<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
		<description><![CDATA[Sklep na oprogramowaniu PrestaShop]]></description>
		<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		<generator>PrestaShop</generator>
		<webMaster>zamowienia@tyniec.com.pl</webMaster>
		<language>pl</language>
		<image>
			<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
			<url>https://tyniec.com.pl/img/tyniec-logo-1452802680.jpg</url>
			<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		</image>
		<item>
			<title><![CDATA[Gawędy o Tyńcu i okolicach - 10,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1882-small_default/gawedy-o-tyncu-i-okolicach.jpg' title='Gawędy o Tyńcu i okolicach' alt='thumb' /><p>„Sądzicie, że tylko wielkie miasta mają dzieje bajeczne? Ja myślę inaczej. Mnie się zdaje, że każdy skrawek ziemi, przez który przeszła stopa ludzka, ma swoją historię bajeczną i pewną” – pisał autor niniejszej publikacji. Jakie są zatem dzieje Tyńca? Nudne? Chyba nie, skoro ludzie mieszkają tutaj od tysiącleci. Dzisiaj Tyniec zmienia się w zawrotnym tempie. Dawny trwa jednak dalej w nazwach swych ulic, wzgórz, pól i łąk.</p>
<p>Tyńczanie przez wieki mieli dość osobliwych sąsiadów – nie brakło między nimi duchów, zjaw i strzygoni. Nie wydaje się, aby którejś ze stron sąsiedztwo takie przeszkadzało. Ale gdzie szukać dziś strzygoni? Którą skałę należy omijać nad Wisłą, aby nas nie wciągnął w rzeczny nurt topielec? To wszystko dziś wydaje się nierealne, ale przecież dalej trwa w miejscowej tradycji.</p>
<p><strong>Taki był dawny Tyniec, który ponad sto lat temu odkrył i opisał Seweryn Udziela. Po lekturze tej książeczki, my także nie możemy zaprzeczyć, że dzieje Tyńca po prostu są bajeczne.</strong></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-o-tyncu/1367-gawedy-o-tyncu-i-okolicach-9788373542549.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dziennik jeńca  Oflagu IIC Woldenberg - 36,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2359-small_default/dziennik-jenca-oflagu-iic-woldenberg.jpg' title='Dziennik jeńca  Oflagu IIC Woldenberg' alt='thumb' /><p>Niniejszy zbiór prezentuje nie publikowany dotąd dziennik polskiego oficera rezerwy – Innocentego Libury – pisany w niewoli w Oflagu II C Woldenberg w latach 1941–1945. Prezentowane są tu również wykłady autora z literatury polskiej, historii i kultury, jakie – jako doktor filologii polskiej – wygłaszał w obozie jenieckim (odtworzone przezeń z pamięci i zapisane po wojnie). Do zbioru dołączone są również powojenne wspomnienia autora z kampanii wrześniowej i życia obozowego. Jako uzupełnienie książka zawiera wspomnienie syna autora – Jerzego Libury – dotyczące wojennych doświadczeń ojca oraz notatkę wnuka (autora obecnego opracowania) z niezwykłego spotkania por. Innocentego Libury z ppor. Jerzym Szymiczkiem, jakie miało miejsce podczas uroczystości otwarcia Muzeum Jenieckiego w Dobiegniewie w roku 1987.</p>
<p>Kim był Innocenty Libura? Postacią nader barwną i ciekawą: z pochodzenia włościaninem z domieszką ziemiańskiej krwi, z ducha – harcerzem, z powołania – nauczycielem – polonistą, wychowawcą pokoleń młodzieży, a prywatnie – ojcem licznej rodziny. Był również pisarzem – autorem dwóch powieści autobiograficznych, regionalnym dziejopisem (monografia i artykuły o ziemi rybnickiej), wielkim miłośnikiem przyrody i krajoznawcą (odznaczenia LOP i PTTK). Jego ponad dziewięćdziesięcioletnie życie przebiegło przez trzy systemy niewoli: carat, hitleryzm i komunizm – i przez trzy Rzeczpospolite: Drugą, Ludową i Trzecią.</p>
<p>Pochodził z Michałowic pod Krakowem (ur. 17.06.1901). Jego ojciec Ludwik  uczył tam w szkole ludowej, matka – Maria z Rucińskich – była córką polskiego zesłańca po powstaniu styczniowym, urodzoną na Syberii. Liburowie mieli czworo dzieci – poza Innocentym córkę Marię i dwóch synów – Waleriana i Józefa (ten ostatni w czasie II wojny światowej dostał się do niewoli po sowieckiej stronie i zginął zamordowany w Charkowie). W 1914 roku rodzina przeniosła się do Olkusza, gdzie Innocenty ukończył gimnazjum i wraz z rodzeństwem wstąpił do skautów. W 1920 r. dwaj starsi bracia – Innocenty i Walerian – wzięli udział w wojnie polsko-bolszewickiej.</p>
<p>Po maturze Innocenty podjął studia uniwersyteckie w Warszawie z zakresu filologii polskiej i historii sztuki. Ukończył je w 1926 r. w Krakowie na UJ, po czym przeniósł się do Rybnika, gdzie osiadł na stałe. Tu uczył w Gimnazjum Państwowym, rozwijając zarazem działalność harcerską jako założyciel IV Drużyny Rybnickiej, harcmistrz i instruktor. W 1927 r. wziął ślub z wilnianką, Franciszką Dylkiewicz, następnie zbudował dom, został ojcem siedmiorga dzieci. W 1931 r. obronił na UJ pracę doktorską na temat twórczości Dominika Magnuszewskiego.</p>
<p>Z wybuchem II wojny światowej Innocenty Libura – w stopniu porucznika – przydzielony został do 75 pp Armii Kraków i przeszedł z nią szlak bojowy aż pod Tomaszów Lubelski. Dostawszy się do niewoli, przebywał w obozach najpierw w Bochni, potem w Braunschweigu, na koniec w Woldenbergu. W niewoli rozwinął żywą działalność w ramach możliwości pozostawionych jeńcom przez zwierzchnictwo Abwehry: zaangażował się w prace Komisji Kulturalno-Oświatowej, uczył języka polskiego i historii literatury na kursach maturalnych oraz na Wyższym Studium Nauczycielskim. Miewał również wykłady dla szerszego grona oficerów. Uzdolniony plastycznie, sporządzał na zamówienie portrety kolegów ołówkiem i pędzlem. W ukryciu przed niemiecką cenzurą prowadził dziennik ilustrowany grafiką i zdjęciami. Odtwarzał również swą autobiograficzną powieść <em><a href="https://tyniec.com.pl/historia/960-krokiem-zdobywcow-9788373547575.html">Krokiem zdobywców</a></em> poświęconą czasom harcerskiej młodości, której pierwszy rękopis przepadł w zawierusze wrześniowej (dzieje wydania tej książki, opublikowanej ostatecznie dopiero w r. 2018, miały z czasem stać się historią samą w sobie). Z okresu niewoli zachowała się obfita korespondencja Innocentego z rodziną, a także liczne drobne pamiątki, jak znaczki poczty obozowej, stemple, drzeworyty, rysunki. Najcenniejszą z nich jest pierścień ulany dlań ze srebra przez absolwentów kursu maturalnego.</p>
<p>Po wyzwoleniu Innocenty Libura powrócił do Rybnika i kontynuował pracę nauczycielską. Zredagował <em>Księgę pamiątkową Państwowego Gimnazjum i Liceum w Rybniku 1922–1947</em>, zainicjował wmurowanie w szkole tablicy pamiątkowej ku czci poległych nauczycieli i wychowanków. Po zawieszeniu harcerstwa przez władze komunistyczne w 1949 r. został jednak wyrzucony ze szkoły za otwartą krytykę tej decyzji władz. Przyjęto go następnie „łaskawie” do pracy w rybnickim gimnazjum żeńskim, nie pozwolono jednak uczyć polskiego. Musiał uczyć języka rosyjskiego i pozalekcyjnej łaciny (dla uczennic marzących o medycynie). W 1961 r. zmuszono go do przejścia na tzw. wcześniejszą emeryturę, jednak z pracy pozalekcyjnej nie zrezygnował, pozostając związany czynnie ze szkołą do r. 1974. Swoistym fenomenem było to, że mimo formalnych ograniczeń narzuconych mu przez komunistyczny system oświaty, profesor Libura zapisywał się w pamięci uczniów wciąż i niezmiennie przede wszystkim jako polonista i wychowawca przekazujący młodzieży najlepsze tradycje polskiej kultury.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/historia/2219-dziennik-jenca-oflagu-iic-woldenberg-9788382052084.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Historie. Historia Franków - 77,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1856-small_default/historie-historia-frankow.jpg' title='Historie. Historia Franków' alt='thumb' /><p>Grzegorz z Tours (właściwie Georgius Florentius Gregorius) urodził się w 538 r. w okolicach Clermont, był biskupem Tours od roku 573 aż do śmierci w 594 r. Pochodził ze znamienitej gallorzymskiej rodziny senatorskiej. Napisał kilka dzieł hagiograficznych oraz jeden traktat astronomiczny przeznaczony dla mnichów, aby w nocy mogli ustalić właściwy czas modlitw. Jednak jego głównym osiągnięciem pisarskim są Historie. Dzieło to było pomyślane przez <strong>Grzegorza</strong> jako zbiór opowiastek, których głównym motywem jest danie przykładu i pouczenie moralne w obliczu zbliżającego się, zdaniem autora, końca Świata oraz wyłożenie sensu dziejów widzianych oczyma chrześcijańskiego biskupa z przełomu antyku i wczesnego średniowiecza. Następne pokolenie nadało Historiom tytuł <em>Historia Franków</em>, pod którym to powszechnie znane jest do dzisiaj. Bogate opisy ówczesnego życia politycznego, charakterystyka poszczególnych postaci, mnogość wprowadzanych wątków oraz temperament narratorski Grzegorza złożyły się na dzieło, które – czytane nawet wbrew intencjom biskupa Tours – stanowi pasjonującą lekturę. Nasza wiedza o wczesnych dziejach państwa Franków w dużym stopniu oparta jest na analizie Historii Grzegorza.</p>
<p>Polska wersja <em>Historii</em> Grzegorza ma również swoje dzieje, chociaż nie tak zagmatwane. Pierwszym tłumaczem był <strong>ś.p. ks. Teofil Richter</strong>, które swoje tłumaczenie przekazał w roku 1986 prof. Jerzemu Strzelczykowi z myślą o przyszłej publikacji. Ten zaś uznał za celowe poddanie przekładu rutynowej weryfikacji filologicznej, której podjął się prof. Kazimierz Liman.</p>
<p>Już wstępne porównanie przekładu ks. Richtera z tekstem łacińskim dowiodło, że zadanie to nieco przerosło kompetencje tłumacza, gdyż nie oddawało wiernie treści oryginału. Konieczne okazały się ingerencje znacznie wykraczające poza zwykłą adiustację tekstu. Przekład trzeba było w zasadniczym zrębie przeredagować i przestylizować, tłumacząc na nowo całe zdania, większe fragmenty, a nieraz strony za stroną. W istocie powstał więc nowy przekład.</p>
<p>Śmiały i ambitny zamiar <strong>ks. T. Richtera</strong>, aby jeden z najważniejszych tekstów historiografii kościelnej wczesnego średniowiecza uprzystępnić polskiemu czytelnikowi, doprowadził do uruchomienia ciągu wydarzeń kończących się na niniejszej edycji.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/historia/151-historie-historia-frankow-9788373544086.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jak żyli mnisi egipscy. "Drugiego daru Nilu" tom drugi - 46,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2735-small_default/jak-zyli-mnisi-egipscy-drugiego-daru-nilu-tom-drugi.jpg' title='Jak żyli mnisi egipscy. "Drugiego daru Nilu" tom drugi' alt='thumb' /><p>Monastycyzm egipski stanowi ogromny obszar badawczy; tak rozległy, że ci, którzy poświęcili się uprawianiu tej tematyki, nawet po wielu latach studiów mają świadomość, że ciągle nie znaleźli odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie przychodziły im do głowy w czasie czytania źródeł. Dzieje się tak, gdyż poznanie i zrozumienie początków tego, tak ważnego dla chrześcijaństwa, zjawiska wymaga wędrowania różnymi badawczymi ścieżkami, uwzględniania wielorakich czynników, które ukształtowały monastycyzm. Ponadto, rzecz ze wszech miar cudowna, jesteśmy w posiadaniu ogromnej liczby różnorodnych źródeł pozwalających usłyszeć mnichów, dowiedzieć się, jak żyli, jak organizowali swoje wspólnoty, jak oddziaływali na ludzi świeckich, jakie były ich relacje z Kościołem hierarchicznym. Znalezienie odpowiedzi na jedno pytanie najczęściej rodzi następne, przeczytanie jednego tekstu zmusza do sięgnięcia po dalsze. Lektury podejmowane w przeszłości nie wystarczają, trzeba wracać do bibliotek, gdyż wydano nowe źródła, nowe studia.</p>
<p>Dokładnie taka jest w tej chwili moja sytuacja. W 2014 r. Benedyktyni Tynieccy opublikowali moją książkę <em><a href="https://tyniec.com.pl/monografie/121-drugi-dar-nilu-czyli-o-mnichach-i-klasztorach-w-poznoantycznym-egipcie-9788373545182.html">Drugi dar Nilu, czyli o mnichach i klasztorach w późnoantycznym Egipcie</a></em>, w której zawarłam wyniki licznych lektur i własnych badań. Dziś niewiele bym w niej zmieniła (a jeszcze mniej usunęła), ale wiem za to, co trzeba do niej dodać, gdyż praca następnych lat powiększyła moją wiedzę, uwrażliwiła na problemy, nad którymi się w <em>Drugim darze Nilu</em> tylko prześlizgnęłam. Pisząc tę książkę, chcę poświęcić więcej miejsca, niż to czyniłam poprzednio, „rzeczywistości rzeczywistej”, a więc charakterystyce miejsc, w których mnisi się osiedlali, ich pożywieniu i ubraniu, organizacji wspólnot, relacji między braćmi, pracy, modlitwom (rzeczywistym, a nie tylko wymyślonym przez autorów tekstów liturgicznych).</p>
<p>Trzymałam się zasady niepowtarzania tego, co już opublikowałam po polsku, chcę ofiarować czytelnikowi książkę całkowicie nową. W przypisach będę odsyłała do moich poprzednich prac, aby ułatwić odnalezienie potrzebnych informacji.</p>
<p>W tekście i w przypisach czytelnik znajdzie nade wszystko powołania na źródła. Jest to dla mnie ważne, w ten sposób umożliwiam innym sprawdzenie moich wywodów. Aby jednak nie obciążać nimi nadmiernie książki, postanowiłam umieścić na początku wykaz najważniejszych źródeł, cytowanych wielokrotnie. W nim znajdują się informacje o podstawowych (naukowych) wydaniach, także o polskich tłumaczeniach oraz o skróconej formie cytowania ich przeze mnie. Teksty i zabytki wspominane tylko raz będą miały opis bibliograficzny w przypisach / Ewa Wipszycka</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/monografie/2360-jak-zyli-mnisi-egipscy-drugiego-daru-nilu-tom-drugi-9788382053029.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mury Sodomy. Piotra Damianiego "Księga Gomory" i walka z sodomią wśród kleru - 38,40 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2853-small_default/mury-sodomy-piotra-damianiego-ksiega-gomory-i-walka-z-sodomia-wsrod-kleru.jpg' title='Mury Sodomy. Piotra Damianiego "Księga Gomory" i walka z sodomią wśród kleru' alt='thumb' /><p><strong>Publikacja <em>Mury Sodomy</em> zawiera tekst <a href="https://tyniec.com.pl/263_sw-piotr-damiani">św. Piotra Damianiego</a> <em>Księga Gomory (Liber Gomorrhianus)</em> oraz odpowiedź papieża Leona IX w tłumaczeniu Elwiry Buszewicz.</strong></p>
<p>Blisko piętnaście lat temu, pisząc <em>Wstęp</em> do pierwszego wydania niniejszej książki przyznałem, że fascynacja twórczością <a href="https://tyniec.com.pl/263_sw-piotr-damiani">Piotra Damianiego</a> narodziła się w trakcie pracy nad rozprawą doktorską poświęconą recepcji idei gregoriańskich w średniowiecznej Polsce. Zafrapowały mnie wówczas listy Piotra Damianiego o symonii i nikolaityzmie; zainteresowanie okazało się tak silne, że za przedmiot mojej kolejnej rozprawy wybrałem traktat Avellanity poświęcony sodomii – <em>Liber Gomorrhianus</em>. W trakcie badań rosła moja fascynacja twórczością Damianiego, jego argumentacją, wyobraźnią, logiką, konsekwencją, podstępną, przewrotną i jakże często zaskakującą wobec czytelnika narracją, wyszukanymi metaforami oraz wysublimowanym językiem. Analizując traktat poświęcony panoszącej się wśród kleru sodomii, zdałem sobie sprawę, że nie uda mi się stworzyć pełnego obrazu stosunku Damianiego do zachowań potępianych przez seksualną etykę chrześcijańską, bez wnikliwej analizy całej twórczości tego wybitnego reformatora dotyczącej ciała, płci, seksualności, różnorakich ról społecznych przypisywanych kobietom i mężczyznom. Wszelkie badania trzeba jednak kiedyś zakończyć i przekazana do wydawnictwa, z odczuwanym przeze mnie intelektualnym niedosytem, monografia zatytułowana <em>Mury Sodomy</em> ukazała się w 2011 roku.</p>
<p>Przeglądając i analizując treść książki przed jej drugim wydaniem, postanowiłem pozostawić ją w niezmienionej formie, poprzedzonej jedynie krótkimi uwagami wstępnymi. To dosyć trudna decyzja, ponieważ widzę obecnie, jak pobieżnie patrzyłem ponad dekadę temu na ten fascynujący traktat. Jak powierzchownie rozumiałem myśl Damianiego. Nie twierdzę, że teraz widzę lepiej; obecnie jednak patrzę inaczej. Ta inna perspektywa bierze się z intensywnych badań nad twórczością Damianiego, trwających nieprzerwanie od opublikowania <em>Murów Sodomy</em>. Swoją drogą pragnę w tym miejscu wyrazić pewną obawę, czy pozytywną cechą historyka może być fakt, że od tak wielu lat zajmuje się naukowo działalnością jednej tylko postaci z przeszłości... Gdybym jednak chciał rozszerzyć drugie wydanie książki o nowe ustalenia i pomysły interpretacyjne, o nową literaturę i ostatnie dyskusje, powstałaby zupełnie inna rozprawa. Skoro jednak, mimo upływu czasu, podtrzymuję swoje dawne tezy i ustalenia, postanowiłem pozostawić pierwotną formę książki. Badania naukowe, których liczne efekty ukazały się już po publikacji <em>Murów Sodomy</em>, nie wpłynęły na moje twierdzenia. Z pełnym przekonaniem mogę więc je w obecnym wydaniu powtórzyć!</p>
<p>Czas pracy nad <em>Murami Sodomy</em> był dla mnie istotny także z tego powodu, że udało mi się wówczas rozpocząć intensywną współpracę z idealną wręcz tłumaczką, rozumiejącą perfekcyjnie idiom języka Damianiego, Elwirą Buszewicz. Współpraca ta zaowocowała trzema tomami tłumaczeń listów, traktatów, żywotów i kazań Piotra Damianiego, opublikowanymi w tynieckich <a href="https://tyniec.com.pl/36-zrodla-monastyczne">Źródłach Monastycznych</a>; kolejne dwa tomy ukażą się wkrótce w tej samej serii wydawniczej (będą to teksty dotyczące monastycyzmu kobiecego oraz listy adresowane do kobiet). Elwira Buszewicz przełożyła na język polski 41 dzieł Avellanity, w tym tak fundamentalne dla jego twórczości, jak <em><a href="https://tyniec.com.pl/duchowosc/1297-zywot-blogoslawionego-romualda-pustelnika-i-opata-9788373548992.html">Żywot błogosławionego Romualda</a></em>, ponadto przetłumaczyła dwa obszerne żywoty Piotra Damianiego (anonimowy Iter oraz <a href="https://tyniec.com.pl/monastycyzm/1770-zywot-sw-piotra-damianiego-9788382051056.html">tekst pióra Jana z Lodi</a>). W ten oto sposób najwięcej dzieł Damianiego przetłumaczonych na język nowożytny, pomijając oczywiście angielski i włoski, ukazało się w Polsce.</p>
<p>We <em>Wstępie</em> do pierwszego wydania <em>Murów Sodomy</em> podkreśliłem, że wszystkie najważniejsze postulaty tzw. reformy gregoriańskiej formułowane były najpierw przez Piotra Damianiego, następnie podejmowane przez kolejnych papieży-reformatorów, z jednym wszakże wyjątkiem, mianowicie wezwaniem do walki z szerzącą się wśród ludzi Kościoła sodomią nie spotkało się z zainteresowaniem hierarchów. W książce starałem się dać odpowiedź, dlaczego taki los spotkał postulaty wyrażone w traktacie <em>Liber Gomorrhianus</em>. W czasie kolejnych badań nad myślą Avellanity dostrzegłem jednak, że jest jeszcze jedno zagadnienie głęboko rozpatrywane i analizowane przez Damianiego, a w ogóle nieobecne w działalności Grzegorza VII i innych reformatorów – chodzi mianowicie o obecność Żydów w społeczeństwie chrześcijańskim. Co więcej, temat ten wydawać się musiał eremicie istotny, skoro dotyczyło go jedno z najwcześniejszych jego dzieł, mianowicie traktat <em>Contra Iudaeos</em>. Rozpocząłem więc prace nad książką o stosunku Avellanity (i szerzej: Kościoła w dobie tzw. rewolucji gregoriańskiej) do Żydów, które – mam nadzieję – niedługo zostaną sfinalizowane; dzięki analizie <em>Contra Iudaeos</em> udało mi się też zaproponować nowe, wcześniejsze niż do tej pory zakładano, datowanie prac Piotra Damianiego nad jego fundamentalnym i „programowym” dziełem, <em>Vita beati Romualdi</em>.</p>
<p>W 2007 r., z okazji tysięcznej rocznicy urodzin Piotra Damianiego, odbyły się liczne konferencje oraz ukazało się wiele publikacji poświęconych życiu i twórczości Avellanity. Część z tego bogatego dorobku udało mi się omówić w <em>Murach Sodomy</em>, następnie zaś zostałem poproszony o podsumowanie obchodów millennium urodzin Damianiego na łamach czasopisma „Reti Medievali”. Swoje uwagi zakończyłem dość optymistycznie, że mimo tak obszernych i różnorodnych badań wiele elementów problematyki związanej z różnoraką aktywnością Avellanity wciąż pozostaje nie tylko nie wyczerpanych (co właśnie pozwalało na owo optymistyczne spojrzenie na perspektywy przyszłych badań), lecz wręcz „niewyczerpywalnych”. I rzeczywiście, ostatnie lata pokazały, jak wiele jest jeszcze do zbadania; fakt ten uwidocznił się szczególnie w 2022 roku, gdy mediewistyczny świat obchodził dziewięćset pięćdziesiątą rocznicę śmierci przeora Fonte Avellana, organizując liczne konferencje oraz wydając nowe publikacje; aktywność ta pozwala mi wspomniany wyżej optymizm wciąż podtrzymywać.</p>
<p>Niemal równocześnie z <em>Murami Sodomy</em> ukazała się obszerna książka poświęcona temu samemu zagadnieniu, mianowicie monografia autorstwa Glenna W. Olsena, dotycząca kwestii nienormatywnych zachowań seksualnych w czasach działalności Piotra Damianiego, do której to monografii, siłą rzeczy, nie mogłem się już odnieść; jej lektura nie spowodowała jednak zmiany moich ustaleń, pomysłów badawczych i hipotez. Chciałbym też zwrócić uwagę na książkę Roberta Millsa, który na kwestie poruszane przeze mnie i Olsena patrzy w szerszym kontekście. Ostatnio ważny głos w kwestii badań nad średniowieczną sodomią, a zwłaszcza nad wykorzystywaniem seksualnym dzieci przez ludzi Kościoła, zabrała amerykańska badaczka Dyan Elliott. Dla porządku warto podkreślić, że badane przez Elliott problemy były już przedmiotem poważnej refleksji kilkorga wcześniejszych badaczy, których ustalenia autorka oczywiście przywołuje. Także wspomniany wyżej Robert Mills jeden z podrozdziałów swojej książki dotyczącej średniowiecznej sodomii poświęcił przestępstwom seksualnym kleru. Jednakże książka Elliott jest pierwszą monografią w całości i tak obszernie poświęconą wykorzystywaniu seksualnemu dzieci w średniowieczu. Dyan Elliott dobitnie pokazała, że historyk bada nie tylko wydarzenia z przeszłości, lecz zajmuje się przede wszystkim chęcią zrozumienia człowieka i jego natury. Badania autorki są jednocześnie ważnym głosem we współczesnych dyskusjach, pozwalają zrozumieć nasze społeczeństwa i społeczności. Może dlatego, że ludzie, i tworzone przez nich instytucje, w istocie niewiele się zmieniają...</p>
<p>Dzięki wspomnianej wyżej <em>Bibliografii</em> zestawionej przez Ugo Facchiniego nie muszę odsyłać do mniejszych czy bardziej przyczynkarskich prac dotyczących <em>Liber Gomorrhianus</em>, można tylko wspomnieć, że interesującemu nas dziełu Damianiego, już po ukazaniu się pierwszego wydania mojej książki, poświęcono blisko pięćdziesiąt publikacji. Wydaje się jednak, że to nie koniec prac nad fascynującym traktatem Avellanity. Także piszący te słowa ma w planach powrócić do różnorakich aspektów wynikających z analizy <em>Księgi Gomory</em> / Krzysztof Skwierczyński</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/homini/2407-mury-sodomy-piotra-damianiego-ksiega-gomory-i-walka-z-sodomia-wsrod-kleru-9788382053449.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Poprzez dwudziestolecie - 48,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2346-small_default/poprzez-dwudziestolecie.jpg' title='Poprzez dwudziestolecie' alt='thumb' /><p><em>Poprzez dwudziestolecie</em> – to druga część autobiograficznej powieści Innocentego Libury, stanowiąca – jak i poprzednia pt. <a href="https://tyniec.com.pl/powiesci/960-krokiem-zdobywcow-9788373547575.html"><em>Krokiem zdobywców</em></a> (wyd. 2018) – zamkniętą całość. Książka obejmuje okres drugiej Rzeczpospolitej. Młody Mieczysław Łękawski (pod którym kryje się sam Autor) wyrusza z rodzinnego domu w Olkuszu na studia polonistyczne i plastyczne do Warszawy. W trakcie studiów – by zdobyć środki na utrzymanie, ale też by szerzej poznać świat – pracuje jako robotnik we Francji. Zdobywszy wykształcenie w stolicy, powraca najpierw do Olkusza, by podjąć pracę nauczycielską w gimnazjum, którego sam wcześniej był absolwentem, a następnie uzupełnia studia w Krakowie. Życiowe drogi wiodą go ostatecznie na Śląsk – zostaje nauczycielem w I Gimnazjum i Liceum w Rybniku. W Rybniku też zakłada dom rodzinny. Tak jak i poprzednio – wszystkie osoby i zdarzenia są autentyczne, przez co powieść zyskuje charakter dokumentalny.</p>
<p>A ciekawych postaci i wydarzeń w książce niemało. Ujrzymy w niej najpierw w żywej akcji pierwszych twórców i instruktorów polskiego harcerstwa, na czele z idolem młodości Autora – „Szumiącym Dębem”, czyli<span>  </span>druhem Tadeuszem Strumiłłą. Krąg harcerzy olkuskich – znanych z pierwszej części – rozszerzy się o druhów – instruktorów i działaczy – związanych z Górnym Śląskiem, zwłaszcza z Rybnikiem, gdzie Autor sam założy IV Rybnicką Drużynę Harcerską imienia Henryka Sienkiewicza. Wspomniany zostanie Marian Łowiński – komendant Chorągwi Śląskiej, Henryk Kapiszewski – członek Kwatery Głównej ZHP,<span>  </span>Stanisław Wojciech Rudnicki, Wanda Jordan-Łowińska i wielu innych. Do najbliższych przyjaciół Autora należeć będzie Józef Pukowiec – wybitny harcmistrz śląski (ścięty później przez hitlerowców), z którym razem przeżyją dość zabawną przygodę podczas III Wszechświatowego Zlotu Harcerstwa w Birkenhead pod Liverpoolem.</p>
<p>Nie tylko jednak harcerze wypełnią karty opowieści. W latach studenckich Autor zetknie się z barwnym środowiskiem akademickim dwóch uniwersytetów – Warszawskiego i Jagiellońskiego. Przed oczami czytelnika przesunie się cały poczet profesorów tych uczelni, poczynając od wybitnych językoznawców, jak Stanisław Szober, Jan Baudouin de Courtenay, Stanisław Słoński, Adam Kryński, Jan Łoś, Zenon Klemensiewicz, poprzez historyków filozofii i kultury, jak Władysław Heinrich, Witold Rubczyński, Władysław Tatarkiewicz, Kazimierz Zieliński, a skończywszy na znakomitych literaturoznawcach, jak Józef Kallenbach, Bronisław Gubrynowicz czy Ignacy Chrzanowski. Ten ostatni stanie się promotorem pracy doktorskiej Autora. Rozwijając talenty plastyczne, trafi Autor na zajęcia prowadzone przez Eligiusza Niewiadomskiego – późniejszego zabójcę prezydenta Narutowicza. Przy każdej z tych postaci Autor zatrzyma się na chwilę, by zapisać jakiś szczegół – czy to z wykładów, czy z osobistej rozmowy, czasem nawet jakiś charakterystyczny gest czy szczegół ubioru.</p>
<p>Portretując osoby, Autor roztacza zarazem szerszy obraz życia akademickiego pierwszych lat międzywojennych. Zapoznamy się więc z klimatem zbiorowych kwater w koszarach Blocha, działalnością „Bratniaka” i innych organizacji, a także studenckimi sposobami zdobywania środków na utrzymanie i naukę. Obraz ten nakreśli Autor czasem z humorem, a czasem poważnym realizmem – opisując jego strony i jasne, i ciemne. Wśród studentów ujrzymy również rozmaite postacie: raz będą to zdolni i pilni uczniowie, jak Jan Cybis – znany później artysta-malarz, raz zagorzali wiecownicy polityczni różnych obozów (na seminarium u profesora Chrzanowskiego Autorowi wypadnie recenzować akurat referat Wandy Wasilewskiej!), a czasem i zepsuci kawalerowie o niefrasobliwym podejściu do życia.</p>
<p>Do najoryginalniejszych przyjaciół Autora z ławy studenckiej należeć będzie Konstanty Jodko-Narkiewicz – późniejszy wybitny podróżnik, polarnik i rekordzista Polski w sporcie wspinaczkowym. Autor wybierze się z nim razem do Gdyni, by pracować przy budowie portu i – jakkolwiek „Kok”, miłośnik orlich perci, nie wytrwa długo przy monotonnym, ciesielskim zajęciu – przyjaźń pozostanie trwała i powróci jeszcze na kartach książki w niejednej barwnej odsłonie.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/historia/2218-poprzez-dwudziestolecie-9788373549678.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Tyniec. Opactwo benedyktynów - 12,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1880-small_default/tyniec-opactwo-benedyktynow.jpg' title='Tyniec. Opactwo benedyktynów' alt='thumb' /><p>W połowie XI w. na nadwiślańskiej skale, opodal Krakowa, osiedlili się czarni mnisi, których od imienia autora Reguły, wedle której żyją, <strong>św. Benedykta z Nursji</strong> (480–ok. 550), określa się mianem benedyktynów. Roz­po­częli budowę kościoła i klasztoru, które w następnych stuleciach rozbudowywane i odbudowywane wciąż miały służyć idei, dla której to miejsce założono.</p>
<p><strong>Zwiedzanie tynieckiego wzgórza</strong> zaprasza do niezwykłej wędrówki w czasie i przestrzeni: do zagłębienia się w świat dawnych i współczesnych mnichów oraz ich życia. Tutaj bowiem historia i współczesność współistnieją zgodnie, a kolejne generacje gospodarzy wciąż nie przestają zaznaczać własnego wkładu, mamy zatem: romańskie fundamenty, gotyckie mury, barokowe wyposażenie, romantyczne ruiny, współczesne betony i… nowoczesne komputery.</p>
<p>Przewodnik – kolejny, już ósmy – <strong>po Tyńcu</strong>, chce opowiedzieć o interesujących zabytkach, przypomnieć wydarzenia i postacie ważne lub zapomniane, niekiedy zaproponować odmienną od dotychczasowej interpretację, zwłaszcza że prace konserwatorskie rozpoczęte w kościele w 2012 r. przyniosły wiele odkryć i nowych, czasem niespodziewanych ustaleń.</p>
<p><strong>Jeśli zatem pozostawi niedosyt albo wzbudzi inne pytania lub zainspiruje do dalszych poszukiwań, to znaczy, że spełnił swoją rolę.</strong></p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-o-tyncu/1133-tyniec-opactwo-benedyktynow-9788373548213.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Homoseksualność i homoerotyzm w świecie starożytnym - 69,30 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2602-small_default/homoseksualnosc-i-homoerotyzm-w-swiecie-starozytnym.jpg' title='Homoseksualność i homoerotyzm w świecie starożytnym' alt='thumb' /><p>Tematem niniejszej książki jest homoseksualność i homoerotyzm w kulturach starożytnego Bliskiego Wschodu oraz w świecie antycznych Greków i Rzymian, a także echa ich różnych przejawów w starożytnych mitach, literaturze i sztukach plastycznych. Relacje homoseksualne/homoerotyczne były znane i obecne w wielu cywilizacjach starożytnych. Naszym głównym celem jest pokazanie, jaką rolę odgrywały one w ówczesnej obyczajowości seksualnej i jak zróżnicowany był stosunek społeczeństw tamtej epoki do tego zjawiska. Nasza monografia jest pierwszą w języku polskim naukową syntezą tego zagadnienia dotyczącą czasów starożytnych.</p>
<p>Na wstępie należy zaznaczyć, że problem homoseksualności/homoerotyzmu w starożytności stanowił w nauce przez długi czas temat tabu. Pruderię wobec tego zjawiska w kulturze greckiej doskonale oddaje cytat z powieści <em>Maurycy</em> Edwarda Morgana Forstera wydanej w 1971 r., przytaczany kilkakrotnie przez Włodzimierza Lengauera w jego publikacjach poświęconych greckiemu homoerotyzmowi. Warto przytoczyć go w tym miejscu:</p>
<p><em>Pod koniec trymestru chłopcy poruszyli jeszcze bardziej delikatny temat. Uczestniczyli w prowadzonych przez dziekana zajęciach, podczas których dokonywano przekładów literatury greckiej. Gdy jeden z kolegów spokojnie tłumaczył zdanie po zdaniu, pan Cornwallis wtrącił monotonnym, bezbarwnym głosem: Opuścić – to odniesienie do haniebnego występku, jakiego dopuszczali się Grecy.</em></p>
<p>Takie nastawienie przez wiele lat dominowało wśród wielu historyków czy filologów klasycznych. Bardzo często też ustalenia współczesnych badaczy odzwierciedlały i odzwierciedlają nie tyle stosunek starożytnych społeczeństw do tego zjawiska, ile moralne nastawienie uczonych badających tę problematykę. Rzutowało to na subiektywną ocenę źródeł, które interpretowano zazwyczaj negatywnie, jako jednoznacznie piętnujące homoseksualne czy homoerotyczne zachowania i praktyki. Z takimi uprzedzeniami spotykamy się także wśród polskich starożytników. Przykładem może być zbiorowa praca poświęcona seksualności społeczeństw starożytnej Mezopotamii, w której homoseksualizm został zakwalifikowany obok kazirodztwa i sodomii jako dewiacja bądź anomalia seksualna. Niewolna od takich negatywnych uprzedzeń jest także książka Karola Myśliwca o erotyce egipskiej – jej autor stawia znak równości między kazirodztwem i homoseksualizmem, który określa mianem perwersji seksualnej. Również w przypadku starożytnej Grecji badania nad problematyką homoseksualności i homoerotyzmu mocno „skaziło wartościowanie moralne” – jak ujął to słynny niemiecki uczony Erich Bethe. Niektórzy badacze uważali, wbrew wymowie źródeł, że zachowania homoseksualne to wyłącznie „grzech dorycki uprawiany w Atenach przez mniejszość” i że takie zachowania były „piętnowane jako haniebne zarówno przez prawo, jak i powszechną opinię”. Znany badacz francuski Henri-Irénée Marrou zarzucał z kolei uczonym „niezdrową ciekawość” i chęć „uczynienia z Hellady raju dla zboczeńców”. W swojej klasycznej pracy na temat historii wychowania postrzegał grecką <em>paiderastia</em> przede wszystkim w kategoriach wychowawczych, marginalizując zupełnie jej aspekt zmysłowy. O tym, że tematyka greckiej homoseksualności/homoerotyzmu stanowiła przez długi czas temat tabu dla wielu badaczy, może świadczyć książka Paula Brandta poświęcona obyczajowości starożytnych Greków, którą wydał on pod innym nazwiskiem jako Hans Licht. Badacz ten bez ogródek pisał, że zmysłowość była obecna w greckich praktykach pederastycznych, choć nie stanowiła ich najważniejszego elementu. Wyrażone przez Brandta/Lichta poglądy naraziły go na ataki niektórych historyków twierdzących, że w książce dał „upust chorej wyobraźni erotycznej”. Na szczęście obecnie badacze są zdecydowanie mniej pruderyjni i nie prezentują negatywnego nastawienia do tematu greckiego homoerotyzmu czy zjawiska homoseksualności w ogóle. Zaowocowało to wieloma odważnymi publikacjami, których autorzy analizują tematykę bez osobistych uprzedzeń. Warto w tym miejscu zacytować słowa Davida Halperina, świetnego znawcy greckiego homoerotyzmu, który napisał: „osobiście nie uważam, aby proporcja homoseksualistów w ogólnej populacji społeczeństwa była bardziej niepokojąca niż proporcja liberałów i konserwatystów w społeczeństwie amerykańskim”. Takie nastawienie podzielamy również my, autorzy niniejszej książki / Paweł Sawiński, Andrzej Wypustek</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/homini/2342-homoseksualnosc-i-homoerotyzm-w-swiecie-starozytnym-9788382052893.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mniszki - 43,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1696-small_default/mniszki.jpg' title='Mniszki' alt='thumb' /><p>Jakże archiwa wciągają! Zaczęło się wszystko od tego, że dostałam zadanie ustalenia liczebności polskich klasztorów mojego zakonu – to jest benedyktynek – w wiekach od XVI do XIX. Praca wymagała spisania wszystkich zakonnic i okazała się mrówcza, albo – jeśli kto woli – benedyktyńska. Bo istnieją wprawdzie w klasztorach specjalne księgi, gdzie zapisuje się wstąpienia, profesje i zgony zakonnic, ale często zaniedbywano ich prowadzenia, toteż danych trzeba szukać absolutnie wszędzie: w listach, w kwitach, w aktach procesowych, nawet na książkach i na portretach... Szczególnie dużo ich dostarczają księgi rachunkowe i bardzo polubiłam tego rodzaju źródła. Dodajmy, że archiwa klasztorów uległy, jeśli nie zawsze zniszczeniu, to w każdym razie w większości wypadków rozproszeniu podczas wojen i podczas akcji kasacyjnej zaborców; rzadko się zdarza, by cale archiwum danego klasztoru było w jednym miejscu. Akta mogą być wszędzie: w archiwach samych klasztorów, w archiwach i bibliotekach kurialnych i państwowych, nawet w zbiorach prywatnych. Często też jedne prowadzą do drugich i tropi się kogoś lub coś po tych śladach, jak zwierza w puszczy. Ale to wszystko – to tylko zewnętrzne ramy przygody.</p>
<p>Samą przygodą było zetknięcie się z żywymi ludźmi, którzy w miarą szperania zaczynali jak gdyby budzić się i poruszać. Pierwsza napotkana wzmianka, to jeszcze tylko cień człowieka: ot, wiadomość, że taka żyła, i kiedy żyła. Ale po jakimś czasie znajduje się jakiś list od niej lub do niej, albo choćby wzmianka w cudzym liście; jakaś notatka w rachunkach, jakiś zapis w kronice... Ktoś relacjonuje jakiś jej czyn, naświetla motywy, ktoś podaje mimochodem opinię o niej, ktoś zapisuje, czasem przypadkiem, okoliczności... Nieraz to bywa wszystko i z takich kilku wzmianek można już sobie odtworzyć zarys postaci: mniej więcej tak, jak się odtwarza rysy zniszczonego portretu. Nie obywa się przy tym bez hipotez; zwykłe starałam się uzasadniać swoje domysły, ale być może, że w odtwarzaniu tych psychicznych portretów uległam czasem sugestii i kształtowałam postacie znane tylko z fragmentarycznych informacji na wzór postaci współczesnych i żywych, niekoniecznie zresztą zakonnic. Co zresztą wcale nie znaczy, że rekonstrukcja musi być tym samym błędna. Ludzie bywają przecież podobni.</p>
<p>Ale to mnie właśnie fascynowało: docieranie do żywego człowieka. Ten człowiek coś sobie w życiu założył, czegoś chciał: rozumiem te dążenia, stanowią one program wybrany tak przez niego jak i przeze mnie. A w realizowaniu tego programu dysponował pewną sumą wrodzonych zalet i także wrodzonych wad; ponadto formacją otrzymaną od środowiska, pewnym zasobem wiadomości, mniejszym lub większym doświadczeniem... Kształtował też sam siebie przez kolejne decyzje, jedne zgodne z głównym dążeniem, inne z nim sprzeczne lub połowiczne, z czego sobie czasem zdawał sprawę, ale częściej nie. I bywał, jak każdy człowiek, mieszaniną wielkich pragnień i małych realizacji, genialnych intuicji i żenujących błędów, zbędnych komplikacji i tragicznych w skutkach uproszczeń. I to także – jak bardzo rozumiem.</p>
<p>A wreszcie, była nad nim, jak jest i nad nami, ręka Boga. Każdy z tych szkiców jest właściwie historią miłości Stwórcy do jednego ze stworzeń; miłości różnie przyjmowanej przez to stworzenie, czasem je uskrzydlającej, a czasem bardzo boleśnie zmarnowanej. I oczywiście nie można przysiąc, że tak właśnie było naprawdę; jak o nikim, najlepiej nawet znanym, nie można powiedzieć na pewno, że to, co nam się wydaje dowodem świętości lub grzechu, było nim naprawdę w oczach Boga, albo że było ostatnim słowem tego człowieka... (Małgorzata Borkowska OSB)</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-malgorzaty-borkowskiej-osb/1228-mniszki-9788373548763.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Porozmawiajmy jak Borkowska z Borkowskim - 34,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1440-small_default/porozmawiajmy-jak-borkowska-z-borkowskim.jpg' title='Porozmawiajmy jak Borkowska z Borkowskim' alt='thumb' /><p>Usiedliśmy rozmawiać. Niby to nie był pierwszy raz, niby wcześniej to się już zdarzało. Teraz okazało się, że będziemy rozmawiać inaczej. To znaczy, w jakimś stopniu będziemy rozmawiać, a w jakimś, większym, jedno będzie mówić, a drugie będzie słuchać (czasem zadając pytania, czasem coś wtrącając, czasem nieco prowokowane odpowiadając). Nazywamy się tak samo, przynajmniej częściowo interesuje nas, choć z różnych perspektyw, fenomen życia zakonnego (a najbardziej żeńskiego, klauzurowego, na ziemiach polskich; to w przypadku Borkowskiego, Borkowska w bogatszych i wielowątkowych kontekstach jest mistrzynią). Postanowiliśmy się na spokojnie rozmówić. Owoc tego rozmawiania Czytelnik znajdzie w książce. Pytającego Borkowskiego fascynuje i zastanawia, jak to jest, że się jednak decyduje na życie zakonne, wspólnotowe, mnisze. Oględnych czy uogólniających wyjaśnień jest wiele, trudno wytłumaczyć coś tak osobistego i niewyrażalnego jak fenomen powołania. Dlatego w rozmowie wiele będzie właśnie o tym, jak to się wszystko z tak zwanym wstąpieniem dzieje. My, Borkowscy, tak mamy, że patrzymy na życie zakonne, żeńskie, mówiąc między nami szczerze, chyba jeszcze bardziej niż męskie, z prostą sympatią i naturalnym zrozumieniem, oby (to w odniesieniu do Borkowskiego) bez protekcjonalności, miejmy nadzieję (to co do Borkowskiej) bez nieuzasadnionej idealizacji. <strong>Czy nam się uda mówić ze sobą szczerze, ocenią Świadkowie, czyli Czytelnicy.</strong></p>
<p>Borkowska znalazła się w niepowtarzalnym miejscu w niezwykłym czasie. Pewnie każdy ma taki czas i takie miejsce, ale w biografii Borkowskiej wyraźnie dostrzegalne jest następstwo i skutki tych spotkań na drodze życia. Nie chodzi tu wyłącznie o spotkania z Ludźmi, jeśli mamy na myśli warstwę realną, doczesną. Chodzi także o spotkania z bohaterami zbiorowej wyobraźni, o spotkania ze słowem, tekstem, relacją, którą buduje. Bardzo to wszystko Borkowskiego będzie ciekawić, dlatego sporo miejsca poświęci dociekaniu, jak to było z tym słowem. Chyba wie, o co pyta, skoro ma do czynienia z Borkowską Wielu Wcieleń, także z Pisarką (Borkowski od lat czyta na zajęciach z kreatywnego pisania „Bajki starej mniszki”, a później prosi, by według wzoru własną napisać. Współczesna napisała, to i kolejni Współcześni mogą próbować). Prosimy wspólnie o wybaczenie, że zaprzątniemy uwagę Czytelnika prywatnymi sprawami, oboje jesteśmy z pierwszego wykształcenia polonistami, trudno czynić zarzut z tego, że o polonistyce tyle będzie. Będzie, bo musimy sobie wszystko wyjaśnić. Borkowska wciąż będzie zmierzać, a Borkowski skutecznie przeszkadzać w tej wędrówce, do tego, by Czytelnikom powiedzieć  to, co ważne.  Borkowski jest tu słabszym ogniwem, łapanym na nieznajomości rzeczy, na zadawaniu nietrafionych pytań, na ujawnianiu wstydliwych przekonań. Trudno. Tak było, niech będzie w formie drukowanej.</p>
<p><strong>Rozmawialiśmy długo, z przerwami, co jakiś czas. Umówiliśmy się, jak Borkowska z Borkowskim, że to nie będzie klasyka gatunku, że to nie będzie wywiad-rzeka, który w centrum stawia biografię w chronologicznym jej układzie („Urodziła się pani i co było dalej…?”).</strong> Borkowski, który odpowiada za kształt tekstu, zapatrzył się na książeczkę-bibelot „Do ciotusieńki dobrodziejki…”, powieść epistolarną, fikcyjną w treści i w odniesieniu do bohaterów, realną w formie i autorstwie (ilu się nabrało, wie tylko Borkowska, wydawca i nabrani, gdyby się zliczyli). Borkowska chyba jednak chciała, by było za porządkiem od narodzin do dnia dzisiejszego, zgodnie z kalendarzem, logiką, następstwem czasu i faktów. Borkowskiemu udało się przekonać, że może być inaczej, nie musi być za porządkiem (między nami mówiąc, wziął po prostu na przeczekanie).</p>
<p>Przeczekanie jest ważne. Rzecz, którą Czytelnik ma w ręku, powstawała i pisała się długo. Rozmawialiśmy w Staniątkach, gdzie Borkowska czasowo była osiedlona w delegacji, dialogowaliśmy w wielu rozmaitych okolicznościach, gdy już wróciła do Żarnowca. Borkowski chciał napisać „do siebie”, bo wciąż trudno mu zrozumieć, że mniszka może być u siebie wszędzie, gdzie obowiązek i potrzeba wskażą. Borkowska potrafi. Niby młoda nie jest, a jednak żywotna i intrygująca. Dlatego, by nie przedłużać, wspólnie zapraszamy do lektury, do przysłuchiwania się, jak to w rozmowie Borkowskiego z Borkowską było.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/ksiazki-malgorzaty-borkowskiej-osb/1366-porozmawiajmy-jak-borkowska-z-borkowskim-9788373549111.html]]></link>
		</item>
	</channel>
</rss>
