<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
		<description><![CDATA[Sklep na oprogramowaniu PrestaShop]]></description>
		<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		<generator>PrestaShop</generator>
		<webMaster>zamowienia@tyniec.com.pl</webMaster>
		<language>pl</language>
		<image>
			<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
			<url>https://tyniec.com.pl/img/tyniec-logo-1452802680.jpg</url>
			<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		</image>
		<item>
			<title><![CDATA[Acedia dziś - 13,30 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1674-small_default/acedia-dzis.jpg' title='Acedia dziś' alt='thumb' /><p>Acedia odkryta i tak nazwana przez mnichów jest fundamentalnym problemem każdego człowieka, najczęściej jednak zupełnie nieuświadomionym. Jeżeli już zdajemy sobie sprawę z naszych słabości i trudności odnoszących się do sposobu życia, to zazwyczaj identyfikujemy je z konkretnymi wadami, błędami, dolegliwościami… Przypomina to nieco nasze podejście do zdrowia. Gdy odczuwamy jakąś dolegliwość, szukamy lekarstwa na nią. Jeżeli jest to ból głowy, to bierzemy środek od bólu głowy. Jeżeli mamy problemy z wątrobą, to szukamy odpowiednich medykamentów na wątrobę. Zapominamy jednak o tym, że te problemy zdrowotne są sygnałami ze strony naszego organizmu, wskazującymi na niewłaściwy sposób życia. Proszki przeciwbólowe lub poprawiające kondycję poszczególnych organów nie potrafią nas prawdziwie uleczyć. One jedynie chwilowo poprawiają <strong>naszą kondycję</strong>. Problem po pewnym czasie wraca. Aby się wyleczyć, trzeba zmienić swoje życie. To, co jest powodem naszych fizycznych dolegliwości, ma swoje źródło gdzieś indziej, niż sobie wyobrażamy. Nie w tej części organizmu, która niedomaga, ale w naszym nastawieniu do życia, sposobie przeżywania go, w dynamice naszego istnienia, w logice naszego postępowania.</p>
<p>Czy tego chcemy, czy nie, czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie, jesteśmy powołani do czegoś więcej niż do fizycznego życia. Jeśli nie podejmujemy tego wezwania, załamuje się sens naszego istnienia, a wraz z nim następuje wewnętrzna <strong>destrukcja</strong>, której przejawami są dolegliwości, jakie odczuwamy. Jeżeli chcemy się wyleczyć, musimy podjąć to, do czego w istocie jesteśmy powołani. Niepodejmowanie tego, ucieczka od wezwania do pełni życia – do świętości, jak się to tradycyjnie w chrześcijaństwie nazywa – oznacza w istocie wybór bezsensu i finalnej rozpaczy – co z kolei w chrześcijańskiej tradycji nazywa się piekłem.</p>
<p>Nie pomniejszając znaczenia konkretnych medycznych zabiegów oraz leków, które są potrzebne, a czasem nawet konieczne dla odzyskania zdrowia, aby osiągnąć jego pełnię musimy sobie zdać sprawę z głębi problemu, jakiego wyrazem są <strong>kłopoty zdrowotne</strong>. Bez tej świadomości i podjęcia  działań w tym zakresie, nie osiągniemy pełni zdrowia. Będziemy jedynie leczyć poszczególne niedomagania. Stąd tak ważna jest pełna świadomość i przytomne życie, aby osiągnąć prawdziwą harmonię i zdrowie.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/73-acedia-dzis-9788373543270.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Modlitwa jako spotkanie - 17,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1554-small_default/modlitwa-jako-spotkanie.jpg' title='Modlitwa jako spotkanie' alt='thumb' /><p>Dlaczego „modlitwa jako spotkanie”? Nie chcemy tutaj uzasadniać racji, dla których autor proponuje takie podejście do modlitwy. On sam doskonale to wyjaśnia w swoim wstępie. Dla­czego jednak taka pozycja w naszej serii? Wydaje się, że w naszej polskiej katolickiej tradycji modlitwa jest kojarzona z „rozmową z Bo­giem”. Przy czym praktycznie rzecz biorąc nacisk stawiany jest na „mówienie do Boga”. Stąd częste zatroskanie ludzi o modlitwy, jakie mają „odmawiać”. Mówi się o „odma­wia­niu pa­cie­rza” i to często jest utożsamiene z samą mo­dli­twą. Jest to wielkie uproszczenie. Modlitwa zawiera w sobie całe bogactwo więzi czło­wieka z Bo­giem. Oczywiście żadna koncepcja nie od­da w pełni tego bogactwa. Wydaje się jednak, że koncepcja „modlitwy jako spotkania” jest niezmiernie trafna i pomocna we właściwym podejściu do modlitwy. O. Anselm Grün OSB wspaniale omawia całą bogatą tradycję mo­dli­twy chrześcijańskiej wychodząc z tej koncepcji. Dotychczasowe tradycyjne formy modlitwy od­sła­niają w ten sposób nową głębię.</p>
<p>Jako tom 9 naszej serii wydaliśmy pozycję <a href="https://tyniec.com.pl/duchowosc/1378-modlitwa-a-poznanie-siebie-9788373549173.html"><em>Modlitwa a poznanie siebie</em></a>. Ta pozycja jest jak gdyby uzupełnieniem tamtej. Prawdziwie poz­nać siebie możemy tylko w spotkaniu z Bo­giem, a spot­kać Boga możemy tylko przez zgo­dę na przyjęcie pełnej prawdy o sobie. Wszy­stko to dokonuje się na modlitwie. Na tej drodze po­winna się dzisiaj rozwijać prawdziwa chrześ­ci­jańska pobożność.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc/1379-modlitwa-jako-spotkanie-9788373549180.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Zawierzenie - 11,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2708-small_default/e-book-zawierzenie.jpg' title='E-book - Zawierzenie' alt='thumb' /><p>Ludzie naszych czasów równie mocno łakną zaufania jak i lękają się ogołocenia. „Ależ to ludzkie” – powiedzielibyśmy odruchowo. Tak, to głęboko ludzkie odczucia, które mogą okazać się punktem wyjścia na drodze do poznania i umiłowania Boga i bliźniego. Niniejsza książka może przyczynić się do tego, aby zaufanie stało się nam bardziej swojskie, a ogołocenia mniej groźne, Bóg bardziej bliski, a bliźni jeszcze bardziej kochany.</p>
<p>Matka Mechtylda od Najświętszego Sakra­mentu, założycielka mniszek benedyktynek sakramentek, jest ekspertką od zawierzenia i ogołocenia. Jej teksty pełne są praktycznych rad, jak i osobistych zwierzeń dotyczących obydwu problemów. Dodajmy – są to kwestie, które dotykają każdego człowieka, można więc powiedzieć, że pisma Matki są dla wszystkich. Mam więc nadzieję, że będą one w naszym kraju coraz bardziej popularne, do czego oby przyczyniła się także niniejsza publikacja / Szymon Hiżycki OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/2376-e-book-zawierzenie-9788382053098.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Szkoła Ojców - 15,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2934-small_default/szkola-ojcow.jpg' title='Szkoła Ojców' alt='thumb' /><p>Ta książeczka to zapis rekolekcji, prowadzonych w Żarnowcu dla kapłanów w listopadzie 2025 roku. Obejmuje częściowo teksty (lub ich fragmenty) wcześniejsze, częściowo nowe, w układzie podporządkowanym centralnej myśli, mianowicie szukaniu drogi do Boga w naukach Ojców Pustyni. Oprócz sześciu konferencji podano także trzy schematy <em>lectio divina</em>, prowadzonej dla uczestników przez naszego księdza kapelana, któremu za tę współpracę serdecznie dziękuję.</p>
<p>Od kilkunastu wieków szukamy u Ojców Pustyni pouczenia w tych sprawach, które dotyczą naszej relacji z Bogiem. Na początku, dopóki oni rzeczywiście mieszkali na pustkowiach poza terenami zamieszkałymi, to szukanie wymagało wędrówki całkiem dosłownej, wyprawy w głąb pustyni. I pierwszą rzeczą, która tam uderzała wędrowców, była cisza. Cisza w krajobrazie i cisza w samej pustelni. Czasem nawet bywało trudno skłonić pustelnika, żeby tę ciszę przerwał ze względu na gości. Abba Arseniusz nie chciał mówić nawet z arcybiskupem Aleksandrii, bo był zdania, że „jeśli się on nie zbuduje moim milczeniem, to słowami też się nie zbuduje”.</p>
<p>Dlaczego cisza jest taka ważna? Dlaczego abba Pojmen powiedział: <em>Jakakolwiek trudność na ciebie przyjdzie, zwycięstwem nad nią jest milczenie?</em> Jak to? Milczenie, a nie prośba o pomoc, nie szukanie rady u kogoś doświadczonego? A na przykład w sprawach modlitwy? Tak; nawet i w tej dziedzinie trzeba szukać rady oszczędnie. Na pewno nie prosić o nią (i to warto przypomnieć niejednej zakonnicy) każdego kolejnego księdza, który się przypadkiem zjawi. Rada dotycząca modlitwy jest jak ziarno, które wykiełkuje tylko na odpowiedniej glebie: w ciszy, nie w rozgadaniu. Przecież tu chodzi nie o jakąś tylko naszą własną sprawę, ale o sprawę Boga i naszą – o relację – a w takim razie więcej nam pomoże uciszenie się przed Nim niż wygadanie się przed ludźmi i zdobycie jeszcze jednego ucha dla naszych skarg.</p>
<p>Potrzebna jest więc cisza zewnętrzna, dosłowna, w decybelach mierzona; ale i cisza wewnętrzna, polegająca na uspokojeniu umysłu na tyle, żeby człowiek przestał się kręcić wokół własnych bieżących doznań. Wtedy nie tylko nasza mowa będzie płynąć z opanowania, z równowagi, z milczenia właśnie – ale także nauczymy się słuchać. Słuchać tego, co rzeczywiście mówią do nas ludzie, bez przepuszczania tego przez własne filtry; i słuchać tego, co chce nam powiedzieć Bóg. W tym ostatnim przypadku nie ma oczywiście mowy o „słuchaniu” fizycznego dźwięku, ale o lepszym otwarciu się na myśli płynące z natchnienia Bożego. Bóg, oczywiście, w kluczowych momentach potrafi się do nas przebić nawet przez największy nasz hałas, wewnętrzny i zewnętrzny – ale kluczowych momentów nie może być w życiu dużo; a nam zależy na możności otwierania się na Bożą „mowę” na co dzień. I słuszne jest, żebyśmy zrobili to, co z naszej strony zmierza do takiego otwarcia. Bo „słuchać” znaczy: najpierw zamilknąć. A to jest złożona operacja / Małgorzata Borkowska OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/2455-szkola-ojcow-9788382053869.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[O grzechu i pokucie - 14,50 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1748-small_default/o-grzechu-i-pokucie.jpg' title='O grzechu i pokucie' alt='thumb' /><p>Rozmówcą <strong>Kasjana i Germanusa jest abba Pinufiusz</strong>, którego spotkali już wcześniej w Betlejem. Opowiedziana na początku <em>Rozmowy</em> XX historia ucieczki Pinufiusza przed sławą i pokorna służba w jednym z pachomiańskich klasztorów, stają się zrozumiałe dopiero po lekturze całej <em>Rozmowy</em>: Kasjan chce pokazać czytelnikowi już od razu ikonę pokutnika, który osiąga cel zadośćuczynienia, to znaczy całkowite wyzwolenie z grzechu i pogodną gorliwość w walce o czystość serca, której nie są w stanie zachwiać przykrości, których doznajemy codziennie ze strony ludzi. Choć bowiem opisywane przez Kasjana trudności i upokorzenia, których zaznawał abba Pinufiusz są w istocie przerażające (czy tak wyobrażamy sobie klasztor, w którym mieszkają święci mężowie?), to intencją naszego autora jest pokazanie raczej siły motywacji Pinufiusza i jego niezależność od ludzkiego uznania bądź ludzkiej pogardy – sprawa kluczowa przy przyznaniu się do grzechu i rozpoczęciu pokuty za popełnione zło.</p>
<p>Punktem wyjścia jest szczere <strong>wyznanie Germanusa</strong>, w którym opisuje rozpacz z powodu dawnych grzechów, jeszcze bardziej wzmacnianą przez obraz upragnionego nieba, które zdaje się być nieskończenie odległe z powodu zła, którego nasz mnich się dopuścił.<br /><br /></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/808-o-grzechu-i-pokucie-9788373546653.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Listy o gniewie i modlitwie - 15,80 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1760-small_default/listy-o-gniewie-i-modlitwie.jpg' title='Listy o gniewie i modlitwie' alt='thumb' /><p>Obydwaj święci mężowie kontaktowali się z otaczającym ich światem jedynie poprzez listy. Osobą, która ową korespondencję przekazywała w jedną i drugą stronę był Seridos. Z różnymi pytaniami zwracali się do nich nie tylko mnisi z cenobium, ale także duchowni z okolicy oraz ludzie świeccy. W pewnym momencie jakiś mnich, być może najsławniejszy uczeń Starców <strong>o imieniu Doroteusz</strong>, zredagował kolekcję liczącą blisko 850 listów. Z tego zbioru pochodzi właśnie wybór prezentowany w niniejszym tomiku. (Całość ukaże się wkrótce w serii Źródła Monastyczne.)</p>
<p>Chcąc zobaczyć jak wyglądała wymiana listów między Starcami i adresatami, jaka była rola Seridosa i jakie pokusy istniejący układ ze sobą niósł, warto przeczytać zamieszczoną w tym tomiku korespondencję z pewnym diakonem. Już <strong>pierwsze listy</strong> z tej kolekcji ukazują nam człowieka, który nieufny wobec igumena i Starców podejrzewa, że za listami stoi wyłącznie jego przełożony (List 226). Barsanufiusz reaguje wyrozumiale:</p>
<p><em>Żeby jednak nie walczyć znów z twoją wiarą, oto nakazałem igumenowi, by stanął w moich drzwiach i wyraźnie na głos przeczytał to, co ci napisałem, dla zawstydzenia diabła. Jeśli bowiem przeczyta je głośno, jak może diabeł atakować cię mówiąc, że nie słyszałem? Jeśli zaś słyszę, a inny napisał ci, jak chciał, czy nie upomnę go? Jeżeli uważasz mnie za człowieka przenikliwego, który przez Boga wie o tym, co się dzieje, powinieneś sądzić, że nikt nie ośmieli się zmienić tego, co powiedziałem, bez mojej wiedzy. A jednak i mnie potajemnie umniejszył u ciebie nieprzyjaciel. Przedstawił ci mnie jako tego, który nic nie wie. Skoro więc chcesz ode mnie przykazania dla zbawienia i życia, zdobądź najwyższą pokorę i posłuszeństwo we wszystkim. One bowiem wyrywają z korzeniami wszelkie namiętności, a zasadzają wszelkie dobro. Nie bądź niezadowolony słysząc pouczenia twojego igumena, jest to bowiem ziarno nieprzyjaciela. Jeśli zaś ze wszystkich sił będziesz pracował i strzegł , mam nadzieję w Chrystusie, który przyjął ciało i został ukrzyżowany, by zbawić grzeszników, że nie będziesz zwlekał i wydasz owoc dobry i piękny (List 226).</em></p>
<p>Niniejszy wybór daje jedynie garść przykładów z bogatej korespondencji obu świętych mężów. Jest zaproszeniem do głębszego zapoznania się z nieprzemijającym skarbem mądrości, który stał udziałem obu <strong>Starców spod Gazy</strong>. Mimo upływu wieków, jak to już mówiliśmy, nauki zawarte w listach wciąż tchną świeżością i są dobrą pomocą do pogłębienia naszej osobistej relacji z Panem Bogiem.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc/220-listy-o-gniewie-i-modlitwie-9788373545069.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Komunikacja według św. Benedykta - 14,50 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1661-small_default/komunikacja-wedlug-sw-benedykta.jpg' title='Komunikacja według św. Benedykta' alt='thumb' /><p>Moje refleksje powstały jako reakcja na wysłuchane w naszej wspólnocie wykłady o komunikacji, wygłoszone przez specjalistę w tej dziedzinie, wykładowcę z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uderzyło mnie przede wszystkim to, że w całym wykładzie i podanych <strong>schematach</strong> oraz przykładach nie było w ogóle mowy o prawdzie. Tak jak gdyby w komunikacji nie chodziło o prawdę, czyli jakby komunikacja ograniczała się jedynie do technicznej sprawności przekazywania tego, co chcę przekazać i tak, jak chcę przekazać. Pojawia się od razu pytanie: A czym się to różni od teorii manipulacji?!</p>
<p>Uznałem, że jeżeli w komunikacji nie chodzi o prawdę, to w niej tak naprawdę o nic nie chodzi. Prawda musi być w centrum zagadnienia komunikowania się. Przy czym prawda, o jaką chodzi w <strong>komunikacji</strong>, jest prawdą spotkania osobowego, czyli jest prawdą w wymiarze egzystencjalnym, a nie prawdą zredukowaną jedynie do wymiaru intelektualnego. Komunikacja bowiem to nie jedynie przekazywane słowa, ale to wszystko to, co się dokonuje pomiędzy osobami w spotkaniu. Okazuje się, że takie intuicje pokrywają się z sensem łacińskiego <em>communicatio</em>, o czym piszę nieco dalej.</p>
<p>Wydaje się, że dzisiaj istnieje ogromny problem z komunikowaniem się na poziomie spotkania. Mamy do czynienia z zalewem informacji, ale jednocześnie coraz trudniej się ludziom naprawdę spotkać. Widać to szczególnie <strong>dramatycznie</strong> w relacjach osób bliskich, takich jak małżeństwo, rodzina, przyjaciele…, które rozpadają się o wiele częściej niż dawniej. Dlatego trzeba na nowo przemyśleć sens i znaczenie komunikacji pomiędzy osobami.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc/182-komunikacja-wedlug-sw-benedykta-9788373544734.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kierownictwo duchowe według Ojców Pustyni - 12,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1754-small_default/kierownictwo-duchowe-wedlug-ojcow-pustyni.jpg' title='Kierownictwo duchowe według Ojców Pustyni' alt='thumb' /><p>Jeśli w Kościele przyjął się zwyczaj, że powołanie, jakiekolwiek by ono nie było, zostaje ostatecznie potwierdzone cudzymi ustami, to ojcostwo „przyznają” duchowe dzieci; przez nie chce przemawiać Duch Święty i Jego wolę powinniśmy uszanować.</p>
<p><strong>Czy jednak możemy spróbować opisać, choćby w zarysie, jak Ojcowie rozumieli kierownictwo duchowe?</strong></p>
<p>Niniejsza książeczka zawiera w istocie zaledwie małą antologię tekstów opatrzonych krótkim komentarzem przygotowanym na podstawie najstarszych pism monastycznych. Jest podzielona na kilka rozdziałów, w których opierając się na kluczowych tekstach chcemy podjąć się naszkicowania najważniejszych linii <strong>ojcostwa duchowego</strong>. Ich wybór jest oczywiście subiektywny; ktoś inny w sposób uprawniony dokonałby własnego wyboru. Jednak mamy nadzieję, że i te strony pomogą zajrzeć Czytelnikowi do skarbca Ojców.</p>
<p>„Genialna epoka” zatem, o której pisał przywołany na początku Bruno Schulz, to dla nas czas Ojców Pustyni, ich świat, ich nauka, to wszystko, co nazywamy w języku potocznym ERĄ bądź właśnie EPOKĄ. Czytając apoftegmaty, podziwiając przenikające te niesamowite teksty harmonię, optymizm, umiłowanie Boga i bliźniego, możemy popaść w zwątpienie, czy mówią one o prawdziwych ludziach. Nie brak w nich jednak i opisów, czasem drastycznych!, ludzkich słabości i upadków. <strong>„Genialna epoka”</strong> Ojców zdarzyła się zatem i nie; jesteśmy jej spadkobiercami i czytając teksty ją opisujące podejmujemy dziedzictwo, które zostawili nam pierwsi mnisi. Jeśli zatem jesteśmy dzisiaj wdzięczni za coś Ojcom w sposób szczególny, to chyba za to, że pisali o sobie albo o swych mistrzach, dzieląc się z nami bogactwem swych wzlotów i upadków. Dzięki temu wiemy o nich cokolwiek, a analfabeci odeszli w niepamięć.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc/174-kierownictwo-duchowe-wedlug-ojcow-pustyni-9788373544208.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Osiem duchów zła - 15,80 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1667-small_default/osiem-duchow-zla.jpg' title='Osiem duchów zła' alt='thumb' /><p>Określenie „osiem duchów zła” pochodzi od Ewagriusza z Pontu, mnicha żyjącego w Egipcie w IV wieku. Było on pierwszym mnichem pisarzem. Odegrał w dziedzinie refleksji nad życiem duchowym bardzo ważną rolę, gdyż jego myśli przejęli później inni duchowni pisarze. Do nich należał np. Jan Kasjan, dzięki któremu wiele z myśli Ewagriusza weszło do tradycji monastycznej Kościoła Zachodniego. Odnosi się to także do nauki o ośmiu duchach zła, które Jan Kasjan a za nim św. Grzegorz Wielki utrwalili w naszej tradycji w postaci siedmiu grzechów głównych. Słowo „grzechy” posiadało w nauczaniu Ewagriusza z Pontu zupełnie inne znaczenie. Ewagriusz pisał o <strong>logismoi</strong> (myśli, pragnienia, pożądania, dynamizmy duszy), którego to określenia używał zamiennie z określeniem „demony”. Co prawda nie wszystkie logismoi, jakie na nas przychodzą, są złe, niektóre przychodzą od dobrych duchów lub z naszej naturalnej skłonności do dobra. Złe myśli pochodzą od złych duchów lub ze złych skłonności naszej upadłej natury. Do nich to przykleiło się samo określenie logismoi, dlatego zwykle logismoi to tyle co „namiętne myśli”.</p>
<p>Zdaniem Ewagriusza jest <strong>osiem głównych logismoi</strong>, które atakują duszę człowieka, odciągając ją od działania zgodnego z jej naturą. Są to: <em>gastrimagia</em> – obżarstwo, <em>porneia</em> – nieczystość, <em>filargyria</em> – chciwość, <em>lype</em> – smutek, <em>orge</em> – gniew/złość, <em>acedia</em> – acedia, <em>kenodoxia</em> – próżność, szukanie ludzkiej chwały i <em>hyperefania</em> – pycha. Są one wprost nazywane demonami lub duchami zła ze względu na ścisłe powiązanie z ich źródłem. We współczesnej psychologii można by nazwać je „pragnieniami kompulsywnymi” .</p>
<p>Warto sobie uświadomić, że określenie „demon”, „duch” wcale nie jest mniej „naukowe” niż wiele terminów używanych w psychologii, a nawet w naukach ścisłych. Terminy te są bowiem określeniami powszechnego doświadczenia psychologicznego pojawiania się natrętnych myśli nachodzących nas, gdy staramy się skupić na modlitwie. Chcemy się wówczas skupić na Bogu, a oto pojawiają się rozproszenia nachodzące nas ze swoistym uporem tak, jak gdyby je nam ktoś narzucał. Określenie, że nam te myśli i uczucia narzucają złe duchy czy <strong>demony</strong>, pozwala dobrze wyrazić i zrozumieć samo zjawisko. W tym stwierdzeniu nie rozstrzygamy, co odpowiada tym pojęciom i w jaki sposób istnieją owe demony, podobnie jak nikt nie określa np. czym jest podświadomość i w jaki sposób istnieje. Pojęcie demona czy ducha zła jest o tyle lepsze od np. podświadomości, że dobrze oddaje natręctwo owych logismoi oraz swoistą logikę, jaką można w nich rozpoznać.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/osiem-duchow-zla/304-osiem-duchow-zla-9788373544147.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Słowa z Góry Athos - 14,50 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1746-small_default/slowa-z-gory-athos.jpg' title='Słowa z Góry Athos' alt='thumb' /><p>Jean-Yves Leloup bywał niejednokrotnie na górze Athos. Zamia­rem jego nie było bynajmniej zwiedzanie muzeów, szperanie za piękny­mi ikonami czy robienie fotografii starym, czcigodnym rękopisom. W sercu nosił on jedną kwestię. Problem ów wiódł w całym chrześcijań­skim świecie, w jego starożytności szczególnie, niezliczone rzesze męż­czyzn i kobiet na drogę ku wielkim klasztorom. Chodziło mu o pytanie: <strong>„Jak zbawię mą duszę?”</strong>. Inaczej: Co mam czynić, by się zbawić? (Mt 19,16).</p>
<p>Oczywiście, że nie chodzi tu o poszukiwanie zbawienia przy pomocy drugorzędnych ksiąg, literatury o tematyce duchownej. Nie chodzi o znany szlagier: <strong>„Żyje się raz! Żyje się raz!”</strong> Ten, kto pyta o to, jak się zbawić, bierze wypowiedzi Żydów za własne. Pytali oni bowiem w dniu Zesłania Ducha Świętego, po nauce św. Piotra Apostoła: Cóż mamy czynić, bracia? (Dz 2,37). Odpowiedź brzmi, że Jezus jest Me­sjaszem, Panem, Zbawicielem, Zmartwychwstałym, Żyjącym (Dz 2,22–36). Narzuca się zatem pytanie: jak można dojść do Niego, jak Go przyjąć, jak Nim żyć? Jak możemy z całego naszego „ja”, z ducha, duszy i ciała, uczynić radosny hymn uwielbienia Jego chwały i daru Ducha Świętego?</p>
<p>Mnisi bywali i są ludźmi urzeczonymi tym problemem. Zarówno duchowo jak i fizycznie. Zdecydowali się przecież na tą przygodę. Chcieli i chcą czynić ją ośrodkiem <strong>własnego życia</strong>. Zbyt często mamy takie wyobrażenie o mnichach, że są to ludzie, którzy w pierwszym rzędzie wyróżniają się liturgią, pracą ręczną, nauką czy też swym odizolowa­niem od świata. Są to wyobrażenia niewystarczające, uproszczone, obcięte.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/409-slowa-z-gory-athos-9788373543966.html]]></link>
		</item>
	</channel>
</rss>
