawła Buksalewicza, by dla tamtejszego lokalnego czasopisma „Wieści Krzywińskie” napisać parę wspomnień ze swoich spotkań z Ojcem Świętym. Wielkopolanie nie znali bliżej kardynała Wojtyły, więc świadectwo kogoś z Krakowa mogło im tę postać trochę przybliżyć. Gdy tych wspomnień nazbierało się więcej, zaproponowano mi wydanie ich w formie małego tomiku.</em></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/680-e-book-spotkania-z-wujkiem-karolem-9788373546257.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Być ludźmi - 19,40 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1352-small_default/e-book-byc-ludzmi.jpg' title='E-book - Być ludźmi' alt='thumb' /><p>Niełatwo jest być człowiekiem chorym, ale i być z chorym nie jest łatwo. Gdy byłem niewielkim chłopcem, powiedziałem kiedyś w domu, że chciałbym być chory, bo wtedy się leży, nic nie robi, a rodzice przynoszą czekoladę i pomarańcze. Mamusia uśmiechnęła się wtedy z dezaprobatą. Dzisiaj, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, myślę, że wtedy nie poznałem jeszcze <strong>prawdziwej choroby</strong>. Temperatura, małe przeziębienie, czasem niegroźna angina – to było wszystko. Potem trafiały się i poważniejsze dolegliwości, których jednak nie przyjmowałem już z radością dla czekolady i pomarańczy (w okresie międzywojennym niezamożna rodzina rzadko mogła sobie pozwolić na takie delikatesy). Poznałem rzeczywistość przychodni, szpitala i sanatorium – miejsc o szczególnej specyfice. Na co dzień nie widać tak wielu chorych – są jak gdyby rozcieńczeni w tłumie, który nas otacza. A te przybytki boleści to swoista „esencja”. Najważniejszymi problemami stają się tu badania, zdjęcia, zabiegi, ból, wyczekiwanie, stosunek personelu do pacjenta, wysokość normalnych czy nadnormalnych honorariów, łapówek, opłat za leki itd.</p>
<p>Wspaniała pielęgniarka, nieżyjąca już dzisiaj Hanna Chrzanowska, wielką troską otaczała chorych, nieraz całymi latami przebywających w domu, bez wystarczającej opieki lekarskiej, przy niezbyt życzliwym stosunku rodziny czy sąsiadów i niewystarczającym zainteresowaniu opieki społecznej czy też parafii. Zainteresowała tymi ludźmi i uwrażliwiała na ich potrzeby duchowieństwo parafialne, w czym dzielnie sekundował jej proboszcz mariacki ks. infułat Ferdynand Machay oraz młody a dobrze zapowiadający się ksiądz – Karol Wojtyła. A kiedy ksiądz Wojtyła został biskupem i pasterzem Kościoła Krakowskiego, sprawa nabrała rozmachu. To, co w szerokim tego słowa znaczeniu nazwać można pielęgniarstwem domowym, zaczęło przynosić owoce. Biedni <strong>chorzy</strong> wiedzieli już, co znaczy posprzątane mieszkanie, umycie, regularne posiłki, leki, a nawet ... rekolekcje. Tak! Dzięki życzliwości Księży Salwatorianów, którzy w połowie lat sześćdziesiątych udostępnili swój dom rekolekcyjny w Trzebini, możliwe stało się zorganizowanie każdego roku paru turnusów rekolekcji dla ludzi, którzy nieraz po kilka lat z okna swojej rudery mogli widzieć jedynie mały trójkącik nieba – raz szarego, raz niebieskiego i oczywiście czarnego. <em>(fragment tekstu)</em></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/679-e-book-byc-ludzmi-9788373546240.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Radość ewangeliczna - 33,90 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1353-small_default/e-book-radosc-ewangeliczna.jpg' title='E-book - Radość ewangeliczna' alt='thumb' /><p>Był raj. Ludziom współczesnym trudno jest wyobrazić sobie człowieka w stanie pierwotnej szczęśliwości. Jasny umysł, ogarniający całą rzeczywistość, wola skłonna tylko do dobrego. Zło w ogóle nie wchodzi w rachubę. Bóg jako Przyjaciel przechadza się po pięknym ogrodzie, a przebywanie w Jego obecności obdarza człowieka niewypowiedzianym szczęściem. I oto = grzech pierworodny. Chyba dopiero po śmierci dowiemy się dokładnie, jak właściwie doszło do <strong>katastrofalnego poniżenia człowieka</strong>, do tak wielkiego osłabienia zdolności rozumu i siły woli. Bóg jest natychmiast gotów do naprawienia zaistniałej sytuacji. Zapowiada przyjście na świat swego Syna Jezusa, Który jest Światłem oświecającym każdego człowieka, a także Drogą, Prawdą i Życiem. Jednocześnie stawia konkretne zadanie rozumowi, który tak łatwo dał się oszukać. Księgi Objawienia, które w Starym Przymierzu zapowiadają ratunek, a w Nowym – realizację tegoż w Jezusie, nie są katechizmowym jasnym przedstawieniem drogi powrotu do pierwotnego szczęścia. Jak gdyby Pan Bóg mówił: „no to teraz rozumie, potrudź się trochę. Ja ci daję historię i bajki, pouczenia moralne i przypowieści, poezję i prozę, a ty sam znajdź na podstawie tego, co ci objawiłem, osobistą drogę do naprawy, nawrócenia i w ostateczności powrotu do wiecznego szczęścia”. No więc szukamy. Najlepiej w oparciu o powagę Kościoła nauczającego odkrywamy prawdziwy sens Objawienia w stosunku do naszej osoby i dzielimy się owocem naszych poszukiwań z siostrami i braćmi.</p>
<p>Dzielenie się <strong>Ewangelią</strong> jest bardzo na czasie. I ten tomik, który powstał z tekstów pisanych ongiś na życzenie wydawnictwa VERBINUM, nie chce być jeszcze jednym owocem naukowej egzegezy, ale owocem refleksji mnicha, który od pół z górą wieku nie rozstaje się z Pismem Świętym. Autor będzie szczęśliwy, jeśli kogokolwiek wesprze w jego dążeniu do Światła w oparciu o karty Objawienia.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/678-e-book-radosc-ewangeliczna-9788373546233.html]]></link>
		</item>
	</channel>
</rss>
