Obniżka!

-10%

Czarna owca Zobacz większe

25,71 zł

28,57 zł

Informacje dodatkowe

Wydanie Drugie, 2018
ISBN 9788373547667
Oprawa Miękka
Format 125x195
Stron 314
Brak Tekst który się nie wyświetla i musi być na końcu, jeśli nie ma podtyułu

Podziel się

Małgorzata Borkowska OSB

Czarna owca

W odróżnieniu od postulatu nowicjat kanoniczny był jakby całorocznymi ścisłymi rekolekcjami, toteż jego program nie obejmował udzielania się w szkole. Zanim by się ta nowa faza rozpoczęła, należało jednak przecisnąć się przez gęste biurokratyczne sito; składać i podpisywać zeznania, odpowiadać na urzędowy zestaw pytań. Komplikowało to życie i mnożyło protokoły, ale te nam dzisiaj dostarczają większości informacji o latach młodości Janiny Matyldy. Przed komisją biskupią, która protokół spisywała po łacinie (ale same zeznania w tym języku, w jakim je złożono, a więc po polsku albo po niemiecku) opowiedziała ona dnia 8 sierpnia 1874 roku swoje dotychczasowe króciutkie curriculum vitae, i oświadczyła, że wstępuje najzupełniej dobrowolnie, że rodzice udzielili zgody, i w ogóle nie ma problemu z punktu widzenia prawa. W sam dzień obłóczyn przed obrzędem przeprowadzono z nią nadto tzw. egzamin nowicjacki wewnętrzny, z którego wynikało, że także i duchowych problemów nie ma; kandydatka rwie się wprost do wszelkich trudności (gorszego odzienia, gorszych prac), własnej woli zapiera się z entuzjazmem, a w dodatku jest zdrowa i w ogóle im gorzej, tym lepiej. Euforia trwała więc nadal. Obłóczyny miały miejsce 25 sierpnia 1874; dostała wtedy oprócz habitu imię zakonne „Kolumba”. Patronką jej była hiszpańska mniszka-męczennica z IX wieku, wspominana w kalendarzu liturgicznym 17 września.

W dwa miesiące później kolejny „egzamin wewnętrzny” i nadal problemów nie ma. Nowicjuszka entuzjazmuje się żywotami świętych i rozkoszuje się duchową swobodą, czerpaną z zewnętrznie surowego trybu życia. Skoro więc te okrzyczane „ostrości” zakonne, którymi niańki straszą dzieci, okazały się tak łatwe i tak wyzwalające, to chyba świętość jest w zasięgu ręki, bo można przecież w kilka miesięcy przyzwyczaić się do twardego łóżka, wczesnego budzenia, postu i nagan? Ale to już dosłownie ostatnie tygodnie euforii. Jak tyle nowicjuszek przed nią i po niej, s. Kolumba musi stwierdzić, że trudności czekały ją w klasztorze całkiem nie te, których się spodziewała.

W kwietniu 1875 roku trzeci egzamin; i tu już problemy są. Pytana o najczęstsze pokusy, odpowiada: „ze złych przykładów często się gorszę”. Czy ma pokój w duszy? Widząc niezachowanie św. reguły czuje często niepokój. Czy wobec mistrzyni jest szczera? „Nie zawsze”. Szesnastoletnia idealistka najwyraźniej zaczyna się boleśnie obijać o ludzką rzeczywistość. Widzi na przykład dwie starsze zakonnice rozmawiające na schodach: nie zachowują milczenia! Jest świadkiem konfliktu o zamykanie lub otwieranie okna między zakonnicą astmatyczką i zakonnicą reumatyczką: brak miłości, zły przykład! Zgorszona pędzi do mistrzyni; ta zaś albo ma już tych skarg za dużo i po prostu każe jej milczeć, albo niezręcznie usiłuje problem zamazać miodem: „Źle słyszałaś, zdawało ci się, zmyślasz”. Po paru takich doświadczeniach nowicjuszka przestaje mówić z mistrzynią szczerze o tym, co jest akurat jej największym problemem. Odpowiedź jest oczywiście jedna: Dobrze słyszałaś, problem istnieje, śluby zakonne nikogo auto­ma­tycznie nie uświęcają, ale zrób no rachunek sumienia: czy i tobie nie zdarzają się błędy? A jeśli tak, to niech słaby nie potępia słabego, ale niech je­den drugiego brzemiona nosi; na tym polega miłość i z tego wyrasta postęp. Niestety s. Kolumba widocz­nie tej nauki od mistrzyni nie usłyszała, będzie musiała dojść do tej prawdy sama. Kolejne pytanie: Czy wierna jesteś w spełnianiu swoich obowiązków? Odpowiedź: „Za łaską Bożą będę się starać, bo dotąd nie zawsze”. Deo gratias: zaczyna dostrzegać własną słabość, więc nauczy się litości także dla cudzej (fragment z książki)

Recenzje

: Książka jest szkicem biografii Bł. Matki Kolumby Gabriel, założycielki zgromadzenia autorki. Interesująca jest historia zakonów żeńskich i szkolnictwa panien we Lwowie na przełomie XIX i XX wieku. W 1873 roku Janina Matylda wstępuje do klasztoru benedyktynek „łacińskich” i przechodzi wszystkie szczeble życia zakonnego. Kończy seminarium nauczycielskie i przez długie lata jest nauczycielką w szkole klasztornej. W 1897 roku została ksienia w swoim klasztorze. Była zawsze idealistką, energiczną, pracowitą, ale czasami nie zwracała uwagę na konwenanse. Paweł Podrucki był sierotą wychowanym i wykształconym przez klasztor. Jemu to powierzyła wykonanie prac stolarskich w nowo budowanym domu. Jednak on okazał się złodziejem i oszustem. Przywłaszczył sobie sporą sumę pieniędzy, rzucił oskarżenie na siostrę Gabrielę, a jednocześnie dodatkowe oskarżenia o charakterze obyczajowym. Prasa galicyjska rozpętała nagonkę. Bez jakiegokolwiek udowodnienia jej winy władze kościelne nakazały jej wyjechać. 21 kwietnia 1900 roku musi opuścić Lwów i Polskę i wyruszyć do Rzymu, aby tam składać wyjaśnienia. Nigdy już nie będzie mogła wrócić do Lwowa, ani swojego klasztoru mimo, że oczyszczono ją z zarzutów. Ponieważ nie może wrócić do swojego klasztoru otrzymuje dekret sekularyzacyjny. W Rzymie samotna zaczyna szukać swojego miejsca na ziemi. Znajduje przyjaciół, a także odkrywa sens swojego życia. Zaczyna od opieki nad chorymi ale też nad opuszczonymi i zaniedbanymi dziećmi. Pragnęła nadać temu działaniu wymiar ochronek. Zaproponowano jej także opiekę nad ubogimi dziewczętami, które przyjeżdżały do pracy w Rzymie i nie miały lokum. Aby móc wypełniać swoje posłannictwo rozpoczyna pracę nad założeniem nowego zakonu benedyktynek. Nowe zgromadzenie nazwane Instytutem Sióstr Benedyktynek od Miłości zatwierdzono 15 marca 1926 roku. Mimo tak licznych zajęć nigdy nie zapominała o modlitwie i brewiarzu. Zmarła 34 września 1926 roku. Przed śmiercią zabroniła siostrom starać się o jej beatyfikację. Siostry posłuchały, ale upomniał się włoski kler. Proces beatyfikacyjny zaczął się w roku 1981 i 16 maja 1993 roku Jan Paweł II beatyfikował Matkę Kolumbinę. Jeżeli celem beatyfikacji jest zwrócenie uwagi na życie danej osoby i dawany w ten sposób przykład, to cel został osiągnięty. Matka Kolumbina przeżyła wzloty i upadki, okres gdzie nie miała swojego miejsca i depresje, ale znalazła cel i sens swojego życia w pomaganiu innym. Można się dużo nauczyć także o sobie.
Bardzo ciekawie napisana biografia, gdzie autorka starała się opierać na znanych jej faktach i nie pomijać milczeniem żadnych kontrowersji.
Polecam
Opinia jest też na portalach : lubimy czytać i na kanapie

Dodaj recenzję

Napisz recenzje

Czarna owca

Czarna owca

W odróżnieniu od postulatu nowicjat kanoniczny był jakby całorocznymi ścisłymi rekolekcjami, toteż jego program nie obejmował udzielania się w szkole. Zanim by się ta nowa faza rozpoczęła, należało jednak przecisnąć się przez gęste biurokratyczne sito; składać i podpisywać zeznania, odpowiadać na urzędowy zestaw pytań. Komplikowało to życie i mnożyło protokoły, ale te nam dzisiaj dostarczają większości informacji o latach młodości Janiny Matyldy. Przed komisją biskupią, która protokół spisywała po łacinie (ale same zeznania w tym języku, w jakim je złożono, a więc po polsku albo po niemiecku) opowiedziała ona dnia 8 sierpnia 1874 roku swoje dotychczasowe króciutkie curriculum vitae, i oświadczyła, że wstępuje najzupełniej dobrowolnie, że rodzice udzielili zgody, i w ogóle nie ma problemu z punktu widzenia prawa. W sam dzień obłóczyn przed obrzędem przeprowadzono z nią nadto tzw. egzamin nowicjacki wewnętrzny, z którego wynikało, że także i duchowych problemów nie ma; kandydatka rwie się wprost do wszelkich trudności (gorszego odzienia, gorszych prac), własnej woli zapiera się z entuzjazmem, a w dodatku jest zdrowa i w ogóle im gorzej, tym lepiej. Euforia trwała więc nadal. Obłóczyny miały miejsce 25 sierpnia 1874; dostała wtedy oprócz habitu imię zakonne „Kolumba”. Patronką jej była hiszpańska mniszka-męczennica z IX wieku, wspominana w kalendarzu liturgicznym 17 września.

W dwa miesiące później kolejny „egzamin wewnętrzny” i nadal problemów nie ma. Nowicjuszka entuzjazmuje się żywotami świętych i rozkoszuje się duchową swobodą, czerpaną z zewnętrznie surowego trybu życia. Skoro więc te okrzyczane „ostrości” zakonne, którymi niańki straszą dzieci, okazały się tak łatwe i tak wyzwalające, to chyba świętość jest w zasięgu ręki, bo można przecież w kilka miesięcy przyzwyczaić się do twardego łóżka, wczesnego budzenia, postu i nagan? Ale to już dosłownie ostatnie tygodnie euforii. Jak tyle nowicjuszek przed nią i po niej, s. Kolumba musi stwierdzić, że trudności czekały ją w klasztorze całkiem nie te, których się spodziewała.

W kwietniu 1875 roku trzeci egzamin; i tu już problemy są. Pytana o najczęstsze pokusy, odpowiada: „ze złych przykładów często się gorszę”. Czy ma pokój w duszy? Widząc niezachowanie św. reguły czuje często niepokój. Czy wobec mistrzyni jest szczera? „Nie zawsze”. Szesnastoletnia idealistka najwyraźniej zaczyna się boleśnie obijać o ludzką rzeczywistość. Widzi na przykład dwie starsze zakonnice rozmawiające na schodach: nie zachowują milczenia! Jest świadkiem konfliktu o zamykanie lub otwieranie okna między zakonnicą astmatyczką i zakonnicą reumatyczką: brak miłości, zły przykład! Zgorszona pędzi do mistrzyni; ta zaś albo ma już tych skarg za dużo i po prostu każe jej milczeć, albo niezręcznie usiłuje problem zamazać miodem: „Źle słyszałaś, zdawało ci się, zmyślasz”. Po paru takich doświadczeniach nowicjuszka przestaje mówić z mistrzynią szczerze o tym, co jest akurat jej największym problemem. Odpowiedź jest oczywiście jedna: Dobrze słyszałaś, problem istnieje, śluby zakonne nikogo auto­ma­tycznie nie uświęcają, ale zrób no rachunek sumienia: czy i tobie nie zdarzają się błędy? A jeśli tak, to niech słaby nie potępia słabego, ale niech je­den drugiego brzemiona nosi; na tym polega miłość i z tego wyrasta postęp. Niestety s. Kolumba widocz­nie tej nauki od mistrzyni nie usłyszała, będzie musiała dojść do tej prawdy sama. Kolejne pytanie: Czy wierna jesteś w spełnianiu swoich obowiązków? Odpowiedź: „Za łaską Bożą będę się starać, bo dotąd nie zawsze”. Deo gratias: zaczyna dostrzegać własną słabość, więc nauczy się litości także dla cudzej (fragment z książki)