<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
		<description><![CDATA[Sklep na oprogramowaniu PrestaShop]]></description>
		<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		<generator>PrestaShop</generator>
		<webMaster>zamowienia@tyniec.com.pl</webMaster>
		<language>pl</language>
		<image>
			<title><![CDATA[Tyniec  Wydawnictwo Benedyktynów]]></title>
			<url>https://tyniec.com.pl/img/tyniec-logo-1452802680.jpg</url>
			<link>https://tyniec.com.pl/</link>
		</image>
		<item>
			<title><![CDATA[Z Ojcem Pawłem Giustinianim po ścieżkach kamedulskiej mądrości. Wybór tekstów - 30,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2943-small_default/z-ojcem-pawlem-giustinianim-po-sciezkach-kamedulskiej-madrosci-wybor-tekstow.jpg' title='Z Ojcem Pawłem Giustinianim po ścieżkach kamedulskiej mądrości. Wybór tekstów' alt='thumb' /><p>Z kamedulskiej duchowości milczenia zrodził się niejeden wspaniały owoc. Takim owocem jest wielkie bogactwo myśli i ducha, które pozostawił w swoich <a href="https://tyniec.com.pl/56_bl-pawel-giustiniani">pismach Paweł Giustiniani</a>, twórca Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej. W 1526 r. złożyli mu wizytę bracia Ludwik i Rafał Tenaglia, którzy z franciszkańskiego drzewa wyhodowali nową gałąź, kapucyńską. Podobnie i on stworzył nową odmianę założonego przez <a href="https://tyniec.com.pl/duchowosc/1297-zywot-blogoslawionego-romualda-pustelnika-i-opata-9788373548992.html">św. Romualda</a> w Camaldoli i istniejącego już ponad pięćset lat zakonu kamedułów. Podczas gdy Romualdowa formuła była bardziej pluralistyczna, dopuszczając różne sposoby istnienia, od ścisłej rekluzji po czynne apostolstwo, jednak ogólnie zorientowana bardziej cenobitycznie, wspólnotowo, to Pawłowa zorientowana była bardziej eremicko, pustelniczo.</p>
<p>W rezultacie powstały więc dwa odrębne zakony kamedulskie, na których odmienność wskazują m.in. sigla zakonne. Oficjalny tytuł pierwszego zakonu, <em>Ordinis Sancti Benedicti Camaldulenses</em> lub <em>Congregatio Camaldulensis</em>, lub <em>Ordo Camaldulensis</em>, ujmuje się skrótem OSB Cam. lub O.Cam., natomiast tytuł drugiego, <em>Congregatio Eremitarum Camaldulensium Montis Coronae</em> lub <em>Eremitae Camaldulenses Montis Coronae</em>, ujmuje się skrótem ECMC lub EC. Nazwa nawiązuje do położonej w środkowych Włoszech, w Perugii, pustelni Monte Corona, która powstała kilka lat po śmierci Giustinianiego na wzór Camaldoli. Niedawno ukształtowała się także niezależna gałąź żeńska, oparta bardziej na zasadach Romualdowych, obejmująca kilka klasztorów na świecie i posługująca się tą samą nazwą, co pierwotny zakon męski. Do niej należy powstała po wojnie, a dziś dynamicznie rozwijająca się wspólnota kamedułek w Złoczewie, oraz kilka sióstr w klasztorze w Tyszowcach.</p>
<p>Giustiniani urodził się w Wenecji 15 czerwca 1476 roku. Otrzymał na chrzcie imię Tomasz jako najmłodsze, dziewiąte dziecko w patrycjuszowskiej rodzinie Franciszka i Pauli. W swej historii ród Giustinianich wydał wiele wybitnych osobistości kościelnych i świeckich. Wcześnie osierocony przez ojca, Tomasz otrzymał solidne wychowanie religijne z rąk matki. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami rozpoczął w 1493 r. studia filozofii i teologii na uniwersytecie w Padwie. Tam zaprzyjaźnił się z Wincentym Quirinim i Mikołajem Tiepolo, późniejszymi współbraćmi w zakonie. Z dala od rodziny zaczął prowadzić swawolne życie, co stało się później przyczyną żalu i pokuty do końca życia. Dwa razy popadł w ciężką chorobę, co skłaniało do zmiany myślenia. W 1504 r. odbył rekonwalescencję i od filozofii zwrócił się ku teologii, a zwłaszcza ku studiom biblijno-patrystycznym. Pod koniec następnego roku powrócił do rodzinnej Wenecji, a w 1506 r. udał się wraz z przyjaciółmi, Quirinim i Giorgim, do rodzinnej posiadłości na wyspie Murano, gdzie przez pół roku zapisywał <em>Myśli codzienne o miłości Bożej</em>. Pobyt trwał trzy lata, przerwany pielgrzymką do Ziemi Świętej.</p>
<p>Przy okazji poznał generała kamedułów, Tomasza Delfina, który mieszkał w pobliskim klasztorze św. Michała i zachęcił go do wizyty w ich macierzystym eremie w Camaldoli w Toskanii. W 1510 r. spędził w Camaldoli część lata; wyjechał stamtąd, by znowu wrócić w grudniu. W Boże Narodzenie założył kamedulski habit, przyjął imię Paweł i rozpoczął nowicjat. Jesienią 1511 r. dołączyli do niego dwaj przyjaciele, Quirini i Zorzi. Quirini przyjął imię zakonne Piotr. Razem z nimi 8 sierpnia 1512 r. Giustiniani złożył pierwsze śluby zakonne. W 1513 r. bracia Paweł i Piotr zostali wyznaczeni przez świeżo wybranego papieża Leona X, pochodzącego z rodu Medyceuszy, ich osobistego przyjaciela, na delegatów kamedulskiej kapituły generalnej we Florencji, obradującej nad reformą zakonu. W tym samym roku Giustiniani napisał <em>Traktat o posłuszeństwie</em> oraz <em>Libellus ad Leonem X</em>. W dziele adresowanym do papieża roztoczył perspektywę reformy Kościoła, wyprzedzając nadchodzące czasy, które skończyły się reformacją. 23 września 1514 r. w Rzymie umarł w jego obecności Piotr Quirini, o którym rozchodziły się pogłoski, że miał zostać kardynałem. W 1516 r. podczas czterdziestodniowej rekluzji Giustiniani napisał <em>Regułę życia eremickiego</em>, wydaną drukiem w 1520 roku. W Boże Narodzenie 1518 r. przyjął świecenia kapłańskie, a w lipcu następnego roku został przełożonym (majorem) eremitów w Camaldoli. Po roku zrezygnował z tej funkcji.</p>
<p>20 września 1520 r. opuścił Camaldoli z jednym bratem, bez jasno określonego planu, w poszukiwaniu życia bardziej samotnego i kontemplacyjnego. Przyczyną wyjazdu nie był konflikt ze wspólnotą, ale różnica w podejściu do rozrostu osady, która w ciągu kilku lat liczebnie niemal się podwoiła, osiągając liczbę dwudziestu siedmiu eremitów. Podążając ku ścisłemu eremityzmowi przez budowę nowych pustelni, nie znajdował wsparcia współbraci, którym odpowiadała forma cenobityzmu, a więc wspólnego mieszkania. W międzyczasie przyłączyło się do niego kilku towarzyszy, z którymi osiadł w grotach w Massaccio, w pobliżu Cupramontana. Erem w Massaccio, kilka lat wcześniej otrzymany przez kamedułów, został przekazany Giustinianiemu w styczniu 1521 roku. W tym samym roku otrzymał od papieża Leona X erem w Pascelupo, a od pewnego benedyktyna z Monte Cassino erem na górze Ancona w Monte Conero. W 1523 r. władze kamedulskie udzieliły eremitom Pawła szerokiej autonomii, uznając jego wspólnotę pod nazwą <em>Zgromadzenia Eremitów Św. Romualda</em>. W styczniu 1524 r. obradowała na Monte Conero pierwsza kapituła generalna nowego zgromadzenia, która wybrała Pawła na swego majora (w macierzystym zakonie najwyższy przełożony nosi nazwę „generał”) oraz zatwierdziła regułę. W tymże roku papież Klemens VII zatwierdził donację, która stała się podstawą ekonomiczną dla zakonu. Dokonał jej na rzecz Pawłowych eremitów Gabriel Galeazzo, który sam wstąpił w ich szeregi. Podczas mszy świętej Paweł doznał przeżycia mistycznego, które znalazło echo w traktacie <em>Secretum meum mihi</em>. W 1527 r. odwiedził Rzym, ale musiał z niego uciekać, kiedy doszło do napaści na miasto i jego grabieży przez niemiecko-hiszpańskie wojska Karola V podczas wojny z Francją. Dwa lata później złożył wizytę Klemensowi VII w Viterbo. Chociaż zachorował z powodu zarazy, to jednak zebrał siły i wyruszył do ofiarowanego mu eremu na górze Sorakte, położonego 45 km na północ od Rzymu (691 m n.p.m.). Umarł tam 28 czerwca 1528 r. w obecności kameduły z Camaldoli, który na wieść o jego stanie pospieszył, by towarzyszyć mu w ostatnich chwilach.</p>
<p>W zakonie kamedułów od wieków Giustiniani cieszy się opinią świętości. Przeszkodą w formalnej beatyfikacji stał się przedwczesny kult w zakonie i dystrybucja jego wizerunków jako świętego. W następstwie tego Kongregacja ds. Rytów, nie negując świętości Giustinianiego, wydała w 1681 r. zakaz ich rozpowszechniania, a nawet nakaz ich rekwizycji. Te kontrowersje zatrzymały na długi czas drogę do beatyfikacji, która w fazie wstępnej dzisiaj staje się ponownie przedmiotem starań.</p>
<p>W ciągu wieków na terenie Polski powstało osiem męskich osiedli pustelniczych wyłącznie typu Pawłowego. Są nimi eremy według kolejności fundacji: na Bielanach pod Krakowem (1609), w Rytwianach, na Bielanach pod Warszawą, w Bieniszewie (1672), Pożajściu (Litwa), Wigrach, Szańcu i Milatynie (Ukraina). W terminologii kamedulskiej nazywa się eremem całą osadę pustelniczą, podczas gdy potocznie eremem nazywa się jedną pustelnię. Do dzisiaj są czynne spośród nich monastycznie dwa eremy: w Bieniszewie pod Koninem i na Bielanach w Krakowie. W odnowionych pustelniach Bielan warszawskich mieszczą się m.in. biura UKSW. To od koloru mniszych habitów wzięły nazwę warszawskie i krakowskie Bielany. W Wigrach mieści się Wigierski Areopag Nowej Ewangelizacji i Fundacja „Wigry Pro”, zarządzane przez diecezję ełcką. W pokamedulskim klasztorze w Rytwianach powstał Diecezjalny Ośrodek Kultury i Edukacji „Źródło”; sukcesywnie przywraca się pierwotny kształt miejsca, z zamiarem odbudowy wszystkich domków dawnej Pustelni Złotego Lasu.</p>
<p>Godne uwagi i uznania są wysiłki mające na celu zachowanie i utrwalenie kultury materialnej, którą pozostawili po sobie kameduli w Polsce, nawet w tych miejscach, w których już ich nie ma. Podobnie, a nawet jeszcze cenniejszy jest wysiłek przyswajania i krzewienia ich bogatej duchowości, z której każdy może wiele zaczerpnąć dla siebie.</p>
<p>Bardzo pożytecznego trudu podjęli się benedyktyni tynieccy, którzy wydali jak dotąd dziewięć tomów <a href="https://tyniec.com.pl/56_bl-pawel-giustiniani">pism Giustinianiego</a> w serii <a href="https://tyniec.com.pl/36-zrodla-monastyczne">Źródła Monastyczne</a> oraz dwie książki w polskim przekładzie na temat jego osoby i duchowości, autorstwa luksemburskiego benedyktyna<a href="https://tyniec.com.pl/101_jean-leclercq-osb"> Jeana Leclercqa</a>. Fizyczne sąsiedztwo Tyńca i Bielan oraz duchowe pokrewieństwo między benedyktynami i kamedułami (św. Romuald założył zakon w duchu św. Benedykta) przyniosły dobre owoce / Leon Nieścior OMI</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/monastycyzm/1073-z-ojcem-pawlem-giustinianim-po-sciezkach-kamedulskiej-madrosci-wybor-tekstow-9788382053951.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Bóg przemawia do duszy. Duchowe wskazówki - 13,30 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1755-small_default/bog-przemawia-do-duszy-duchowe-wskazowki.jpg' title='Bóg przemawia do duszy. Duchowe wskazówki' alt='thumb' /><p>Opisana tu droga obejmuje proces uniezależniania się od spraw i rzeczy, coraz pełniejszego wyzwalania się, dzięki któremu staje się możliwe doświadczenie <strong>wewnętrznego spokoju</strong> – mistycznego milczenia, gdzie kończy się mowa, myślenie i dążenia, i w którym Bóg przemawia do duszy. Droga ta jest jednym z podstawowych elementów chrześcijańskiej tradycji mistycznej. Naucza, że bezpośrednie przesłanie Boga do człowieka realizuje się w głębi duszy, poza refleksją umysłu i świadomą wolą. Warunkiem tego jest odejście od żmudnych ćwiczeń i przyzwolenie na wewnętrzną ciszę.</p>
<p><strong>Miguel de Molinos</strong> urodził się 29 czerwca 1628 r. w Muniesa w Hiszpanii. Rozpoczął studia na uniwersytecie w Walencji, który przeniknięty był na wskroś mistyczną duchowością. Zakończył je doktoratem i w roku 1652 przyjął święcenia kapłańskie. Już zanim objął posadę teologa na portugalskim uniwersytecie w Coimbrze, zdobył sobie renomę jako spowiednik i młody kaznodzieja. Miał wielki dar wskazywania ludziom ich błędów i sprowadzania ich na dobrą drogę, która poprowadzi ich dalej.</p>
<p>3 października 1663 r. zlecono Miguelowi de Molinos pracę w Rzymie nad procesem beatyfikacji księdza Szymona z Walencji. Ponieważ jego <strong>kierownictwo duchowe</strong>, jak również jego nauka modlitwy, trafiły na podatny grunt wśród rzymskich wyższych sfer, poproszono go o pozostanie w tym mieście. Papież Innocenty XI nauczył się cenić tego hiszpańskiego mistyka jeszcze jako kardynał Benedetto Odescalchi. Przyszły następca św. Piotra, który życie z dala od świata i prostotę kochał bardziej niż przepych i towarzystwo, z wielką życzliwością odnosił się do nauki o modlitwie w ciszy i spokoju oraz pogrążeniu się w Bogu, głoszonej przez Miguela.</p>
<p>Mimo wielu ataków Molinos wytrwale i konsekwentnie trwał przy swojej nauce mistyki. Chodziło mu przy tym wyłącznie o wskazywanie duszy takiej drogi, która poprzez zatopienie w modlitwie i związany z tym głęboki wewnętrzny spokój, poprzez wewnętrzne oczyszczenie, prowadzi do oświecenia, a dzięki temu do głębokiego wglądu <strong>w siebie i samozrozumienia</strong>, co w rezultacie doprowadza do jedności z Bogiem. To, co u wielu teologów znajduje się w centrum zainteresowania – czyn, ćwiczenia woli i pokuty, modlitwy pełne pięknych słów, dogmaty, kościelne rytuały, a nawet stawanie się jednością z mistycznie pojętym Kościołem – traci u Molinosa jakiekolwiek znaczenie. Na zarzut, jakoby nauczał on wyłączania wolnej woli we wszelkim działaniu, odpowiedział, że nie poddaje wolnej woli w wątpliwość, lecz uczy, iż w modlitwie i w dążeniu przez nią do jedności z Bogiem to On jest tym, który działa, nie zaś facultas. Oświadczył też dobitnie, że nigdy nie atakował jezuickiej szkoły modlitwy, lecz chciał tylko zaoferować inną drogę prowadzącą do doskonałości. </p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/92-bog-przemawia-do-duszy-duchowe-wskazowki-9788373542686.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Modlitewnik benedyktyński - 29,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2176-small_default/modlitewnik-benedyktynski.jpg' title='Modlitewnik benedyktyński' alt='thumb' /><p>Zdaniem Aleksandra Brücknera rzeczownik „modlitwa” oznaczał kiedyś po prostu ofiarę bądź prośbę (stąd miało wziąć się określenie „namódlny” – natarczywy, z czasem chyba nasz „namolny”…) „Modlitewnik” zna już Linde – i w takim właśnie znaczeniu, w którym my rozumiemy to słowo dziś – jako zbiór modlitw, a zatem, za Brücknerem, wzorów ofiar i próśb kierowanych do Boga.</p>
<p>Zostawmy jednak na boku etymologię polskiego słowa i spójrzmy jak modlitwę definiuje Ewagriusz z Pontu (IV w.). Dla niego to obcowanie umysłu z Bogiem, czyli wchodzenie w bardzo intymną relację ze Stwórcą, nie tylko „odmawianie” modlitw. W tym kontekście „modlitewnik benedyktyński” brzmi nieco dwuznacznie – mnisi powinni tak chyba określać Psałterz bądź Mszał, nie zbiór modlitw w potocznym sensie tego słowa. Ta książeczka jest pewną propozycją budowania relacji z Bogiem, oby jak najgłębszej. Mnisi próbują robić to przez celebrację liturgiczną, <em>lectio divina</em> i wytrwałą modlitwę osobistą jednocześnie podejmując obowiązki, które wynikają z dnia codziennego. Dlatego zbiorem modlitw mnicha jest dzień codzienny, to jego ofiara i prośba skierowana do Boga. Niech teksty tu zebrane pomogą tak wszystkim spojrzeć na codzienność, aby i ona stała się modlitwą miłą Bogu (Szymon Hiżycki OSB)</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/swiety-benedykt-z-nursji-i-jego-regula/2153-modlitewnik-benedyktynski-9788382051247.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Psałterz tyniecki - 29,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2177-small_default/psalterz-tyniecki.jpg' title='Psałterz tyniecki' alt='thumb' /><p>Psalmy i pieśni z Pisma Świętego stanowiły od zarania podstawę nie tylko liturgii Kościoła, ale także osobistej modlitwy chrześcijan. W Dziejach Apostolskich odnajdujemy świadectwa wspólnej modlitwy pierwotnego Kościoła: <em>Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia</em> (Dz 3,1). Była to modlitwa wspólna, podczas której przede wszystkim recytowano psalmy i czytano teksty Pisma Świętego. Inne miejsce Dziejów Apostolskich świadczy o istnieniu nocnej liturgii: <em>O północy Paweł i Sylas modlili się, śpiewając hymny Bogu. A więźniowie im się przysłuchiwali</em> (Dz 16,25). W trudnych warunkach więzienia św. Paweł i Sylas robili to, co było już w zwyczaju Kościoła. Hymny, o których mówi św. Łukasz, to przede wszystkim <strong>psalmy i pieśni</strong> z Pisma Świętego. Podejmując praktykę odmawiania psalmów wracamy zatem do najstarszej tradycji Kościoła, która kontynuuje jeszcze starszą tradycję modlitwy liturgicznej Żydów. Odmawiając psalmy sięgamy zatem do samych źródeł modlitwy chrześcijańskiej.</p>
<p>Często jednak wielu ludzi ma z nimi trudności. Wydaje się, że powstają one z niewłaściwego podejścia. Najczęściej chcemy w nich odnaleźć odpowiadające nam formuły modlitewne, teksty, które by wyrażały nasze doświadczenia, problemy i prośby. Tymczasem natrafiamy na zupełnie inny kontekst kulturowy, całkowicie inny rodzaj ekspresji, stałe wracanie do przeszłości Izraela dla nas dzisiaj odległej i prawie obcej, a ponadto jeszcze spotykamy fragmenty złorzeczące, które nas – chrześcijan wrażliwych na ludzką krzywdę – szokują. Wydają się one być wręcz niezgodne z ewangelią. To często powoduje zniechęcenie, odłożenie Księgi Psalmów i szukanie czegoś „bliższego” naszemu życiu. Tak się dzieje, gdyż uważamy, że <strong>modlitwa</strong> polega przede wszystkim na wyrażaniu przed Bogiem swoich potrzeb, uczuć, bólów, trosk i pragnień, rzadziej już radości, wdzięczności i oddawania Bogu czci. W ten sposób jednak w „dialogu z Bogiem” – jak określił modlitwę Klemens Aleksandryjski – najważniejsze byłyby nasze słowa, wyrażające nasze przeżycia, nastawienia i wolę. A przecież w rozmowie z kimś ważnym, znaczącym, z autorytetem powinniśmy raczej słuchać niż mówić, oddać jemu głos, a sami się wyciszyć, by lepiej przyjmować usłyszane słowa. Tym bardziej odnosi się to do modlitwy, podczas której stajemy przed samym Bogiem. Powinniśmy się zatem podczas niej przede wszystkim skupić na słuchaniu, a nie starać się forsować siebie i swoje myśli. Tutaj jednak powstaje problem: jak słuchać Boga, kiedy On milczy? Bóg nie przemawia tak, jak inny człowiek. Jak zatem Go słuchać?</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/liturgia/2152-psalterz-tyniecki-9788373545021.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Co się wydarza podczas Mszy - 29,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1430-small_default/co-sie-wydarza-podczas-mszy.jpg' title='Co się wydarza podczas Mszy' alt='thumb' /><p>Tytuł tej książki podsunął mi jeden z moich przyjaciół, który posiada przedziwny talent do wymyślania dobrych tytułów dla niemal wszystkiego: książek, artykułów, wierszy, obrazów, jak również filmów, które zawsze obdarza nowymi, lepiej się sprawdzającymi tytułami. Znał inne moje publikacje na temat Eucharystii powstałe na przestrzeni lat; były to artykuły i książki mające wywołać dyskusje akademickie. Teraz zaś mój przyjaciel zachęcał mnie usilnie, żebym napisał coś, co zmierzałoby w całkowicie przeciwnym kierunku. Przekonywał, bym napisał książkę pozbawioną zacięcia naukowego i skierowaną do każdego katolika, który po prostu pragnie lepiej zrozumieć istotę Mszy świętej. Powiedział: „Tracimy pojęcie o tym, czym ona jest. Przestała być dla nas jasna. Potrzeba nam kogoś, kto opowiedziałby nam o niej od nowa”. I wtedy podsunął mi ten tytuł: „Co się wydarza podczas Mszy”. Spodobał mi się. Jest jasny i dobrze określa moje zamierzenie. Pragnę mówić w sposób prosty i bezpośredni. Pragnę ukazać, co oznacza Msza i co stanowi jej centrum. I pragnę też podkreślić słowo „wydarza się” z tytułu, bo o to mi właśnie chodzi. Coś się wydarza podczas Mszy. Bóg działa! Działa, aby nas zbawić. To doniosłe wydarzenie. Tak naprawdę nie ma niczego większego. Bóg skupia całą moc swej zbawczej miłości do świata w sprawowaniu obrzędu i w słowach liturgii eucharystycznej. Pragnę mówić o Mszy w takich kategoriach.</p>
<p>Jeśli spróbuję wypowiadać się tak prostym i bezpośrednim językiem, jak tylko możliwe, będę nieuchronnie dotykać czegoś, czego nie da się nazwać — lub czego nie da się łatwo nazwać — a co zwiemy tajemnicą. Zamierzam mówić, nie tracąc poczucia tajemnicy, nie można jej bowiem rozwikłać. Istnieje jednak sposób, by wniknąć w nią nieco głębiej i nauczyć się poruszać w jej przestrzeniach. Właśnie to chcę tutaj zaproponować: głębsze wejście w tajemnicę i poruszanie się z pewną lekkością wśród jej przejawów.</p>
<p>To oczywiste, że nie rozumiemy Mszy tak dobrze, jak powinniśmy. Mówię powinniśmy, gdyż jest jeszcze inny problem: jak moglibyśmy. Nie rozumiemy Mszy tak dobrze, jak moglibyśmy. Jednak błędem byłoby sądzić, że Msza powinna być od razu zrozumiała dla wszystkich. Jakże miałoby się to dziać? Jest ona szczytem życia chrześcijańskiego. Zwykle nie zaczyna się od szczytu, lecz dociera nań powoli i z mozołem. Ludzie — zarówno wierzący, jak i niewierzący — nie mogą się spodziewać, że przyjdą prosto z ulicy i od razu odnajdą we Mszy coś znaczącego i zrozumiałego. Tak, czy owak, kto umie określić, co jest „zrozumiałe”? Nie zajdę zbyt daleko w swych wysiłkach, aby zrozumieć Mszę, jeśli będę uważać, że mam prawo nadawać jej znaczenia zgodne wyłącznie z moimi własnymi definicjami. To pozbawiłoby mnie możliwości przyjmowania Mszy jako daru od kogoś innego, od samego Boga. To On ją określa i definiuje. To jego inicjatywa, Jego działanie.</p>
<p>Msza jest obrzędem, a to oznacza, że wymaga zainicjowania, powtarzania i poczucia, że się go odprawia. To się stopniowo pogłębia. Potrzeba nam odpowiedniego nastawienia do obrzędu, którego musimy się nauczyć. Wydaje się, że proces ten można najtrafniej opisać jako swoistą „grę na poważnie”. Przystaję z chęcią na zastany obrzęd — wszystkie ustalone ruchy, gesty i słowa, które powtarza się w określony sposób — ponieważ ufam, że kiedy „w to gram”, nagle wedrze się coś wielkiego i nieoczekiwanego. Obrzęd to forma, forma zaś przekazuje treść — nie intelektualną, którą da się pojąć umysłem, lecz treść prawdziwą, nie mniejszą niż sam akt naszego zbawienia. Jeśli odmawiam uczestnictwa w „grze”, to jest kiedy odrzucam obrzęd, jego zasady i formy, zostaje mi tylko to, z czym przyszedłem. To tylko ja; to tylko my; zdarzyć się może jedynie suma poszczególnych części. Ale obrzęd zabiera nas dalej, poza granice nas samych. Pozwala działać Bogu i podsuwa nam sposób, w jaki mamy się zachowywać w odpowiedzi. Nie musimy wymyślać odpowiedzi, tworzyć jej na poczekaniu. Jakże byłoby to żałosne! Obrzęd daje nam w zamian odpowiedź, która jest adekwatna do tajemnicy również przekazanej nam przez obrzęd, a mianowicie tajemnicy zbawczego działania Boga. W tej książce zanalizuję zatem uważnie formy obrzędu i na nich się skoncentruję. Przyjmijmy taką metodę. Przyjrzę się temu, co mówimy i robimy w danym momencie Mszy i postaram się przynajmniej powiedzieć coś o wszystkim, co się wydarza, kiedy to mówimy i robimy. Aby zagłębić się w znaczenie Mszy, musimy też, paradoksalnie, zawsze pozostać na powierzchni, nigdy nie porzucając jej zewnętrznych form. Te formy bowiem — chleb, wino, gesty kapłana oraz wiernych — stają się na wskroś przepojone znaczeniem, życiem Bożym.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc/1441-co-sie-wydarza-podczas-mszy-9788373549524.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Trójca Rublowa - 16,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1464-small_default/trojca-rublowa.jpg' title='Trójca Rublowa' alt='thumb' /><p>Tradycja interpretacji najsłynniejszej rosyjskiej ikony – <strong>Trójcy Świętej Andrzeja Rublowa</strong>, liczy już kilkaset lat. Na jej temat wypowiadali się  teologowie, pisarze, artyści, ludzie reprezentujący różne tradycje kulturowe i religijne. Tajemnica niezwykłej ikony – po części odkrywana, oświetlana z różnych stron, nie przestaje wciąż fascynować i zachęcać do dalszych poszukiwań. Dlaczego Andrzej Rublow zerwał z ponad tysiącletnią tradycją ikonograficzną, która do tej pory nie przypisywała postaciom trzech aniołów odniesienia do poszczególnych Osób Boskich? Jaki sens mają przedstawione na ikonie ich gesty, symboliczne szaty, przedmioty, kolory? Czemu ów ikonograficzny “portret” Trójcy Świętej już wkrótce po Rublowie wydał się tak niezrozumiały, że na oryginale dokonano retuszu?</p>
<p>Ogromna różnorodność interpretacji <strong>Trójcy Rublowa</strong> jest bogactwem samym w sobie. Każdy ze sposobów odczytania niesie w sobie jakieś oryginalne przesłanie, nową syntezę całości. Czy jednak wobec tylu różnych interpretacji możliwe jest uniknięcie subiektywizmu na tyle, by móc dotrzeć do oryginalnego zamysłu samego twórcy dzieła?</p>
<p>Pytanie takie postawił <strong>Gabriel Bunge</strong>, benedyktyński mnich z opactwa Chevetogne, który poświęcił swe życie studiom nad duchowością i liturgią Kościoła wschodniego. Aby znaleźć na nie odpowiedź, posłużył się następującą metodą: zbadał najpierw gruntownie tradycję ikonograficznych przedstawień Trójcy Świętej przed Rublowem, następnie niezwykle ciekawy, duchowy profil klasztoru, w którym ikona powstała, a w końcu liturgię, do której została namalowana. Synteza tych trzech wątków: tradycji, duchowości i liturgii pozwoliła wyciągnąć wniosek, że ikona Trójcy Świętej Andrzeja Rublowa, namalowana do liturgii uroczystości Pięćdziesiątnicy, jest plastyczną ilustracją pożegnalnej mowy Jezusa na Ostatniej Wieczerzy, w której nad eucharystycznym kielichem swego Ciała i Krwi Chrystus zapowiedział przyjście Ducha Parakleta, Trzeciej Osoby Trójcy Świętej. Właśnie tę perykopę z Ewangelii wg św. Jana, podkreślającą Ducha Świętego jako Osobę, Kościół wschodni odczytuje do dziś w pierwszy dzień uroczystości Zielonych Świąt, który przyjął charakter święta Trójcy. Drugi dzień kładzie akcent bardziej na samo wydarzenie: “przyobleczenie mocą z wysoka”, znane z Łukaszowego opisu z Dziejów Apostolskich.</p>
<p>Swą interpretację Trójcy Rublowa przedstawił Bunge w słynnej książce <strong><em>Inny Paraklet</em> (1994)</strong>, przetłumaczonej wkrótce na kilka języków europejskich (wyd. pol. 2001 r.), z której publikujemy obecnie końcowe rozdziały podsumowujące badania Autora. Interpretacja ta spotkała się z żywym zainteresowaniem wśród teologów prawosławnych, a jeden z najwybitniejszych, prof. Sergiusz Awerincew, nie zawahał się nazwać ją najtrafniejszą z dotychczasowych (!). Książka o. Gabriela Bungego stała się więc jednym z najważniejszych, współczesnych wydarzeń w dialogu z Kościołem wschodnim. Ukazuje ona – można powiedzieć – właściwy język tego dialogu, język, w którym teologia, duchowość, Biblia i liturgia tworzą jedną spójną całość. Taki język starali się wypracować twórcy ostatniego Soboru, w przekonaniu, że dialog prowadzony jedynie na poziomie samego dyskursu dogmatyczno–teologicznego nie może wyczerpać kluczowych kwestii.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc/1078-trojca-rublowa-9788373548046.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Komentarz do Psalmu 118, tom 2 - 52,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2897-small_default/komentarz-do-psalmu-118-tom-2.jpg' title='Komentarz do Psalmu 118, tom 2' alt='thumb' /><p>Ambroży z Mediolanu (340–397) to jeden z najwybitniejszych ojców Kościoła piszących po łacinie. Był nie tylko sprawnym politykiem, duszpasterzem, animatorem życia społecznego, ale także, wbrew opinii niektórych badaczy jego spuścizny, dobrym teologiem. Wydaje się, że krytyczne podejście uczonych do umiejętności teologicznych Ambrożego spowodowane było cierpkimi uwagami Hieronima ze Strydonu, który we wstępie do swego przekładu traktatu <em>O Duchu Świętym</em> Dydyma Ślepego lekceważąco wypowiedział się na temat dzieła Mediolańczyka o tym samym tytule. Obecnie stanowisko to należy, jak się wydaje, zweryfikować i przyznać, że bogactwo spuścizny literackiej związanej z teologią i egzegezą biblijną biskupa Mediolanu jest naprawdę doniosłe.</p>
<p>Pozostawił on po sobie wiele listów adresowanych do przeróżnych osób związanych z Kościołem, światem polityki i nauki. Ponadto w jego dorobku znajdziemy dzieła mające charakter dogmatyczny, katechetyczno-pastoralny oraz ascetyczno-moralny. Jednakże doskonała większość jego dzieł to komentarze egzegetyczne do Pisma Świętego. Szczególnym upodobaniem darzył Pieśń nad Pieśniami, a chociaż nigdy osobno jej nie skomentował, to jednak gdyby zebrać poświęcone jej urywki jego twórczości – jak zaznacza Luigi F. Pizzolato – bez wątpienia powstałby prawie kompletny komentarz do tej księgi. Spośród 17 prac egzegetycznych Ambrożego większość dotyczy Starego Testamentu. Dziewięć z nich poświęcił objaśnieniu poszczególnych rozdziałów Księgi Rodzaju. Nadto w sposób metodyczny objaśnił jeszcze 13 psalmów, z Nowego Testamentu natomiast jedynie Ewangelię według św. Łukasza. Należy jednak pamiętać, że wiele egzegetycznych kwestii Ambroży roztrząsał przy innych okazjach, np. w listach / Adam Wilczyński, fragment Wstępu</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/zrodla-monastyczne/2428-komentarz-do-psalmu-118-tom-2-9788382053692.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Szkoła Ojców - 15,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2934-small_default/szkola-ojcow.jpg' title='Szkoła Ojców' alt='thumb' /><p>Ta książeczka to zapis rekolekcji, prowadzonych w Żarnowcu dla kapłanów w listopadzie 2025 roku. Obejmuje częściowo teksty (lub ich fragmenty) wcześniejsze, częściowo nowe, w układzie podporządkowanym centralnej myśli, mianowicie szukaniu drogi do Boga w naukach Ojców Pustyni. Oprócz sześciu konferencji podano także trzy schematy <em>lectio divina</em>, prowadzonej dla uczestników przez naszego księdza kapelana, któremu za tę współpracę serdecznie dziękuję.</p>
<p>Od kilkunastu wieków szukamy u Ojców Pustyni pouczenia w tych sprawach, które dotyczą naszej relacji z Bogiem. Na początku, dopóki oni rzeczywiście mieszkali na pustkowiach poza terenami zamieszkałymi, to szukanie wymagało wędrówki całkiem dosłownej, wyprawy w głąb pustyni. I pierwszą rzeczą, która tam uderzała wędrowców, była cisza. Cisza w krajobrazie i cisza w samej pustelni. Czasem nawet bywało trudno skłonić pustelnika, żeby tę ciszę przerwał ze względu na gości. Abba Arseniusz nie chciał mówić nawet z arcybiskupem Aleksandrii, bo był zdania, że „jeśli się on nie zbuduje moim milczeniem, to słowami też się nie zbuduje”.</p>
<p>Dlaczego cisza jest taka ważna? Dlaczego abba Pojmen powiedział: <em>Jakakolwiek trudność na ciebie przyjdzie, zwycięstwem nad nią jest milczenie?</em> Jak to? Milczenie, a nie prośba o pomoc, nie szukanie rady u kogoś doświadczonego? A na przykład w sprawach modlitwy? Tak; nawet i w tej dziedzinie trzeba szukać rady oszczędnie. Na pewno nie prosić o nią (i to warto przypomnieć niejednej zakonnicy) każdego kolejnego księdza, który się przypadkiem zjawi. Rada dotycząca modlitwy jest jak ziarno, które wykiełkuje tylko na odpowiedniej glebie: w ciszy, nie w rozgadaniu. Przecież tu chodzi nie o jakąś tylko naszą własną sprawę, ale o sprawę Boga i naszą – o relację – a w takim razie więcej nam pomoże uciszenie się przed Nim niż wygadanie się przed ludźmi i zdobycie jeszcze jednego ucha dla naszych skarg.</p>
<p>Potrzebna jest więc cisza zewnętrzna, dosłowna, w decybelach mierzona; ale i cisza wewnętrzna, polegająca na uspokojeniu umysłu na tyle, żeby człowiek przestał się kręcić wokół własnych bieżących doznań. Wtedy nie tylko nasza mowa będzie płynąć z opanowania, z równowagi, z milczenia właśnie – ale także nauczymy się słuchać. Słuchać tego, co rzeczywiście mówią do nas ludzie, bez przepuszczania tego przez własne filtry; i słuchać tego, co chce nam powiedzieć Bóg. W tym ostatnim przypadku nie ma oczywiście mowy o „słuchaniu” fizycznego dźwięku, ale o lepszym otwarciu się na myśli płynące z natchnienia Bożego. Bóg, oczywiście, w kluczowych momentach potrafi się do nas przebić nawet przez największy nasz hałas, wewnętrzny i zewnętrzny – ale kluczowych momentów nie może być w życiu dużo; a nam zależy na możności otwierania się na Bożą „mowę” na co dzień. I słuszne jest, żebyśmy zrobili to, co z naszej strony zmierza do takiego otwarcia. Bo „słuchać” znaczy: najpierw zamilknąć. A to jest złożona operacja / Małgorzata Borkowska OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/2455-szkola-ojcow-9788382053869.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Zawierzenie - 14,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/2657-small_default/zawierzenie.jpg' title='Zawierzenie' alt='thumb' /><p>Ludzie naszych czasów równie mocno łakną zaufania jak i lękają się ogołocenia. „Ależ to ludzkie” – powiedzielibyśmy odruchowo. Tak, to głęboko ludzkie odczucia, które mogą okazać się punktem wyjścia na drodze do poznania i umiłowania Boga i bliźniego. Niniejsza książka może przyczynić się do tego, aby zaufanie stało się nam bardziej swojskie, a ogołocenia mniej groźne, Bóg bardziej bliski, a bliźni jeszcze bardziej kochany.</p>
<p>Matka Mechtylda od Najświętszego Sakra­mentu, założycielka mniszek benedyktynek sakramentek, jest ekspertką od zawierzenia i ogołocenia. Jej teksty pełne są praktycznych rad, jak i osobistych zwierzeń dotyczących obydwu problemów. Dodajmy – są to kwestie, które dotykają każdego człowieka, można więc powiedzieć, że pisma Matki są dla wszystkich. Mam więc nadzieję, że będą one w naszym kraju coraz bardziej popularne, do czego oby przyczyniła się także niniejsza publikacja / Szymon Hiżycki OSB</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/z-tradycji-mniszej/2357-zawierzenie-9788382053005.html]]></link>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Eucharystia, moja miłość - 18,00 zł ]]></title>
			<description><![CDATA[<img src='https://tyniec.com.pl/1761-small_default/eucharystia-moja-milosc.jpg' title='Eucharystia, moja miłość' alt='thumb' /><p>Jak uwielbiać Boga? Jak odpowiedzieć na Jego nieskończoną miłość? Jak wynagrodzić Mu obojętność i pogardę, której doznaje od swoich uwikłanych w grzech stworzeń?</p>
<p>Od najmłodszych lat wrażliwe serce <strong>Katarzyny de Bar</strong>, wyczulone szczególnie na Misterium Eucharystii, poszukiwało sposobów uczczenia tej wielkiej Tajemnicy. Urodzona 31 grudnia 1614 r. w Lotaryngii w pobożnej rodzinie mieszczańskiej, obdarzona licznymi darami naturalnymi i nadprzyrodzonymi pragnie cała poświęcić się dla Boga i Jego chwały. Życie nie oszczędzi jej trudnych prób: przedwczesna śmierć mamy, okrucieństwa wojny trzydziestoletniej wraz jej konsekwencjami – głodem i zarazą. W takim tyglu kształtuje się charakter przyszłej przełożonej i założycielki Instytutu Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu.</p>
<p><strong>Matka Mechtylda od Najświętszego Sakramentu</strong> – takie imię zakonne przyjęła – obficie czerpie z duchowych tradycji zakonu benedyktyńskiego, który w XVII-wiecznej Francji przeżywa swój renesans. Z resztą cały ten wiek, zwany „złotym wiekiem duchowości francuskiej”, charakteryzuje się ożywieniem gorliwości wśród zakonników, kleru i świeckich. Są to piękne owoce Soboru Trydenckiego, który w minionym stuleciu zmierzył się z błędami protestantyzmu i dał nowy impuls do odrodzenia Kościoła.</p>
<p>Matka Mechtylda będzie wzrastać w tym duchowym klimacie wzbogacając go jednak o swoje indywidualne, cenne doświadczenia. W swoich pismach oraz bardzo <strong>bogatej korespondencji</strong> przekaże doktrynę solidną i piękną, która karmić będzie jej duchowe dzieci – tak zakonnice jak i świeckich – przez kilka stuleci aż do dnia dzisiejszego.</p>
<p>Prezentowany tomik zawiera fragmenty tekstów Katarzyny de Bar, które zostały pogrupowane tematycznie. W części pierwszej ukazane są wskazania dla życia chrześcijańskiego ukierunkowanego szczególnie na <strong>Tajemnicę Eucharystii</strong>, czyli charyzmat Instytutu. Druga część to jakby mały rok liturgiczny – konferencje Założycielki lub listy pisane z okazji świąt i uroczystości Pana Jezusa, Matki Bożej, świętych. Również tutaj można z łatwością zauważyć, jak ich Autorka powraca wciąż do Eucharystii i jak w jej świetle odczytuje całą resztę. Na końcu zamieszczone zostały wybrane listy do klasztoru warszawskiego, pierwszej fundacji „zagranicznej”, która powstała jeszcze za życia Matki Mechtyldy.</p>]]></description>
			<link><![CDATA[https://tyniec.com.pl/duchowosc/134-eucharystia-moja-milosc-9788373544512.html]]></link>
		</item>
	</channel>
</rss>
