<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
		<description><![CDATA[Sklep na oprogramowaniu PrestaShop]]></description>
		<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		<generator>PrestaShop</generator>
		<webMaster>zamowienia@tyniec.com.pl</webMaster>
		<language>pl</language>
		<image>
			<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
			<url>https://tyniec.com.pl/img/tyniec-logo-1452802680.jpg</url>
			<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		</image>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Materiały do monastycznej formacji zakonnej w zgromadzeniach żeńskich - 21,80 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1374-small_default/e-book-materialy-do-monastycznej-formacji-zakonnej-w-zgromadzeniach-zenskich.jpg' title='E-book - Materiały do monastycznej formacji zakonnej w zgromadzeniach żeńskich' alt='thumb' /><p>Żeby móc mówić o powołaniu, trzeba założyć istnienie dwóch osób: Wołającego i woła­nej. Nie można przecież powołać siebie samej. Ludzie często używają słowa „powołanie” na oznaczenie zawodu, do którego ktoś ma szczególne zdolności i zamiłowanie; mówi się na przykład „lekarz z powołania”, nie robiąc żadnej aluzji do Boga, po prostu dla wyrażenia po­stawy takiego człowieka. Ale w życiu zakonnym kluczowym założeniem jest, że istnieje wo­łający Bóg i że nasza decyzja wstąpienia ma sens tylko jako odpowiedź na Jego wołanie.</p>
<p>Dla jednych to jest oczywiste. Inni jednak wstępują do klasztoru trochę tak, jakby Boga nie było (na przykład po to, żeby sobie zapewnić opiekę na starość), albo tak, jakby Bóg ow­szem, był, i nawet można było coś dla Niego zrobić, i oni właśnie postanowili sobie to zrobić, nie pytając ani nie usiłując zgadnąć, czy On sam tego chce. Oczywiście motywacja może z czasem ulec zmianie, może rozwijać się, w miarę jak się rozwija życie modlitwy. Ale przy­padki motywacji błędnej, przez cały czas formacji nie zmienionej, dyskwalifikują do życia za­konnego; a gdyby ktoś mimo to jakoś się przez sito przecisnął i złożył śluby wieczyste, to albo po jakimś czasie sam odejdzie, albo ryzykuje, że będzie bardzo nieszczęśliwy. Całe życie spędzone nie na swoim miejscu... Jakby foka postanowiła żyć na lądzie.</p>
<p><strong>Pierwszy problem:</strong> czy to rzeczywiście Bóg mnie wezwał. Na upewnienie się o tym jest minimum kilka lat, powinno wystarczyć.</p>
<p>O oznakach autentycznego (lub nie) powołania będziemy nieraz mówić.</p>
<p>Najważniejsze na początku: założyć z góry program, że nie my będziemy dyktować Bogu swoją wolę, ale On nam. W wielkich rzeczach, jak powołanie, ale i w całkiem malut­kich, codziennych.</p>
<p>Przyszłyśmy tu dla Niego. Jakakolwiek inna motywacja prędzej czy później rozsypie się i nie wytrzyma. Nie ma więc dla nas nic ważniejszego niż uwielbienie Boga. Ale z góry wiadomo, że nasza natura będzie się buntować. Będzie odbierać po kawałeczku to, z czego tak radośnie złożyłyśmy ofiarę jako z całości. Podstawowe ostrzeżenie: <strong>ŁATWO NIE BĘDZIE.</strong></p>
<p>A trudności na ogół będą akurat nie te, których się kto spodziewał. Na przykład ktoś myślał, że najtrudniejsze będą posty, a tymczasem największym problemem w klasztorze oka­zali się bliźni. Bliźni w klasztorze też przecież są, i to od rana do wieczora ci sami, a nie inni w domu, inni w pracy, inni w zabawie. Albo przygotowywał się ktoś na problemy z ubó­stwem, a o wiele trudniejsze okazało się posłuszeństwo. Albo odwrotnie. Zestaw trudności każdy ma swój własny. A w ten czy inny sposób okaże się w końcu, że największą trudnością jesteśmy dla siebie my sami, i tę trudność niesiemy ze sobą wszędzie.</p>
<p>Ale skoro przyszłyśmy dla Boga, mamy też prawo spodziewać się Jego pomocy. Co z tego, że łatwo nie będzie? Tu się łatwizny nie szuka, a już na pewno nie znajduje. Szukamy służby Bożej i ona nam wystarczy. Ludzie z zewnątrz często sobie ustawiają zakony w szereg według stopnia trudności. A to nie ma sensu. Po pierwsze, trudności są dla każdego inne; po drugie, nie one są ważne, tylko służba Boża, chwała Boża.</p>
<p>Może się zdarzyć, że dla kogoś rzeczywiście życie mnisze jest obiektywnie za trudne, ze względu na zdrowie, na stan nerwów itd. To jest jeden z możliwych znaków braku powoła­nia do niego: żadna ujma, żaden dyshonor, po prostu – w wypadku tego kogoś nie tędy droga w ramiona wspólnego Ojca. Nie jest godna zostać dla Boga ta, która nie jest gotowa odejść dla Boga, gdyby On tak zarządził; Bóg nie żąda rzeczy za trudnych. Ale poza takimi wypad­kami trzeba po prostu wiedzieć, że:</p>
<p><strong>Łatwo nie będzie.</strong><br /><strong>Największą trudnością okaże się każda sama dla siebie.</strong><br /><strong>BÓG NAS KOCHA. I to jest najważniejsze.</strong></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/1223-e-book-materialy-do-monastycznej-formacji-zakonnej-w-zgromadzeniach-zenskich-9788373548725.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[E-book - Nasze śluby - 16,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2707-small_default/e-book-nasze-sluby.jpg' title='E-book - Nasze śluby' alt='thumb' /><p>Przez „śluby” rozumiemy obietnice złożone Bogu. I to jest rzecz odwieczna, stara jak wszystkie religie; na przykład w religii greckiej i rzymskiej jeśli człowiek chciał coś osiągnąć, a szanse były, powiedzmy, niepewne – to obiecywał bogom, albo któremuś konkretnemu bogu, taką a taką ofiarę za spełnienie się swoich pragnień. A potem, jeżeli się spełniły, miał obowiązek rzeczywiście taki dar złożyć. To było na ogół jakieś bydło ofiarne; w zależności od zamożności mogła to być jedna jałówka albo i sto (stąd nazwa <em>hekatomba</em>: ofiara stu). W każdym razie była to jakaś transakcja, całkiem konkretna, coś za coś. Trochę bardziej skomplikowana była sprawa ofiar w religii Izraela, bo tam to nie zawsze była transakcja. Tam był przede wszystkim obowiązek składania Bogu ofiar dlatego po prostu, że Mu się kult należy. Był więc codzienny kult świątynny, jeden baranek rano, a drugi wieczorem; i było też powiedziane, że trzy razy w roku każdy Izraelita ma zjawić się w świątyni i nie będzie wtedy przychodził z pustymi rękami. Jednego mogło być stać na miarę mąki, a innego na piętnaście (na przykład) krów, czy byków, czy owiec… (Raczej zresztą byki niż krowy były faworyzowane jako ofiara w Izraelu.) W każdym razie, cokolwiek składano, składano takie ofiary nie dlatego, że ktoś chciał coś uzyskać, tylko jako wyraz czci, wyraz uznania praw Bożych nad człowiekiem. Oczywiście były także ofiary obiecywane w zamian za coś. (Czasami całkiem głupio, jak w wypadku Jeftego, który obiecał ofiarę z człowieka, i do tego z człowieka, który akurat wyjdzie mu przeciw po zwycięstwie. A wyszła jego jedyna córka, i co było robić? To jednak stało się w czasie, w którym Izrael był pod wyraźnym wpływem sąsiednich kultów pogańskich. Bo Pismo Święte przecież tego nie nakazuje; Objawienie Boże nie nakazywało; to tylko w pogańskiej myśli można było uznać ofiarę z człowieka za miłą Bogu.)</p>
<p>W każdym razie nakazane przez Prawo ofiary miały przede wszystkim sens kultowy. Natomiast te prywatne, dobrowolne, bywały często kultowe, a również często dziękczynne, w odpowiedzi – na przykład – na jakąś spełniona prośbę. Brać się musiały oczywiście z własności prywatnej, ze stanu posiadania. Co człowiek miał, to ofiarowywał, wedle możności: bogatszy barana, uboższy gołębia... Ale czy to była baryłka oliwy, bo przecież i oliwa, i sól, i mąka były składane w ofierze, czy to było coś ze stad swoich, czy cokolwiek; choćby nawet i wino, bo były i ofiary „płynne” – tak czy inaczej, dawało się coś ze swego, i tym samym rezygnowało się z tego samemu. Jeśli ofiara była całopalna, to tego barana już dotychczasowy właściciel nie zje; jeśli była biesiadna, tenże właściciel tracił z niej przynajmniej części spalone i części należne kapłanom.</p>
<p>Więc przez ślub rozumiemy obietnicę złożoną Bogu. Obietnicę ofiarną. Nasze śluby dotyczą jednak przede wszystkim nas samych, naszego życia i postępowania. Przecież ślubowanie, że się będzie tak a tak żyło, i to zawsze, to jest kwestia postępowania, obejmuje moją osobę, a nie tylko to, co posiadam, co mam w kieszeni. Owszem, jakiś wpływ na stan posiadania śluby zakonne mają, choćby ślub ubóstwa; ale ofiara z takich czy innych praw własności to już jest dla nas rzecz wtórna, po prostu konsekwencja ofiary właściwej. A ta obejmuje przede wszystkim styl życia, intencje, cele / Małgorzata Borkowska OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/e-booki/2377-e-book-nasze-sluby-9788382053081.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Szkoła Ojców - 15,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2934-small_default/szkola-ojcow.jpg' title='Szkoła Ojców' alt='thumb' /><p>Ta książeczka to zapis rekolekcji, prowadzonych w Żarnowcu dla kapłanów w listopadzie 2025 roku. Obejmuje częściowo teksty (lub ich fragmenty) wcześniejsze, częściowo nowe, w układzie podporządkowanym centralnej myśli, mianowicie szukaniu drogi do Boga w naukach Ojców Pustyni. Oprócz sześciu konferencji podano także trzy schematy <em>lectio divina</em>, prowadzonej dla uczestników przez naszego księdza kapelana, któremu za tę współpracę serdecznie dziękuję.</p>
<p>Od kilkunastu wieków szukamy u Ojców Pustyni pouczenia w tych sprawach, które dotyczą naszej relacji z Bogiem. Na początku, dopóki oni rzeczywiście mieszkali na pustkowiach poza terenami zamieszkałymi, to szukanie wymagało wędrówki całkiem dosłownej, wyprawy w głąb pustyni. I pierwszą rzeczą, która tam uderzała wędrowców, była cisza. Cisza w krajobrazie i cisza w samej pustelni. Czasem nawet bywało trudno skłonić pustelnika, żeby tę ciszę przerwał ze względu na gości. Abba Arseniusz nie chciał mówić nawet z arcybiskupem Aleksandrii, bo był zdania, że „jeśli się on nie zbuduje moim milczeniem, to słowami też się nie zbuduje”.</p>
<p>Dlaczego cisza jest taka ważna? Dlaczego abba Pojmen powiedział: <em>Jakakolwiek trudność na ciebie przyjdzie, zwycięstwem nad nią jest milczenie?</em> Jak to? Milczenie, a nie prośba o pomoc, nie szukanie rady u kogoś doświadczonego? A na przykład w sprawach modlitwy? Tak; nawet i w tej dziedzinie trzeba szukać rady oszczędnie. Na pewno nie prosić o nią (i to warto przypomnieć niejednej zakonnicy) każdego kolejnego księdza, który się przypadkiem zjawi. Rada dotycząca modlitwy jest jak ziarno, które wykiełkuje tylko na odpowiedniej glebie: w ciszy, nie w rozgadaniu. Przecież tu chodzi nie o jakąś tylko naszą własną sprawę, ale o sprawę Boga i naszą – o relację – a w takim razie więcej nam pomoże uciszenie się przed Nim niż wygadanie się przed ludźmi i zdobycie jeszcze jednego ucha dla naszych skarg.</p>
<p>Potrzebna jest więc cisza zewnętrzna, dosłowna, w decybelach mierzona; ale i cisza wewnętrzna, polegająca na uspokojeniu umysłu na tyle, żeby człowiek przestał się kręcić wokół własnych bieżących doznań. Wtedy nie tylko nasza mowa będzie płynąć z opanowania, z równowagi, z milczenia właśnie – ale także nauczymy się słuchać. Słuchać tego, co rzeczywiście mówią do nas ludzie, bez przepuszczania tego przez własne filtry; i słuchać tego, co chce nam powiedzieć Bóg. W tym ostatnim przypadku nie ma oczywiście mowy o „słuchaniu” fizycznego dźwięku, ale o lepszym otwarciu się na myśli płynące z natchnienia Bożego. Bóg, oczywiście, w kluczowych momentach potrafi się do nas przebić nawet przez największy nasz hałas, wewnętrzny i zewnętrzny – ale kluczowych momentów nie może być w życiu dużo; a nam zależy na możności otwierania się na Bożą „mowę” na co dzień. I słuszne jest, żebyśmy zrobili to, co z naszej strony zmierza do takiego otwarcia. Bo „słuchać” znaczy: najpierw zamilknąć. A to jest złożona operacja / Małgorzata Borkowska OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/2455-szkola-ojcow-9788382053869.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nad Księgą Starców. Komentarz do apoftegmatów - 61,60 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2409-small_default/nad-ksiega-starcow-komentarz-do-apoftegmatow.jpg' title='Nad Księgą Starców. Komentarz do apoftegmatów' alt='thumb' /><p>Zaczynamy lekturę apoftegmatów Ojców Pustyni. Czytelnik dostaje do ręki zapis konferencji wygłaszanych w klasztorze w Żarnowcu w latach 2018–2021 i następnie spisanych z nagrania, z pewnymi skrótami, wprowadzonymi dla uniknięcia zbyt licznych powtórzeń. Stąd nieco gawędziarski charakter tej książki. Jest ona mimo to częścią większego cyklu komentującego najważniejsze dzieła literatury monastycznej, które miały szczególny wpływ tak na rozwój życia zakonnego w chrześcijaństwie, jak i na kulturę chrześcijańską w ogóle. Są to, w chronologicznym porządku powstawania: <em>Księga Starców</em>, <em>Reguła</em> św. Benedykta i księga <em>O naśladowaniu Chrystusa</em>. Jeśli dodamy <em>Wyznania</em> św. Augustyna, otrzymamy właściwie komplet najsłynniejszych w Kościele zapisów odwiecznej tęsknoty ludzkiej do Boga.</p>
<p>„Księga Starców” <em>(Gerontikon)</em> to najstarszy zbiór nauk wczesnych monastycznych „ojców”, pierwsza zachowana próba spisania mądrości pustyni. W czasie jej spisywania mądrość ta mogła sobie liczyć około stu lat, więc było to dwa lub trzy pokolenia doświadczeń. I już wtedy była na tym poziomie znajomości praw rządzących życiem duchowym i ludzką psychiką, na którym trwa nadal. Jakiś pustelnik, może mnich wędrowny, postanowił sobie, że zamiast chodzenia jak dotąd do ojców po słowo, lepiej będzie mieć ich nauki dostępne i powielone na piśmie, więc on je spisze. Ogromne przedsięwzięcie! Niektórych ojców w ogóle już nie mógł znać, zapisywał więc to, co o nich zapamiętali uczniowie; niektórych odwiedził sam, albo korzystał, co jest zwłaszcza możliwe w wypadku abba Pojmena, z jakichś już porobionych pisemnych zbiorków. (Nauk abba Pojmena zachowało się wyjątkowo dużo, i dlatego uczeni przypuszczają, że może je spisano, zanim jeszcze nasz nieznany kompilator przystąpił do dzieła.)</p>
<p>Kompilator chciał oczywiście swój materiał uporządkować. Jeszcze mu nie przyszło do głowy uporządkować tematycznie; tym bardziej chronologicznie, bo też i nie mógł wiedzieć, który abba od którego był starszy, jeśli już obaj zmarli. Wobec tego uporządkował materiał alfabetycznie, według greckiego oczywiście alfabetu, bo pisał po grecku. Jego greka jest dosyć uproszczona: to greka późna, zwana mową wspólną – <em>koine</em>, którą się posługiwało całe Cesarstwo Rzymskie, od Hiszpanii, aż po granice Persji. I od Germanii aż po Egipt. W tej księdze ona jest czasami trochę skażona przez jakieś (może koptyjskie?) naleciałości. A już na pewno jest gramatycznie uproszczona. Czemu wspominam o języku? Alfa, beta, gamma, delta, a więc najpierw Ojcowie na A, potem Ojcowie na B, potem Ojcowie na G, bo gamma, potem Ojcowie na D, bo delta. Porządek według alfabetu greckiego. Skutek jest taki, że polski czytelnik ma dodatkową trudność ze znalezieniem któregoś z ojców, i jeżeli interesują go konkretne postacie, musi wertować spis treści. Na szczęście dla nas: ten, którego uważano za pierwszego pustelnika i ojca całego ruchu, Antoni Wielki, nazywał się na A, więc można go było umieścić na samym początku. Drugą i trzecią literą imienia kompilator już się nie przejmował, inaczej niż to jest w naszych dzisiejszych katalogach alfabetycznych. Ponieważ, jak wspomniałam, nie ma tu porządku chronologicznego, nie układa się też z tej księgi żadna historia zasiedlania pustyni / Małgorzata Borkowska OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc-wschodu-i-zachodu/2230-nad-ksiega-starcow-komentarz-do-apoftegmatow-9788382052183.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Legenda żarnowiecka - 36,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1645-small_default/legenda-zarnowiecka.jpg' title='Legenda żarnowiecka' alt='thumb' /><p>Zdaje się, że Żarnowiec jest miejscem, w którym historia składała przez wieki przeróżne nieregularności, rzeczy i rozwiązania nietypowe, czasami nawet z prawem sprzeczne, albo i z biegiem historii. Choćby i przynależność zakonna klasztoru.</p>
<p>Cystersi nie są przecież niczym innym, jak tylko jedną z wielu niezależnych kongregacji benedyktyńskich, powstałych jako skutek kolejnej reformy i kolejnego (tym razem dwunastowiecznego) odczytania reguły św. Benedykta (napisanej w wieku szóstym) od nowa. Jest to więc zakon w jakimś sensie wobec benedyktyńskiego wtórny. A w Żarnowcu kolejność była właśnie odwrotna: wcześniej były cysterki od benedyktynek. A jeszcze wcześniej...</p>
<p>Najdawniej, jak myśl dziejopisa sięgnąć może, była tutaj niewielka osada. Ludność trudniła się zbieractwem, myślistwem, w mniejszym stopniu rolnictwem, na pewno nie rybołówstwem morskim. Morze było niedalekie, ale trudno dostępne; bagniste łąki stały nieraz miesiącami pod wodą, zwłaszcza gdy silne sztormy zatkały piaskiem ujście Czarnej Wdy i Piaśnicy. Dla mieszkańców osady było to nawet korzystne, gdyż chroniło ich przed napadami rabusiów morskich, wikingów, którzy nie mieli ochoty brnąć przez bagna po wątpliwy łup. A ryby można było łowić słodkowodne, na jeziorze. Liczne wykopaliska dowodzą, że wokół jeziora było takich osad niemało; podlegały one miejscowemu władyce z gródka na górze, którą dziś nazywamy Zamkową. Do tej pory są tam widoczne ślady wałów, a wyniosły cypel tej góry nad jeziorem był świetnym punktem obserwacyjnym. Możliwe, że któryś z kolejnych kneziów z Góry Zamkowej miał na imię Skarbek, gdyż jeszcze w XIII wieku pokazywano koło Świecina „Skarbkową mogiłę”. W każdym razie ta maleńka lokalna stolica, założona w VIII lub IX wieku, upadła w połowie albo najdalej pod koniec wieku XII, nie mogąc utrzymać swojej niezależności wobec rosnącej siły książąt gdańskich. Ziemię potomków Skarbka stały się odtąd jednym z licznych opoli księstwa, wkrótce zaś, po reorganizacji systemu administracyjnego, weszły w skład kasztelanii puckiej. Najstarsza legenda o św. Wojciechu podaje, że książę gdański (nie do końca przez historyków rozpoznany) przybył na dwór Bolesława Chrobrego równocześnie ze świętym; że został przezeń ochrzczony i otrzymał Piastównę za żonę, i że święty jadąc do Prusów odwiedził po drodze w Gdańsku swego byłego katechumena. Byłyby więc to na ziemi gdańskiej początki wiary, które jednak na pewno nie objęły puszczy żarnowieckiej; dotrze tam dopiero druga fala chrystianizacji, po podboju Pomorza przez Krzywoustego.</p>
<p>Szczególne zasługi położył w tym dziele książę Subisław I (1155–1187); między innymi po roku 1170 założył on w Oliwie opactwo cystersów, które było pierwszym klasztorem w jego państwie. Możliwe, że to już on zdobył Zamkową Górę i rozciągnął swoje panowanie na jej księstewko; ten podbój oznaczałby więc początek chrześcijaństwa w Żarnowcu, zwłaszcza że książę (sam Subisław lub jego następca) darował część tej ziemi oliwskim cystersom. Liczył zapewne i na to, że dotrą oni z Ewangelią do miejscowego ludu. Dokładna i pewna wiadomość o tym darze pochodzi dopiero z roku 1224: w dokumencie wystawionym przez ówczesnego księcia, Świętopełka, wieś Żarnowiec wymieniona została wśród włości już należących do Oliwy. Sama nazwa pisała się wtedy <em>Sarnowicz</em>, nie dlatego jednak, jakoby pochodziła od sarny, jak chce dorobiona o wiele później legenda, ale dlatego, że łaciński alfabet nie był wtedy jeszcze przystosowany do potrzeb słowiańskiej fonetyki i nie posiadał żadnych oznaczeń na spółgłoski takie jak ż, sz, nawet c. Nazwa pochodzi albo od żaren, albo od złoto kwitnących krzewów, które i dziś porastają nie zadrzewione zbocza tutejszych pagórków. Niektóre późniejsze dokumenty niesłusznie też przypisują inicjatywę ufundowania cysterek w Żarnowcu książętom pomorskim i datują ten fakt na rok 1213; w rzeczywistości jest to czas fundacji norbertanek w Żukowie. U nas zaś może zakładano właśnie <em>grangium</em>, czyli folwark, gdzie mieszkała grupa konwersów oliwskich, zajmująca się uprawą roli, i budowano drewnianą kaplicę, służącą tak im, jak i potrzebom religijnym nowoochrzczonej ludności; ale klasztoru mniszek jeszcze tu nie było.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-malgorzaty-borkowskiej-osb/1564-legenda-zarnowiecka-9788382500288.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[O prawo dla Boga. Spotkanie z Matką Mechtyldą de Bar - 39,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1699-small_default/o-prawo-dla-boga-spotkanie-z-matka-mechtylda-de-bar.jpg' title='O prawo dla Boga. Spotkanie z Matką Mechtyldą de Bar' alt='thumb' /><p><em>Jeden z dawnych Ojców pustyni mawiał:</em> Dziełem Bożym jest chwalenie Boga. <em>I to jest rzeczywiście główne nasze ćwiczenie.</em> <em>Winnyśmy nieustannie składać Panu ofiarę chwały i adoracji w imieniu całego Kościoła, a nawet całego świata</em> – pisała Matka Mechtylda, założycielka Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Sformułowana w ten sposób idea adoracji – której jedną z podstawowych cech jest wynagrodzenie Bogu za grzechy wszystkich ludzi – realizowana jest stale we wszystkich klasztorach tego zgromadzenia; od trzystu lat także w naszym kraju. Najstarszy z polskich klasztorów sióstr sakramentek stanowi wotum królowej Marysieńki i króla Jana III Sobieskiego za wielkie zwycięstwo pod Wiedniem.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-malgorzaty-borkowskiej-osb/1415-o-prawo-dla-boga-spotkanie-z-matka-mechtylda-de-bar-9788373549418.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Oślica Balaama - 18,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1716-small_default/oslica-balaama.jpg' title='Oślica Balaama' alt='thumb' /><p>Przez kilkanaście wieków zakonnice słuchały kazań, konferencji, rekolekcji, pouczeń, a zawsze w pokornym milczeniu, jak te nieme bydlątka: cokolwiek im mówiono, umiały tylko potakiwać. Czasem się któraś wyłamała, ale bardzo rzadko! <strong>Założenie ze strony kaznodziejów było niewątpliwie takie, że zawsze, w każdej sprawie i w każdych okolicznościach, oni wiedzą lepiej;</strong> zakonnice zaś nauczyły się to akceptować, najpierw dlatego, że potrzebują celebransa i muszą przyjmować jego warunki; a potem już z tradycji i z przyzwyczajenia. To była forma pokory, której od nich oczekiwano. Skutkiem tego nieraz osoby o półwiecznym doświadczeniu na drogach modlitwy nabożnie słuchały (i słuchają) głupstw prawionych przez chłopaczków, którzy liznąwszy w seminarium coś niecoś z Tanquereya i zapomniawszy po zdanym egzaminie nawet i tego, przekonani byli, że mają o czym słuchaczki pouczać i że te słuchaczki jeszcze tego dotąd nigdy nie słyszały. Znałam zakonnicę, której siostrzeniec, podówczas kleryk na pierwszym roku, przysłał w prezencie imieninowym nowo wydaną książkę o modlitwie, z dedykacją: „Kochanej cioci... aby ta piękna książka pomogła zrozumieć wartość modlitwy”. Dosłownie. Ciocia była już ćwierć wieku w klasztorze kontemplacyjnym, ale widocznie dotąd nie wiedziała, po co tam siedzi; na szczęście teraz już zrozumie. A kiedy młody salezjanin oświadcza nam z kazalnicy z promiennym uśmiechem, że do rekolekcji dla zakonnic to on się nie przygotowuje, bo wiadomo, że im wszystko dobre i wszystko przyjmą – trudno to nazwać inaczej niż bezmyślną pogardą; ale w jakimś sensie same jesteśmy sobie winne, bo milczymy.</p>
<p>Oczywiście <em>krasnoludek różny bywa</em>; kaznodzieja też. Różny jest stopień pogardy, od zera do dużych cyfr na skali; różny stopień życzliwości. O ile zdołałam zauważyć, te podziały nie pokrywają się jednak ani z podziałami na pokolenia, ani z podziałami na przynależność diecezjalną lub zakonną. Po prostu ludzie są różni, i jedni bardziej ulegają przekazywanemu przez starszych kapłanów przykładowi paternalistycznego traktowania zakonnic z góry, inni mniej. Czasem pogarda i życzliwość współistnieją bardzo zabawnie. Kiedy byłam w nowicjacie, istniała jeszcze instytucja tzw. spowiedników kwartalnych, więc cztery razy do roku zjawiał się u nas pewien kanonik. Był nam bardzo życzliwy, oprócz słuchania spowiedzi głosił konferencje i starał się nas pocieszać w tym naszym <strong>poniżającym sposobie życia.</strong> Tak właśnie mówił zawsze, <em>poniżający sposób życia</em>; i po jakimś czasie zorientowałam się ze zdumieniem, że chodzi mu po prostu o to, że same sobie musimy buty czyścić i kartofle obierać. Ten człowiek, jak mnóstwo księży tamtego pokolenia, miał zakodowaną w głowie przepaść między „białymi” a „czarnymi” zajęciami, i skoro sam by nigdy nie tknął żadnej domowej pracy, żeby nią swojej godności kapłańskiej nie skalać – litował się szczerze, że my musimy. No i dobrze; tak mówił przez ileś lat, aż kiedy w końcu przestałam już być onieśmieloną nowicjuszką, a stałam się znaną siekierą, powiedziałam mu, że w moim rozumieniu <em>poniżające zajęcie</em> to by było pod latarnią. I odtąd już tak nie mówił, nawet jeśli nadal tak myślał; a więc, jak się okazuje, można czasem coś wytłumaczyć, a choćby coś osiągnąć.</p>
<p><strong>Ale my, przynajmniej najczęściej, milczymy.</strong> I pewno, że trudno byłoby reagować za każdym razem, kiedy jest na co! Niemniej teraz chciałabym (po ponad już półwiecznym doświadczeniu odbioru kazań) raz wreszcie odezwać się i przedstawić możliwie systematycznie nasz, a częściowo zapewne swój własny, punkt widzenia. Rozumiem doskonale, że mój głos może u wielu PT. duchownych panów wywołać reakcję dokładnie taką samą, jak reakcja Balaama na odezwanie się oślicy. Od zdumienia przez oburzenie aż do użycia jakiegoś rodzaju kija włącznie! Ale inni może byliby wdzięczni za uświadomienie im, że jakiś punkt widzenia różny od ich własnego w ogóle istnieje: nawet jeśli to niezbyt miłe dowiedzieć się, że ktoś przez całe lata patrzył na nas, i nawet coś o nas myślał… i jeszcze w dodatku nie zawsze bezkrytycznie.</p>
<p>Ten tekst leżał przez kilkanaście lat w komputerze, zanim podjęłam decyzję o wydaniu. Oczywiście ci księża, którzy nie znajdą tu swojego portretu, powinni wiedzieć, jak bardzo im za to jesteśmy wdzięczne…</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-malgorzaty-borkowskiej-osb/996-oslica-balaama-9788373547704.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Twarze Ojców Pustyni - 31,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1693-small_default/twarze-ojcow-pustyni.jpg' title='Twarze Ojców Pustyni' alt='thumb' /><p>Oglądani z daleka, poznawani przez syntetyczne relacje historyków Kościoła, pierwsi egipscy mnisi zlewają się w jedną szaroburą masę: wszystko to zakapturzone, wszystko ucieka od ludzi, pości, umartwia się i podobno z jakiejś niejasnej racji ma blisko do Pana Boga. Cóż, równie bezkształtnie wygląda każda grupa ludzka, albo i każdy gatunek stworzeń, widziany z zewnątrz. Oprócz informacji rzetelnych składają się na taki obraz także bajki, nieporozumienia i rzadko kwestionowane tzw. poglądy obiegowe. Mamy takie poglądy i przekonania o różnych narodach, mamy i o grupach zawodowych. <strong>Ojcowie Pustyni</strong> dzielą po prostu wspólny los wszystkich „obcych”. I jak człowiek, który na przykład doskonale wie od dziecka, „jacy są Niemcy”, a kiedy wreszcie pojedzie do Niemiec, zaczyna odkrywać, że są – jak wszyscy ludzie – bardzo różni, tak i ten dopiero, kto zawiera bliższą znajomość z Ojcami, zaczyna odkrywać różnice: usposobień, charakterów, stylu pobożności.</p>
<p>Kiedy się nad tym choćby przez chwilę zastanowić, to rzecz jest oczywista, tylko że jest to jedna z tych oczywistości, nad którymi człowiek rzadko się zastanawia. A przecież jeśli nawet we własnej rodzinie możemy zobaczyć tyle indywidualności, tak bardzo od siebie różnych („i skąd się nam taki wziął, do nikogo w domu niepodobny?”), to dlaczego analogiczne różnice nie mogą istnieć i w innej grupie, choćby żyła ona na pustyni, i to z własnego wyboru? Każdy z nas spotkałby wśród Ojców takich, z którymi znalazłby wspólny język, ale i takich, z którymi zupełnie by się nie potrafił dogadać. A także takich, do których po tzw. „wymianie poglądów, odbywającej się w przyjacielskiej atmosferze”, odnosiłby się z szacunkiem, ale na dystans. <strong>Cykl sylwetek</strong>, który mieści się w tym tomiku, może nam pomóc wybrać na egipskiej pustyni swoich przyjaciół.</p>
<p>Oni sami zapewne dziwiliby się takiemu ujęciu; ci przynajmniej, którzy nie tylko w odbiorze „straszą” dzisiejszych czytelników, ale nawet i w życiu potrafili zachowywać się w sposób odstraszający. A przecież każdy z nich nosił w sobie jakąś wewnętrzną prawdę, której był wierny i z której wynikał jego sposób życia: jeżeli coś w tym życiu negowali, to tylko po to, żeby coś innego tym mocniej potwierdzić. <strong>Może uda nam się przynajmniej zrozumieć:</strong> Arseniusza, Teodora z Ferme, Besariona? Bo z Agatonem albo Pojmenem zaprzyjaźnić się można bez trudu.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-malgorzaty-borkowskiej-osb/438-twarze-ojcow-pustyni-9788373544680.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wiślanym szlakiem. Opowieść o jednookiej ksieni Mortęskiej (płyta CD-MP3) - 9,68 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1646-small_default/wislanym-szlakiem-opowiesc-o-jednookiej-ksieni-morteskiej-plyta-cd-mp3.jpg' title='Wiślanym szlakiem. Opowieść o jednookiej ksieni Mortęskiej (płyta CD-MP3)' alt='thumb' /><p>Audiobook opisuje życie i działalność <strong>Służebnicy Bożej Matki Magdaleny Mortęskiej</strong> (1554-1631) – ksieni i reformatorki zakonu benedyktynek. W dzieciństwie utraciła prawe oko, stąd w tytule pojawia się stwierdzenie: jednooka ksieni. Jej inicjatywie zawdzięczała wspólnota benedyktynek ożywiającą reformę wielu klasztorów m.in. w Chełmnie, Żarnowcu, Nieświeżu, Lwowie, Sandomierzu. W sumie kongregacja chełmińska liczyła 22 klasztorów pod rządami ksieni chełmińskiej. Zmarła w opinii świętości w 1631 r. Pochowano ją w krypcie w kościele klasztornym w Chełmnie. W ostatnich latach wznowiono proces beatyfikacyjny.</p>
<div class="ctao">Płyta w formacie MP3. Czyta Małgorzata Borkowska OSB, benedyktynka. Całkowity czas nagrania: 7 godz. 10 min.</div>
<p><strong>Matka Magdalena Mortęska OSB:</strong></p>
<p>Urodziła się – jak się przypuszcza – 2 grudnia 1554 w Pokrzywnie, nieopodal Grudziądza. Pochodziła z rodziny bogatej szlachty z Prus Królewskich. Jej ojciec Melchior, był podkomorzym malborskim, a matka, Elżbieta z domu Kostka, była siostrą biskupa chełmińskiego Piotra Kostki. Miała troje rodzeństwa: brata Ludwika oraz siostry: Annę i Elżbietę.<br /><br />Poprzez matkę spokrewniona była z możnym rodem Kostków, w tym m.in. ze Stanisławem Kostką, późniejszym świętym. Jej krewnymi byli także: Anna Jagiellonka, żona Stefana Batorego, opat Jan Kostka z Oliwy czy wojewoda pomorski Krzysztof Kostka. Warto wspomnieć, że oprócz pokrewieństwa z Piastami, spokrewniona była ponadto z rodem Sapiehów, jednym z najpotężniejszych rodów magnackich w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.<br /><br />Posiadłością rodziny była wieś Mortęgi pod Lubawą. Z powodu wypadku, któremu uległa w dzieciństwie, Mortęska nie posiadała prawego oka, które najprawdopodobniej wykłuła sobie niechcący łyżką.<br /><br />Wbrew zakazowi ojca wstąpiła w 1578 do chełmińskiego klasztoru benedyktynek. 4 czerwca 1579, złożyła śluby wieczyste na ręce wuja, biskupa chełmińskiego Piotra Kostki. Tydzień po złożeniu ślubów (11 czerwca) 25-letnia wówczas Magdalena Mortęska została ksienią tegoż klasztoru.<br /><br /><strong>Dzięki swojej pobożności i przedsiębiorczości wyprowadziła zakon benedyktynek z kryzysu, w którym znalazł się on w czasie reformacji.</strong> Zreformowała regułę św. Benedykta, dopełniając kontemplacyjny charakter klasztoru o nauczanie (dziewcząt). W zawiązanej tak „reformie chełmińskiej” benedyktynek kładła szczególny nacisk na wykształcenie mniszek, które musiały nauczyć się czytania i pisania po polsku i po łacinie. Ożywiła duchowość poprzez wprowadzenie medytacji i rozmyślań, ograniczyła zarazem zbyt surowe zalecenia ascetyczne. Jednym z zadań klasztorów stało się prowadzenie edukacji dla dziewcząt – z nauką czytania, pisania, rachunków, śpiewu i robót ręcznych. Szkoły te przyczyniły się do rozwoju oświaty wśród kobiet pochodzenia szlacheckiego i mieszczańskiego.<br /><br />Zreformowana reguła uzyskała akceptację kurii rzymskiej w 1605, a w 1606 została oficjalne zatwierdzenie przez biskupa chełmińskiego Wawrzyńca Gembickiego. W 1589 uzyskała poddanie jej cysterskiego klasztoru w Żarnowcu, który zmieniła na benedyktyński i obsadziła mniszkami z Chełmna. W 1590 powstał podległy Mortęskiej klasztor w Nieświeżu z fundacji Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła „Sierotki”; w 1603 ufundowała klasztor w Bysławku jako filię Chełmna, a w 1604 został jej podporządkowany klasztor we Lwowie. W latach 1604–1624 powstały z jej inicjatywy m.in. klasztory w Poznaniu, Jarosławiu, Sandomierzu, Sierpcu i Grudziądzu. W sumie kongregacja chełmińska za jej życia liczyła ponad 20 klasztorów pod przewodnictwem ksieni chełmińskiej. U schyłku życia Mortęskiej dalszy rozwój nowych fundacji oraz szkolnictwa klasztornego został zahamowany przez epidemię oraz wojnę ze Szwecją z lat 1626–1629.<br /><br />Powołała także seminarium duchowne w Poznaniu, kształcące kapelanów dla odnowionych klasztorów; uczestniczyła w fundacji kolegium jezuickiego w Toruniu w 1593. Za jej rządów w klasztorze chełmińskim przeprowadzono szereg prac budowlanych, dobudowując do kościoła klasztornego kilka kaplic oraz przebudowując zabudowania klasztorne.<br /><br />Była charyzmatyczną, wyrazistą osobowością. Choć pozostawała samoukiem, zyskała gruntowną znajomość Biblii, rozwijała duchowość benedyktyńską (sięgała wprost do „Reguły”, którą ułożył dla mnichów św. Benedykt), poznała awangardową wówczas duchowość ignacjańską (w tym „Ćwiczenia duchowe”, które napisał św. Ignacy Loyola), ceniła literaturę ascetyczno-mistyczną, lubiła malarstwo, miała wrażliwość muzyczną i (przypuszczalnie) piękny głos. Skupiona i refleksyjna, miała też doświadczenia mistyczne. Reprezentuje intelektualizm mistyczny w kulturze epoki baroku.<br /><br /><strong>Zmarła w opinii świętości 15 lutego 1631 po trwającej około miesiąca chorobie i została pochowana w kościele klasztornym w Chełmnie pod głównym ołtarzem. Do rozbiorów jej kult był żywy w klasztorach benedyktynek, obecnie ma znaczenie lokalne w Chełmnie, Żarnowcu i Lubawie.</strong></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/audiobooki/1007-wislanym-szlakiem-opowiesc-o-jednookiej-ksieni-morteskiej-plyta-cd-mp3-9788373547933.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII–XVIII wieku - 59,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2836-small_default/zycie-codzienne-polskich-klasztorow-zenskich-w-xvii-xviii-wieku.jpg' title='Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII–XVIII wieku' alt='thumb' /><p>W XVII i XVIII wieku istniały w Polsce klasztory należące do dwunastu klauzurowych zakonów żeńskich. Niektóre z tych zakonów były u nas od dawna zasiedziałe, inne dopiero co przybyły wraz z potrydencką odnową Kościoła. Mimo różnic reguły i obediencji, czyli zależności prawnej, wszystkie one prowadziły podobny tryb życia, oparty na przestrzeganiu ustaw, tak zaplanowanych, aby służyły osobistemu i wspólnotowemu rozwojowi miłości Bożej. Ustawy te częściowo dziedziczone były wraz z tradycją zakonu po dawnych założycielach, częściowo zaś były nowe, dostosowane do mentalności epoki tak, by odpowiadały pojęciom konkretnych ludzi i pokoleń o świętości. Jak poszczególne jednostki albo zgromadzenia wykorzystują lub marnują taką szansę, to inny problem; nie zajmując się nim, chcę tu po prostu pokazać <strong>świat klasztorny</strong> w jego codziennym bytowaniu, a więc ludzi, miejsca, układy i zwyczaje, sposób myślenia. Może przyda się to tym zwłaszcza, którzy, badając np. sztukę, architekturę lub dzieje klasztorów, a nie znając wewnętrznego mechanizmu ich życia, narażeni są na liczne pomyłki. Może także złoży się z tego jedna z kart dziejów kobiety w Polsce – mało u nas badana, a konieczna do całości obrazu.</p>
<p>Epoka, o której mówię, zamyka się w granicach od eksplozji zreformowanego życia zakonnego w końcu XVI wieku do rozbiorów. Jest dość jednolita pod względem <strong>religijnym, kulturowym i politycznym</strong>. Okres bezpośrednio ją poprzedzający był dla klasztorów czasem wewnętrznej dezorganizacji i upadku; późniejszy – czasem kasat i represji, klęski zadanej z zewnątrz. Epoka jednak, którą w skrócie zwykliśmy nazywać „staropolską”, to czas tak bogatego rozwoju życia zakonnego, że przyjdzie tu zaledwie skrótowo i pobieżnie dotknąć poszczególnych jego dziedzin. Źródeł też zachowało się mnóstwo.</p>
<p>Materiały, które zebrałam, dotyczą przede wszystkim <strong>mojego własnego zakonu</strong>, a więc wszelkiego rodzaju benedyktynek. Archiwa nasze udało mi się poznać dość dobrze podczas ćwierćwiecznej już kwerendy. Archiwalia pozostałe po klauzurowych brygidkach, po cysterkach i karmelitankach dawnej obserwancji, a więc zakonach, których już obecnie w Polsce nie ma, zbieram również od dawna. Wreszcie w ostatnich latach udostępniono mi także zbiory norbertanek w Imbramowicach; w Krakowie – augustianek, bernardynek, dominikanek, klarysek i norbertanek; w Warszawie – wizytek. Co do pozostałych klasztorów, musiałam korzystać z innych zbiorów państwowych i kościelnych; szczególnie z archiwów ojców bernardynów i karmelitów w Krakowie oraz karmelitów bosych w Czernej. Do wielu informacji mimo to nie dotarłam; ufam, że ten niedostatek wyjdzie na korzyść historiografii zakonnej, gdyż pobudzi do pracy te siostry, które uznają, że o ich zakonie należałoby napisać więcej i z lepszym zrozumieniem.<br /><br /></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/monografie/855-zycie-codzienne-polskich-klasztorow-zenskich-w-xvii-xviii-wieku-9788373547155.html]]></link>
		</item>
	</channel>
</rss>
